#CzasWspomnień: “OBRONILIŚMY TYTUŁ MISTRZÓW ŚWIATA!”

Równo rok temu w siatkarskich domach emocje sięgały zenitu. Po fenomenalnym półfinale z Amerykanami, biało-czerwonych czekała ostatnia przeprawa do historycznego sukcesu – finał z Brazylią. Spodziewano się zaciętego pojedynku, być może nawet rozstrzygnięcia w tie-break’u. Nic bardziej mylnego, po nieco ponad półtoragodzinnym spotkaniu usłyszeliśmy magiczne “OBRONILIŚMY TYTUŁ MISTRZÓW ŚWIATA”! Zacznijmy jednak od początku…

Krajobraz przed bitwą: (w końcu) mamy trenera!

Po szybkim rozwiązaniu kontraktu z Ferdinando de Giorgim, czego powodem były niezadowalające wyniki reprezentacji Polski w 2017 roku, biało-czerwoni dość długo pozostawali bez trenera. Przedłużający się wybór nowego szkoleniowca przez Polski Związek Piłki Siatkowej zaczął przypominać farsę, a wśród kibiców coraz częściej padały ironiczne porównania całej procedury do castingu. W końcu cała siatkarska Polska doczekała się! 7 lutego 2018 roku oficjalnie ogłoszono, że nowym szkoleniowcem reprezentacji Polski będzie Vital Heynen. Nieco ekscentryczny Belg znany był polskiej społeczności przede wszystkim z prowadzenia Transferu Bydgoszcz w latach 2013-2015, z kolei na arenie międzynarodowej do największych sukcesów szkoleniowca należy brąz Mistrzostw Świata 2014 zdobyty z reprezentacją Niemiec. Samo objęcie funkcji trenera przez Vitala Heynena również było nieco kontrowersyjne – wiązało się bowiem z rezygnacji z tego stanowiska, mimo ważnego kontraktu, w rodzimej kadrze Belgii.

Przygotowania do obrony tytułu: Liga Narodów, Zakopane, Memoriał Wagnera i mecze towarzyskie

Już przed sezonem wiadomo było, że docelową imprezą 2018 roku dla reprezentacji Polski będą Mistrzostwa Świata w Bułgarii i Włoszech, w której biało-czerwoni mieli wystąpić w roli obrońców tytułu. Dlatego plan Vitala Heynena na Siatkarską Ligę Narodów był jeden – EKSPERYMENTOWAĆ. Po pierwsze chodziło o to, by każdy kadrowicz miał szansę na odpoczynek po wymagającym sezonie ligowym. Po drugie, szkoleniowiec nie ukrywał również, że na nadchodzących pięciu turniejach weekendowych ma zamiar tak rotować składem, by na koniec wstępnie wyodrębnić grupę zawodników, mających przygotowywać się przez resztę sezonu do siatkarskiego mundialu. I tak po nieudanym występie na Final Six w Lille, Vital Heynen ogłosił piętnastkę na zgrupowanie w Zakopanem zaplanowane na przełom lipca i sierpnia:

Przyjmujący: Artur Szalpuk, Michał Kubiak, Bartosz Kwolek, Aleksander Śliwka, Tomasz Fornal
Atakujący: Dawid Konarski, Bartosz Kurek, Damian Schulz
Rozgrywający: Fabian Drzyzga, Grzegorz Łomacz
Środkowi: Piotr Nowakowski, Mateusz Bieniek, Jakub Kochanowski
Libero: Damian Wojtaszek, Paweł Zatorski

Ukoronowaniem treningów w zimowej stolicy Polski było wspięcie się drużyny z Vitalem Heynenem na czele na Rysy – najwyższy szczyt polskich Tatr. Z Zakopanego biało-czerwoni przenieśli się do Spały, zwyciężyli w Ostrowcu Świętokrzyskim dwa spotkania towarzyskie z reprezentacją Kamerunu i zameldowali się w Krakowie na trwającym w dniach 24-26 sierpnia Memoriale Huberta Jerzego Wagnera. Tam rozegrali zwycięskie pojedynki z Kanadyjczykami, Francuzami i Rosjanami, wygrywając również cały turniej. Nie inaczej było również Szczecinie, gdzie na początku września Polacy dwukrotnie zwyciężyli z Belgami. Tak przygotowani, po wygraniu wszystkiego, co w okresie przygotowawczym do wygrania mieli, biało-czerwoni pod wodzą Vitala Heynena wyruszyli do Bułgarii na rozpoczynające się Mistrzostwa Świata. Plan minimum, postawiony przez Polski Związek Piłki Siatkowej trenerowi i drużynie, zakładał awans do pierwszej szóstki turnieju.

Mistrzostwa Świata, pierwsza faza grupowa: (nadspodziewanie) dobra robota!

Polacy swoje zmagania w Mistrzostwach Świata 2018 rozpoczęli 12 września w bułgarskiej Warnie. Rozstawieni zostali do grupy D wraz z gospodarzami turnieju, Bułgarią, a do nich dolosowano pozostałe 4 drużyny: Kubę, Portoryko, Finlandię i Iran. O ile kibice byli raczej spokojni (choć czy w przypadku gry biało-czerwonych kiedykolwiek można być spokojnym?) o trzech pierwszych rywali, o tyle spotkania zarówno z Irańczykami, jak i Bułgarami zawsze budziły i budzą ogromne emocje zarówno wśród kibiców obu drużyn, jak również nierzadko pod siatką. Ze względów logistycznych (ale również w celu ułatwienia sobie późniejszej sytuacji, gdyż sytuacja w tabeli pierwszej fazy grupowej przenoszona była do drugiej fazy) najlepszym rozwiązaniem było wygranie grupy D, gdyż zwycięzca zostawał w Warnie, odchodziła więc konieczność podróżowania w trakcie turnieju. Polacy poradzili sobie bez większych problemów ze wszystkimi rywalami i nie tylko wygrali każde ze spotkań, ale również nie stracili ani jednego punktu, kończąc mecze w trzech lub czterech setach.

12.09.2018 r., Warna, Polska – Kuba 3:1 (25:18, 25:19, 21:25, 25:14)
13.09.2018 r., Warna, Polska – Portoryko 3:0 (25:14, 25:12, 25:15)
15.09.2018 r., Warna, Polska – Finlandia 3:1 (25:20, 26:28, 25:16, 25:15)
17.09.2018 r., Warna, Polska – Iran 3:0 (25:21, 25:20, 25:22)
18.09.2018 r., Warna, Polska – Bułgaria 3:1 (25:14, 23:25, 25:22, 25:23)

Mistrzostwa Świata, druga faza grupowa: powiedzieć, że się skomplikowało, to jak nic nie powiedzieć…

Z kompletem zwycięstw na koncie Polacy przystępowali do drugiej fazy w sytuacji wręcz wymarzonej. Przeciwnikami biało-czerwonych w grupie H byli Argentyńczycy, Francuzi i Serbowie. Wiadomo było, że w spotkaniach z Trójkolorowymi i ekipą z Bałkanów Polacy raczej nie będą faworytami. Jednak zwycięstwo z Albicelestes zdecydowanie było w zasięgu ekipy Vitala Heynena, która potrzebowała tylko jednego zwycięstwa w tej fazie, by zapewnić sobie awans do pierwszej szóstki turnieju. Mimo więc wykluczenia ze składu z powodu choroby kapitana Michała Kubiaka, plan i tak był bardzo prosty: w piątek zwycięstwo z Argentyną, a następne dwa spotkania rozgrywamy ze spokojnymi głowami i pewnym awansem. Nie. Reprezentacji Polski nie w głowie takie rzeczy. No bo jak, tak po prostu? Bez emocji, stanów przedzawałowych u kibiców i zgodnie z założeniami? Teraz po ponad roku od tego weekendu, gdy emocje prawie opadły żartuje się w ten sposób bardzo łatwo. Ale powiedzmy sobie szczerze: kto po porażce z Argentyną nie zwątpił w dalszy awans, niech pierwszy rzuci kamieniem.
Ale z kim my tu mamy przegrać? – powiedział tuż przed meczem Robert Szegda, członek ekipy Polsatu, do dziennikarza Jerzego Mielewskiego. Zatem Polacy mecz z podopiecznymi Julia Velasco rozpoczęli wręcz fenomenalnie. Chyba ZA fenomenalnie, bo nawet w naszych redakcyjnych rozmowach przemykał niepokój, że to wszystko idzie za łatwo. Na efekty nie trzeba było długo czekać… Biało-czerwoni owszem, pierwszego seta wygrali pewnie, do 16, ale dwa kolejne już padły łupem przeciwników. I niewiele brakowało, by ten mecz zakończył się w czterech partiach, jednak determinacja ekipy Vitala Heynena sprawiła, że o zwycięstwie miał zadecydować tie-break. I znów chciałoby się zaśpiewać za Zenonem Martyniukiem „Jak do tego doszło? Nie wiem” – Polacy prowadząc 14:11 zaprzepaścili wszystkie piłki meczowe i ostatecznie przegrali piątego seta 14:16. Niemalże spakowani po porażce z Serbią Francuzi zaczęli się rozpakowywać, bo oto Argentyńczycy wygrywając z naszą reprezentacją, przedłużyli szanse Les Bleus na awans do szóstki. Więc skoro już Trójkolorowi pozostali w grze o dalszy awans, nabrali wiatru w żagle i pewnie zwyciężyli w sobotnim meczu z biało-czerwonymi, oddając im jedynie seta oraz wygrywając swoje niedzielne spotkanie z Argentyną. Polakom nie pomogła nawet obecność wciąż chorego Michała Kubiaka, który nie tylko wspierał mentalnie swoją drużynę z kwadratu, ale też wchodził na przyjęcie zastępując zawodników wyjściowej szóstki.
A zatem przed ostatnim meczem w drugiej fazie sytuacja grupy H przedstawiała się następująco: Serbowie byli pewni dalszego awansu, wygrana Polaków dawała im dalszy awans z pierwszego lub drugiego miejsca (w zależności od wyniku polsko-serbskiego pojedynku), przegrana natomiast powodowała, że do Turynu pojadą Francuzi, my natomiast wracamy do domu i kończymy marzenia o obronie mistrzowskiego tytułu. Wśród kibiców zdania były podzielone. Jedni uważali, że meczem z Serbami zakończymy rywalizację w turnieju, drudzy, że w spotkaniu tym drużyna odrodzi się jak feniks z popiołów, jednak zdecydowana większość zgodnie zachodziła w głowę, co kryje się pod hasłem #chytryplanVitala, które tuż po przegranym pojedynku z Francuzami pojawiło się na oficjalnym koncie twitterowym Polskiego Związku Piłki Siatkowej. Propozycji było tyle, że samo hashtag #chytryplanVitala wylądował w czołówce trendów twitterowych w Polsce.
Wracając jednak do samego meczu Polaków z Serbami. Podopieczni Vitala Heynena dosłownie rozgromili ekipę Nikoli Grbicia. Mecz trwał przysłowiową godzinę z prysznicem, a gra biało-czerwonych naprawdę zachwycała. Potężna zagrywka, szczelny blok i skuteczny atak, wszystko po to, by po trzech setach można było zawołać triumfalnie „ANDIAMO A TORINO!”. Co złośliwsi byli co prawda zdania, że Serbowie po prostu „podłożyli się” biało-czerwonym w tym spotkaniu. Myślę jednak, że nie ma to w tej chwili żadnego znaczenia. Liczyły się fakty, a te były takie, że bilety z lotu do Warszawy trzeba było przebukować na Turyn, a wszystkim kibicom w głowach dźwięczało wspomniane już pytanie: „Ale z kim my tu mamy przegrać?!”.

21.09.2018 r., Warna, Polska – Argentyna 2:3 (25:16, 19:25, 23:25, 25:23, 14:16)
22.09.2018 r., Warna, Polska – Francja 1:3 (15:25, 18:25, 25:23, 18:25)
23.09.2018 r., Warna, Polska – Serbia 3:0 (25:17, 25:16, 25:14)

Mistrzostwa Świata, trzecia faza grupowa: “wylosuj” sobie grupę – przegraj ją

„Operacja Turyn” rozpoczęła się od losowania ostatnich grup przed fazą medalową. Choć transmitowane na żywo, do dziś wzbudza raczej uśmiech zażenowania, niż przypomina profesjonalne działania. Polacy znaleźli się w grupie J z gospodarzami – reprezentacją Włoch oraz ponownie z Serbią. Walka rozpoczęła się od pojedynku pomiędzy rywalami biało-czerwonych, którzy dzięki temu mieli o jeden dzień więcej na odpoczynek i regenerację po dwóch pierwszych fazach rozegranych w Bułgarii. Serbowie wygrali z ekipą Azzurrich 3:0 i to właśnie od meczu z ekipą Nikoli Grbicia rozpoczęła się walka podopiecznych Vitala Heynena na ostatniej prostej. Choć bałkański zespół próbował stawiać opór, to jednak ponownie w meczu z Polakami nie udało im się ugrać nawet seta. Oznaczało to, że biało-czerwoni potrzebują jednego wygranego seta w spotkaniu z gospodarzami, by awansować do strefy medalowej. Tym samym dla polskich kibiców ostatni mecz trzeciej fazy grupowej trwał jeden dwudziestominutowy set, kiedy to ogromnie zmotywowani reprezentanci Polski rozprawili się z Włochami do 14, zapewniając sobie awans do półfinału i zamykając tym dalszą drogę gospodarzom. Po pierwszej partii z parkietu zeszła podstawowa szóstka, a na boisko weszli rezerwowi zawodnicy. I choć mecz ostatecznie po tie-break’u przegraliśmy, to dla nas nie miało to znaczenia. A od siebie dodam, że z tego spotkania najbardziej utkwiła mi w pamięci fenomenalna „czapa” Bartosza Kwolka (który przypomnijmy rok wcześniej grał jeszcze w reprezentacji juniorów) na jednym z filarów włoskiej kadry – Ivanie Zaytsevie.

27.09.2018 r., Turyn, Polska – Serbia 3:0 (28:26, 28:26, 25:22)
28.09.2018 r., Turyn, Polska – Włochy 2:3 (25:14, 21:25, 25:18, 17:25, 11:15)

Mistrzostwa Świata, strefa medalowa: „OBRONILIŚMY TYTUŁ MISTRZÓW ŚWIATA!”

W półfinale biało-czerwoni zmierzyli się z Amerykanami. Tu trzeba zaznaczyć, że reprezentacja USA na przestrzeni turnieju była ekipą, która spisywała się najlepiej. Podopieczni Johna Sperawa grali równo przez całe Mistrzostwa, notując zwycięstwo za zwycięstwem, a pierwszą porażkę zaliczyli dzień wcześniej w meczu z Brazylią. Stało się tak tylko dlatego, że byli pewni dalszego awansu, więc trener wystawił do gry rezerwowych zawodników, dając tym samym szansę odpoczynku podstawowym siatkarzom. Amerykanie byli zatem jednymi z pewnych faworytów do złotego medalu. Mówiło się więc, że jeśli znajdzie się ten, komu uda się w półfinale pokonać reprezentację USA, złoty medal ma niemal pewny.
Reprezentacja Polski rozpoczęła pojedynek półfinałowy bardzo pewnie. Ponownie kluczem była mocna zagrywka i skuteczny blok, co zaowocowało wygranym setem. Amerykanie jednak nie zamierzali składać broni. Szybko przejęli kontrolę nad meczem i wyszli na prowadzenie 2:1. Biało-czerwoni jednak doprowadzili do wyrównania i finalistę musiał wyłonić tie-break. Tu mieliśmy już zdecydowanie do czynienia z pokazem siły fizycznej – po ponad dwugodzinnej grze w obu drużynach widać było zmęczenie. Jednak zdeterminowani podopieczni Vitala Heynena nie dali sobie wyrwać marzeń o obronie tytułu i to oni triumfowali na koniec tego trzygodzinnego spotkania.
Tak więc finał miał rozegrać się między Polską a Brazylią. Trzeci taki skład finałowy w historii Mistrzostw Świata i drugi z rzędu. W 2006 roku to Canarinhos triumfowali w japońskim Tokio, w 2014 roku biało-czerwoni w katowickim Spodku po 40 latach ponownie stanęli na najwyższym stopniu podium. W 2018 roku…
Mam wrażenie, że Polacy całkowicie zignorowali wagę tego spotkania. W dobrym tego określenia znaczeniu. Wyszli na parkiet, grali „swoje” i nie sposób było dostrzec choć cienia presji. Nerwowych emocji dostarczył jedynie pierwszy set, który na korzyść podopiecznych Vitala Heynena rozstrzygnęła gra na przewagi. Niecałą godzinę później wśród polskich kibiców wybuchł wulkan radości, a niezawodny duet komentatorski Tomasz Swędrowski i Wojciech Drzyzga wykrzyczeli przygotowaną na tę okazję formułę: „OBRONILIŚMY TYTUŁ MISTRZÓW ŚWIATA!”.

29.09.2018 r., Turyn, PÓŁFINAŁ, Polska – Stany Zjednoczone 3:2 (25:22, 20:25, 23:25, 25:20, 15:11)
30.09.2018 r., Turyn, FINAŁ, Polska – Brazylia 3:0 (28:26, 25:20, 25:23)

Mistrzostwa Świata: co było potem?

Potem były łzy wzruszenia i okrzyki radości. Reprezentacja Polski osiągnęła historyczny sukces – po raz pierwszy OBRONIŁA tytuł Mistrzów Świata. Zwieńczeniem tego niebywałego sukcesu były 4 nagrody indywidualne dla polskich siatkarzy: najlepszym przyjmującym został Michał Kubiak, najlepszym środkowym Piotr Nowakowski, najlepszym libero Paweł Zatorski, a MVP turnieju Bartosz Kurek. Nie sposób tu pominąć kontrowersyjnej decyzji o braku hymnu dla zwycięzców, jednak nawet to nie mogło przysłonić radości zawodników, sztabu szkoleniowego, działaczy związkowych, dziennikarzy i oczywiście kibiców reprezentacji Polski. ZŁOTEJ Reprezentacji Polski! “Mazurka Dąbrowskiego” natomiast Polacy uroczyście odśpiewali wraz z kibicami witającymi ich dzień później na warszawskim Okęciu.

Na koniec zatem przypomnijmy sobie DRUŻYNĘ, która wspólnie zapracowała na ten historyczny sukces:
Przyjmujący: Artur SZALPUK, Michał KUBIAK, Bartosz KWOLEK, Aleksander ŚLIWKA
Atakujący: Dawid KONARSKI, Bartosz KUREK, Damian SCHULZ
Rozgrywający: Fabian DRZYZGA, Grzegorz ŁOMACZ
Środkowi: Piotr NOWAKOWSKI, Mateusz BIENIEK, Jakub KOCHANOWSKI
Libero: Damian WOJTASZEK, Paweł ZATORSKI
Sztab szkoleniowy: Vital HEYNEN (trener), Michał Mieszko GOGOL (asystent trenera), Sebastian PAWLIK (II asystent trenera), Paweł WOICKI (III asystent trenera), Jakub GNIADO (trener przygotowania fizycznego), Jan SOKAL (lekarz), Wiesław MAROŃ (lekarz), Krzysztof ZAJĄC (lekarz), Robert KAŹMIERCZAK (statystyk), Mateusz KOWALIK (fizjoterapeuta), Tomasz PIECZKO (fizjoterapeuta), Mariusz SZYSZKO (dyrektor reprezentacji / rzecznik), Andrzej WOŁKOWYCKI (kierownik), Hubert TOMASZEWSKI (menedżer)

No, bo sami powiedzcie: z kim my tam mieliśmy przegrać?! 🙂

źródło: informacje własne

Komentarze
No votes yet.
Please wait...
Anna Maria Węglicka

Anna Maria Węglicka

Pochodzę z Przasnysza, jednak od kilku lat mieszkam w Warszawie, gdzie pracuję i narzekam na niedosyt siatkarskich wydarzeń ;) Pasją do siatkówki zaraził mnie mój Dziadek. W tej dyscyplinie sportu najbardziej interesuje mnie historia reprezentacji Polski, nie wyobrażam sobie też, by po meczu nie zajrzeć w "cyferki", czyli statystyki z rozegranego spotkania. Na co dzień nie potrafiłabym funkcjonować bez przyjaciół, muzyki, dobrej książki czytanej wieczorem i kawy ;) Z VOLLEYWORLDem związana jestem od jego powstania. I chociaż początkowo byłam dość sceptycznie nastawiona do tego pomysłu, teraz przyznaję, że była to jedna z najlepszych decyzji w moim życiu :)