#SiatkówkaWOkuGłąba #69

 

Siatkówka znajduje się w każdym oku, choć nie w każdym sercu. Jak wygląda siatkówka w krzywym zwierciadle? O walkowerze dla Espadonu, kalendarzu Czarnych, swetrze Igły i talencie kulinarnym Politechniki Warszawskiej.

 

A jednak walkower! Espadon Szczecin, mimo przegranej 3:0, ze spotkania ze Skrą Bełchatów wyszedł obronną ręką, dopisując sobie w tabeli aż 3 punkty. I choć ja bez bicia przyznaję się do bycia kibicem Skry, to jakoś nie potrafię przeciwko tej decyzji PLPS-u zaprotestować. Za gapowe się płaci, a że nie powinno być drużyn równych i równiejszych, to ten walkower był naprawdę najsprawiedliwszym rozwiązaniem sytuacji. Nie mam też wątpliwości, że zawiodła obsługa meczu, która w odpowiednim momencie powinna zareagować – zwłaszcza, że przepis o tym, że naturalizowani zawodnicy są traktowani jak obcokrajowcy wszedł w życie dopiero z początkiem tego sezonu. W takich przypadkach szczególnie trzeba zwracać uwagę na to co się na boisku odbywa. A mnie teraz nie pozostaje nic innego, jak tylko życzyć bełchatowianom, by przez taką głupią akcję nie musieli pod koniec sezonu płacić zbyt wysokiej ceny…

Chyba nawet najwyższą cenę będą w stanie zapłacić szczególnie podatne na wdzięki siatkarzy kobiety za kalendarz Cerradu Czarni Radom. To niebanalne wydawnictwo ma ukazać się w sklepach już na początku grudnia. Zdjęcia do kalendarza robiono w halach produkcyjnych sponsora tytularnego zespołu, gdzie na co dzień produkuje się płytki. Ze szczątkowych materiałów z sesji, jakie udało mi się w Internecie zobaczyć, mogę śmiało wywnioskować, że kalendarz będzie wyglądał jak rodem z warsztatów mechaników samochodowych – z tym, że tam zazwyczaj występują gołe panie, a nie półnadzy siatkarze. I choć mnie wizja tego kalendarza nieco przeraża, to źle tego nie oceniam – wszak na pewno znajdą się amatorki zdjęć zawodników ubranych jedynie w ogrodniczki.

Jeśli jesteśmy już przy temacie ubrań, to muszę powiedzieć, że jestem ogromną fanką swetra z hamburgerem, w którym wystąpił Krzysiu Ignaczak w ostatnim odcinku 20m2. Ja bym co prawda tego na siebie raczej nie założyła, ale to tylko dlatego, że z natury jestem bardzo nieśmiała.

Równie nieśmiało przypomnę mój ostatni felieton, który poświęcony był osobie Andrzeja Wrony. Tym razem siatkarz pojawił się w programie telewizyjnym ,,Pytanie na Śniadanie” wraz ze swoją drużyną – Politechniką Warszawską. Kto nie widział ten trąba, temu skrócę co się tam wydarzyło (UWAGA – SPOILER):
Pierwsze wejście antenowe
1. Polibuda w składzie: trener Bednaruk, Kowalczyk Jakub i Wrona Endrju, rywalizowała (o co? ONICO! heh) z paniami strażaczkami z OSP z jakiejś wsi, której nazwy nie potrafiłam zapamiętać.
2. Panowie gotowali m.in. świderki (nie mylić ze Świderskim – o ile wiem pan Sebastian żyje i ma się dobrze; poza tym siatkarze z PW nie są kanibalami).
3. Andrzej Wrona, jako dobry kucharz chciał przed gotowaniem spróbować jednego ze składników (konkretnie wina), ale mu odradzono. Szkoda.
Drugie wejście antenowe
1. Okazało się, że zawodnicy mają fartuszki z napisami ,,Fajne ciacho”, a pan trener miał napis ,,Ocieram się o kulinarny geniusz”. Ta informacja na pewno wpłynęła na Wasze żywoty, moi Drodzy Czytelnicy.
2. Na antenie poza trójką konkursową (i resztą zawodników, którzy odbijali między sobą piłki) pojawił się Paweł Zagumny. Wypowiadał się bardzo pozytywnie na temat dania, którego, jak twierdzili kucharze, nawet nie spróbował. Pan Paweł twierdził, że i owszem, próbował, ale nie zrobi tego ponownie na antenie, by nie mówić z pełnymi ustami. Kultura pełna!
Trzecie wejście antenowe
1. Wszyscy chyba tak bardzo się przejęli tym, że pan Zagumny nie chciał jeść na wizji, że jedynie 29% osób zagłosowało na AZS PW. Myślę, że drugim ważnym powodem jest fakt, że nikt normalny nie ogląda telewizji śniadaniowej – wszak porządni ludzie siedzą w tym czasie w pracy/szkole/na uczelni. Oczywiście wśród nieporządnych nie liczymy osób, które mają na drugą zmianę/na nockę/zajęcia na późniejszą godzinę, emerytów, chorych itd. itp.
2. Pan Jakub Bednaruk zaczął jeść potrawę prosto z gara. Jak sam stwierdził, to dlatego, że jest tam wino.
Jak ja Pana doskonale rozumiem.

Tymczasem się żegnam, życzę Wam Drodzy Czytelnicy Strasznego Halloween/Refleksyjnych Wszystkich Świętych/Udanych Dziadów (niepotrzebne skreślić). A na koniec zostawię Was z taką myślą, że jeśli podczas środowego meczu (zaległego z drugiej kolejki) Cuprum Lubin wygra za trzy punkty z Effectorem, to zostanie liderem tabeli.
I co, jesteście w szoku Drodzy Czytelnicy?  

Komentarze
No votes yet.
Please wait...
Martyna Głąb

Martyna Głąb

Na miłość do siatkówki zapadłam w 2009 roku, gdy przypadkiem trafiłam na mecz reprezentacji w ramach Ligi Światowej. Głąbowy umysł przesiąknięty siatkówką do tego stopnia, że własnego psa marki kundel nazwałam imieniem "Igła". Lubię polskiego rocka, spotkania z przyjaciółmi, "Trylogię" Sienkiewicza i jak Polacy grają tie-breaka. Blada twarz, kilo loków i okulary na ślepotę - ot i cały Głąb.

Dodaj komentarz