W Europie? Po polsku – 3.runda zmagań polskich zespołów
Mimo nieudanego spotkania w hali Torwar można mieć wrażenie, że motto ekip z PlusLigi brzmiało „Veni, vidi, vici”. Kto, co, jak i kiedy? Zapraszamy na podsumowanie!

3.kolejkę Ligi Mistrzów zaczęliśmy od dominacji zespołu Michała Winiarskiego na niemieckiej ziemii. Polski klub szybko zapomniał o krajowych potknięciach i – zgodnie z tradycją – przypomniał SVG Lueneburg, że ich bezpośrednia historia nie należy do najbardziej przyjemnych.
Pierwszy set wyglądał jak trening pod kontrolą – Zawiercie ani na moment nie oddało prowadzenia i spokojnie wygrało 25:19. W drugim gospodarze spróbowali postraszyć, ale „zielono-żółci” włączyli wyższy bieg w końcówce i zamknęli partię 25:21. Trzecia odsłona? Déjà vu. Dobry start SVG, szybka reakcja Aluronu i kontrola do samego końca – 25:22.
W efekcie Warta Zawiercie wygrała 3:0, Aaron Russell zgarnął statuetkę MVP, a niemiecka drużyna mogła tylko sprawdzić w statystykach, co właściwie się stało. Rycerze wykonali zadanie, nie gubiąc ani seta – krótko, konkretnie i bez litości.
Wilczy pazur
Asseco Resovia od pierwszego gwizdka w hali Podpromie jasno pokazała, kto rządzi na boisku. Szybkie 7:1 i 13:3 ustawiło premierową partię, która przebiegła pod pełną kontrolą gospodarzy i zakończyła się efektownym 25:9. Rywale nie zdążyli się rozpędzić, a drużyna znad Wisłoka grała jak dobrze naoliwiona maszyna.
Drugi set przyniósł więcej emocji, bo goście z Lizbony niespodziewanie przejęli inicjatywę i długo utrzymywali przewagę. Rzeszowianie wrócili do gry po asie Klemena Cebulja, a w końcówce kluczową rolę odegrał Jakub Bucki, który dał zwycięstwo 25:23.
W trzeciej odsłonie wszystko wróciło na „właściwe tory”. Gospodarze od początku dominowali, zbudowali bezpieczną przewagę i bez większych problemów zamknęli mecz wygraną 25:19. Jedyną niewiadomą było to, jak szybko spotkanie dobiegnie końca.
Włosi lepsi
Premierowa partia w Torwarze należała do włoskiej Lube, która od początku pokazała klasę i pewnie wygrała 25:18 po skutecznym ataku Mattii Bottolo. Drugi set zaczął się lepiej dla PGE Projektu (12:9), ale goście z Włoch błyskawicznie odwrócili wynik i zamknęli seta 25:21 po punkcie Erica Loeppky’ego. Trzecia odsłona była najbardziej emocjonujący – przy remisie 22:22 Włosi zachowali zimną krew i w grze na przewagi zakończyli mecz 26:24 skutecznym atakiem Giovanni Gargiulo. W skrócie: Lube wygrała, a Projekt pokazał charakter, choć punktów zabrakło.
Bogdanka w gazie
Turecki klimat dobrze wpłynął na Bogdankę, która zgarnęła 3 punkty na konto w Lidze Mistrzów. Pierwsza partia niczym prawdziwy thriller – remis do 10, minimalna przewaga Lublina, a w końcówce trzy punkty Stambułu przesądziły o wyniku 26:24. Drugi set zaczął się dobrze dla gospodarzy, ale Bogdanka szybko przejęła inicjatywę dzięki serwisom Younga i McCarthy’ego, wygrywając 25:17 blokiem. Trzeci set to pokaz siły Leona i pewnej gry Lublina – set zakończył skuteczny atak Younga 25:19. W czwartej partii gospodarze zaczęli dobrze, ale mistrzowie Polski szybko odskoczyli i kontrolowali sytuację aż do końca, zamykając seta blokiem i zepsutą zagrywką rywali 25:18.
Puchar CEV – „Jastrzębie” jak po swoje
Pierwszy set pod pełną kontrolą Jastrzębskiego Węgla – gospodarze trzymali się tylko na początku (8:9), odjechali rywalom jak ekspres i wygrali 25:16 blokiem Michała Gierżota. Druga partia była wyrównana, ale końcówka należała do Jastrzębia po błędzie rywali – 25:22. Trzeci set to rollercoaster: Finowie prowadzili, goście z Jastrzębia-Zdroju doprowadzili do remisu 24:24, ale blok dał gospodarzom zwycięstwo 26:24. Czwarta partia zaczęła się wyrównanie, potem przewagę zdobyli jastrzębianie i zamknęli mecz blokiem 25:18 – rywale mogli tylko kiwać głową i obiecywać sobie odwet. Będą mieli do niego okazję już niedługo, bo 29 stycznia.
Norwid – kolejne punkty Challenge Cup
Częstochowianie od początku naciskali na gospodarzy – skuteczna ofensywa, solidny blok i zagrywka zrobiły swoje, a pierwszy set zakończył się błędem serwisowym drużyny z Walencji (25:20 dla gości). Druga partia była bardziej wyrównana, ale w końcówce Norwid wrzucił wyższy bieg. Patrik Indra skończył ważną piłkę, Bartłomiej Lipiński dołożył asa „po taśmie” i set znów powędrował do Częstochowy (25:22). W trzecim secie Indra rozpędził się na zagrywce, Norwid przejął inicjatywę i bez nerwów domknął mecz. Piłkę meczową wywalczył Indra, a kropkę nad „i” postawił Milad Ebadipour – 3:0 i po sprawie. Kolejną okazję do zwycięstwa, Częstochowianie będą mieli już 29 stycznia.
fot. Julia Babel

