Personal Statement Of Purpose Template Graduate Informational Paragraph Gir Forest Essay Review Essay Form Curriculum Vitae Estudiante Formato

#VolleyThrowback: Mistrzostwa Świata 2018

 

30 września 2018 roku, to kolejna data, która na zawsze zapisała się w kalendarzach polskich kibiców. Po fenomenalnym półfinale z Amerykanami dzień wcześniej, biało-czerwonych czekała ostatnia przeprawa do historycznego sukcesu – finał z Brazylią. Spodziewano się zaciętego pojedynku, być może nawet rozstrzygnięcia w tie-break'u. Nic bardziej mylnego, po nieco ponad półtoragodzinnym spotkaniu usłyszeliśmy magiczne "OBRONILIŚMY TYTUŁ MISTRZÓW ŚWIATA"! Przypomnijmy sobie, jak nasi siatkarze ze sportowego nieba trafili do piekła, rozegrali niemalże "mecz życia" w swojej walce "o życie" i jak pierwszy raz w historii obroniliśmy mistrzowski tytuł.

Po szybkim rozwiązaniu kontraktu z Ferdinando de Giorgim, czego powodem były niezadowalające wyniki reprezentacji Polski w 2017 roku, biało-czerwoni dość długo pozostawali bez trenera. 7 lutego 2018 roku oficjalnie ogłoszono, że nowym szkoleniowcem reprezentacji Polski będzie Vital Heynen. Już przed sezonem wiadomo było, że docelową imprezą 2018 roku dla reprezentacji Polski będą Mistrzostwa Świata w Bułgarii i Włoszech, w której biało-czerwoni mieli wystąpić w roli obrońców tytułu. Plan minimum, postawiony przez Polski Związek Piłki Siatkowej trenerowi i drużynie, zakładał awans do pierwszej szóstki turnieju.

PIERWSZA FAZA GRUPOWA

Polacy swoje zmagania w Mistrzostwach Świata 2018 rozpoczęli 12 września w bułgarskiej Warnie. Rozstawieni zostali do grupy D wraz z gospodarzami turnieju, Bułgarią, a do nich dolosowano pozostałe 4 drużyny: Kubę, Portoryko, Finlandię i Iran. O ile kibice byli raczej spokojni (choć czy w przypadku gry biało-czerwonych kiedykolwiek można być spokojnym?) o trzech pierwszych rywali, o tyle spotkania zarówno z Irańczykami, jak i Bułgarami zawsze budziły i budzą ogromne emocje zarówno wśród kibiców obu drużyn, jak również nierzadko pod siatką. Ze względów logistycznych (ale również w celu ułatwienia sobie późniejszej sytuacji, gdyż sytuacja w tabeli pierwszej fazy grupowej przenoszona była do drugiej fazy) najlepszym rozwiązaniem było wygranie grupy D, gdyż zwycięzca zostawał w Warnie, odchodziła więc konieczność podróżowania w trakcie turnieju. Polacy poradzili sobie bez większych problemów ze wszystkimi rywalami i nie tylko wygrali każde ze spotkań, ale również nie stracili ani jednego punktu, kończąc mecze w trzech lub czterech setach.

DRUGA FAZA GRUPOWA

Z kompletem zwycięstw na koncie Polacy przystępowali do drugiej fazy w sytuacji wręcz wymarzonej. Przeciwnikami biało-czerwonych w grupie H byli Argentyńczycy, Francuzi i Serbowie. Wiadomo było, że w spotkaniach z Trójkolorowymi i ekipą z Bałkanów Polacy raczej nie będą faworytami. Jednak zwycięstwo z Albicelestes zdecydowanie było w zasięgu ekipy Vitala Heynena, która potrzebowała tylko jednego zwycięstwa w tej fazie, by zapewnić sobie awans do pierwszej szóstki turnieju. Mimo więc wykluczenia ze składu z powodu choroby kapitana Michała Kubiaka, plan i tak był bardzo prosty: w piątek zwycięstwo z Argentyną, a następne dwa spotkania rozgrywamy ze spokojnymi głowami i pewnym awansem. Zatem Polacy mecz z podopiecznymi Julia Velasco rozpoczęli wręcz fenomenalnie. Na komplikacje jednak nie trzeba było długo czekać… Biało-czerwoni owszem, pierwszego seta wygrali pewnie, do 16, ale dwa kolejne już padły łupem przeciwników. I niewiele brakowało, by ten mecz zakończył się w czterech partiach, jednak determinacja ekipy Vitala Heynena sprawiła, że o zwycięstwie miał zadecydować tie-break. Polacy prowadząc 14:11 zaprzepaścili wszystkie piłki meczowe i ostatecznie przegrali piątego seta 14:16. Niemalże spakowani po porażce z Serbią Francuzi zaczęli się rozpakowywać, bo oto Argentyńczycy wygrywając z naszą reprezentacją, przedłużyli szanse Les Bleus na awans do szóstki. Więc skoro już Trójkolorowi pozostali w grze o dalszy awans, nabrali wiatru w żagle i pewnie zwyciężyli w sobotnim meczu z biało-czerwonymi, oddając im jedynie seta oraz wygrywając swoje niedzielne spotkanie z Argentyną. Polakom nie pomogła nawet obecność wciąż chorego Michała Kubiaka, który nie tylko wspierał mentalnie swoją drużynę z kwadratu dla rezerwowych, ale też wchodził na przyjęcie zastępując zawodników wyjściowej szóstki.
A zatem przed ostatnim meczem w drugiej fazie sytuacja grupy H przedstawiała się następująco: Serbowie byli pewni dalszego awansu, wygrana Polaków dawała im dalszy awans z pierwszego lub drugiego miejsca (w zależności od wyniku polsko-serbskiego pojedynku), przegrana natomiast powodowała, że do Turynu pojadą Francuzi, my natomiast wracamy do domu i kończymy marzenia o obronie mistrzowskiego tytułu. Wśród kibiców zdania były podzielone. Jedni uważali, że meczem z Serbami zakończymy rywalizację w turnieju, drudzy, że w spotkaniu tym drużyna odrodzi się jak feniks z popiołów, jednak zdecydowana większość zgodnie zachodziła w głowę, co kryje się pod hasłem #chytryplanVitala, które tuż po przegranym pojedynku z Francuzami pojawiło się na oficjalnym koncie twitterowym Polskiego Związku Piłki Siatkowej. Propozycji było tyle, że samo hashtag #chytryplanVitala wylądował w czołówce trendów twitterowych w Polsce.
Wracając jednak do samego meczu Polaków z Serbami. Podopieczni Vitala Heynena dosłownie rozgromili ekipę Nikoli Grbicia. Mecz trwał dosłownie godzinę z prysznicem, a gra biało-czerwonych naprawdę zachwycała. Potężna zagrywka, szczelny blok i skuteczny atak, wszystko po to, by po trzech setach można było zawołać triumfalnie „ANDIAMO A TORINO!”. Co złośliwsi byli co prawda zdania, że Serbowie po prostu „podłożyli się” biało-czerwonym w tym spotkaniu. Myślę jednak, że nie ma to w tej chwili żadnego znaczenia. Liczyły się fakty, a te były takie, że bilety z lotu do Warszawy trzeba było przebukować na Turyn.

FAZA FINAŁOWA

„Operacja Turyn” rozpoczęła się od losowania ostatnich grup przed fazą medalową. Polacy znaleźli się w grupie J z gospodarzami – reprezentacją Włoch oraz ponownie z Serbią. Walka rozpoczęła się od pojedynku pomiędzy rywalami biało-czerwonych, którzy dzięki temu mieli o jeden dzień więcej na odpoczynek i regenerację po dwóch pierwszych fazach rozegranych w Bułgarii. Serbowie wygrali z ekipą Azzurrich 3:0 i to właśnie od meczu z ekipą Nikoli Grbicia rozpoczęła się walka podopiecznych Vitala Heynena na ostatniej prostej. Choć bałkański zespół próbował stawiać opór, to jednak ponownie w meczu z Polakami nie udało im się ugrać nawet seta. Oznaczało to, że biało-czerwoni potrzebują jednego wygranego seta w spotkaniu z gospodarzami, by awansować do strefy medalowej. Tym samym dla polskich kibiców ostatni mecz trzeciej fazy grupowej trwał jeden dwudziestominutowy set, kiedy to ogromnie zmotywowani reprezentanci Polski rozprawili się z Włochami do 14, zapewniając sobie awans do półfinału i zamykając tym dalszą drogę gospodarzom. Po pierwszej partii z parkietu zeszła podstawowa szóstka, a na boisko weszli rezerwowi zawodnicy. I choć mecz ostatecznie po tie-break’u przegraliśmy, to dla nas nie miało to znaczenia. A od siebie dodam, że z tego spotkania najbardziej utkwiła mi w pamięci fenomenalna „czapa” Bartosza Kwolka (który przypomnijmy rok wcześniej grał jeszcze w reprezentacji juniorów) na jednym z filarów włoskiej kadry – Ivanie Zaytsevie.
W półfinale biało-czerwoni zmierzyli się z Amerykanami. Tu trzeba zaznaczyć, że reprezentacja USA na przestrzeni turnieju była ekipą, która spisywała się najlepiej. Podopieczni Johna Sperawa grali równo przez całe Mistrzostwa, notując zwycięstwo za zwycięstwem, a pierwszą porażkę zaliczyli dzień wcześniej w meczu z Brazylią. Stało się tak tylko dlatego, że byli pewni dalszego awansu, więc trener wystawił do gry rezerwowych zawodników, dając tym samym szansę odpoczynku podstawowym siatkarzom. Amerykanie byli zatem jednymi z pewnych faworytów do złotego medalu. Mówiło się więc, że jeśli znajdzie się ten, komu uda się w półfinale pokonać reprezentację USA, złoty medal ma niemal pewny. Reprezentacja Polski rozpoczęła pojedynek półfinałowy bardzo pewnie. Ponownie kluczem była mocna zagrywka i skuteczny blok, co zaowocowało wygranym setem. Amerykanie jednak nie zamierzali składać broni. Szybko przejęli kontrolę nad meczem i wyszli na prowadzenie 2:1. Biało-czerwoni jednak doprowadzili do wyrównania i finalistę musiał wyłonić tie-break. Tu mieliśmy już zdecydowanie do czynienia z pokazem siły fizycznej – po ponad dwugodzinnej grze w obu drużynach widać było zmęczenie. Jednak zdeterminowani podopieczni Vitala Heynena nie dali sobie wyrwać marzeń o obronie tytułu i to oni triumfowali na koniec tego trzygodzinnego spotkania.
Tak więc finał miał rozegrać się między Polską a Brazylią. Trzeci taki skład finałowy w historii Mistrzostw Świata i drugi z rzędu. W 2006 roku to Canarinhos triumfowali w japońskim Tokio, w 2014 roku biało-czerwoni w katowickim Spodku po 40 latach ponownie stanęli na najwyższym stopniu podium. W 2018 roku… Mam wrażenie, że Polacy całkowicie zignorowali wagę tego spotkania. W dobrym tego określenia znaczeniu. Wyszli na parkiet, grali „swoje” i nie sposób było dostrzec choć cienia presji. Nerwowych emocji dostarczył jedynie pierwszy set, który na korzyść podopiecznych Vitala Heynena rozstrzygnęła gra na przewagi. Niecałą godzinę później wśród polskich kibiców wybuchł wulkan radości, a niezawodny duet komentatorski Tomasz Swędrowski i Wojciech Drzyzga wykrzyczeli przygotowaną na tę okazję formułę: „OBRONILIŚMY TYTUŁ MISTRZÓW ŚWIATA!”.
Reprezentacja Polski osiągnęła historyczny sukces – po raz pierwszy OBRONIŁA tytuł Mistrzów Świata. Zwieńczeniem tego niebywałego sukcesu były 4 nagrody indywidualne dla polskich siatkarzy: najlepszym przyjmującym został Michał Kubiak, najlepszym środkowym Piotr Nowakowski, najlepszym libero Paweł Zatorski, a MVP turnieju Bartosz Kurek. Nie sposób tu pominąć kontrowersyjnej decyzji o braku hymnu dla zwycięzców, jednak nawet to nie mogło przysłonić radości zawodników, sztabu szkoleniowego, działaczy związkowych, dziennikarzy i oczywiście kibiców reprezentacji Polski. ZŁOTEJ Reprezentacji Polski! "Mazurka Dąbrowskiego" natomiast Polacy uroczyście odśpiewali wraz z kibicami witającymi ich dzień później na warszawskim Okęciu.

WYNIKI WSZYSTKICH SPOTKAŃ POLAKÓW:

Pierwsza faza grupowa – grupa D:
12.09.2018 r.: Polska – Kuba 3:1 (25:18, 25:19, 21:25, 25:14)
13.09.2018 r.: Polska – Portoryko 3:0 (25:14, 25:12, 25:15)
15.09.2018 r.: Polska – Finlandia 3:1 (25:20, 26:28, 25:16, 25:15)
17.09.2018 r.: Polska – Iran 3:0 (25:21, 25:20, 25:22)
18.09.2018 r.: Polska – Bułgaria 3:1 (25:14, 23:25, 25:22, 25:23)

Druga faza grupowa – grupa H:
21.09.2018 r.: Polska – Argentyna 2:3 (25:16, 19:25, 23:25, 25:23, 14:16)
22.09.2018 r.: Polska – Francja 1:3 (15:25, 18:25, 25:23, 18:25)
23.09.2018 r.: Polska – Serbia 3:0 (25:17, 25:16, 25:14)

Faza finałowa:
27.09.2018 r.: Polska – Serbia 3:0 (28:26, 28:26, 25:22)
28.09.2018 r.: Polska – Włochy 2:3 (25:14, 21:25, 25:18, 17:25, 11:15)
29.09.2018 r., PÓŁFINAŁ: Polska – Stany Zjednoczone 3:2 (25:22, 20:25, 23:25, 25:20, 15:11)
30.09.2018 r., FINAŁ: Polska – Brazylia 3:0 (28:26, 25:20, 25:23)

KLASYFIKACJA KOŃCOWA:

1. POLSKA
2. BRAZYLIA
3. STANY ZJEDNOCZONE

4. Serbia
5. Włochy
6. Rosja
7. Francja
8. Holandia
9. Kanada
10. Belgia
11. Bułgaria
12. Słowenia
13. Iran
14. Australia
15. Argentyna
16. Finlandia
17. Japonia
18. Kuba
19. Kamerun
20. Egipt
21. Portoryko
22. Chiny
23. Tunezja
24. Dominikana

NAGRODY INDYWIDUALNE:

MVP: Bartosz Kurek (Polska)
Najlepszy atakujący: Matthew Anderson (Stany Zjednoczone)
Najlepsi środkowi: Piotr Nowakowski (Polska), Lucas Saatkamp (Brazylia)
Najlepszy rozgrywający: Micah Christenson (Stany Zjednoczone)
Najlepsi przyjmujący: Michał Kubiak (Polska), Douglas Souza da Silva (Brazylia)
Najlepszy libero: Paweł Zatorski (Polska)

SKŁAD REPREZENTACJI POLSKI:

Mateusz BIENIEK, Fabian DRZYZGA, Jakub KOCHANOWSKI, Dawid KONARSKI, Michał KUBIAK, Bartosz KUREK, Bartosz KWOLEK, Grzegorz ŁOMACZ, Piotr NOWAKOWSKI, Damian SCHULZ, Artur SZALPUK, Aleksander ŚLIWKA, Damian WOJTASZEK, Paweł ZATORSKI oraz trener Vital HEYNEN.

źródło: informacje własne
fot. Anna Skowrońska (VOLLEYWORLD / SkowroGraphy)

Komentarze
No votes yet.
Please wait...
Anna Maria Węglicka

Anna Maria Węglicka

Pochodzę z Przasnysza, jednak od kilku lat mieszkam w Warszawie, gdzie pracuję i narzekam na niedosyt siatkarskich wydarzeń ;) Pasją do siatkówki zaraził mnie mój Dziadek. W tej dyscyplinie sportu najbardziej interesuje mnie historia reprezentacji Polski, nie wyobrażam sobie też, by po meczu nie zajrzeć w "cyferki", czyli statystyki z rozegranego spotkania. Na co dzień nie potrafiłabym funkcjonować bez przyjaciół, muzyki, dobrej książki czytanej wieczorem i kawy ;) Z VOLLEYWORLDem związana jestem od jego powstania. I chociaż początkowo byłam dość sceptycznie nastawiona do tego pomysłu, teraz przyznaję, że była to jedna z najlepszych decyzji w moim życiu :)