|

Polacy ze złotem Ligi Narodów po raz trzeci w historii!

1,5 miesiąca po pierwszym gwizdku VNL siatkarzy 8 najlepszych drużyn stanęło do walki o medale na parkiecie w Ningbo. Po raz drugi z rzędu i trzeci w historii turnieju to Polacy zawiesili złoto Ligi Narodów na swoich szyjach.

Jak co roku przez 4 tygodnie 18 najlepszych reprezentacji Świata podbijało łącznie 10 parkietów położonych w najdalszych zakątkach Naszego globu. Zwycięzca turniej Ligi Narodów może być jednak tylko jeden. To coroczny wstęp do sezonu reprezentacyjnego i pierwszy akt wielkiego grania.

Debiuty w Linyi

W pierwszym tygodniu Biało-czerwoni udali się do Linyi w debiutującym składzie. Swoje pierwsze kroki na parkiecie VNL postawili w tamtym czasie m.in.: Jakub Majchrzak, Marcel Bakaj, czy też Bartosz Zych. To z Chińskiej ziemi reprezentacja Polski przywiozła 7 punktów oraz dwie wygrane. W tym samym okresie Japonia rozpoczęła swoją passę zwycięstw, która utrzymywała się przez najbliższe 13 spotkań, a na parkietach w Ottwie i Brasilii dominowały reprezentacje Stanów Zjednoczonych, Włoch i Brazylii.

Gliwickie granie

W tygodniu numer dwa w roli gospodarza rozgrywek Ligi Narodów występowało m.in. miasto Gliwice. Skład reprezentacji Polski powiększony został natomiast o stałych bywalców, w tym: Marcina Komende, Jakuba Popiwczaka, Aleksandra Śliwke, czy też Wilfredo Leona. To na Śląsku Biało-czerwoni zmierzyli się z Belgią, Turcją, Niemcami oraz Argentyną, a po dorobku czterech zwycięstwa awansowali na trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej. Niezmiennie jednak na pozycji lidera utrzymywali się reprezentanci kraju kwitnącej wiśni bez porażki na koncie. Po zamkniętej serii meczów pozycje numer dwa w tabeli obejmowali natomiast Amerykanie.

Sen o Chicago

Po pobycie na ojczystej ziemi przyszedł czas na spełnienie amerykańskiego snu w Chicago. Na końcówkę fazy interkontynentalnej do wąskiej kadry dołączyli ostatni brakujący tj. Tomasz Fornal, Jakub Kochanowski oraz Kamil Semeniuk. Wraz z kolejnymi meczami nadeszły kolejne wygrane i tak z 10 zwycięstwami na koncie Biało-czerwoni awansowali do fazy finałowej z drugiego miejsca w tabeli. Niezmiennie od pierwszego dnia turnieju miejsce numer jeden należało do reprezentantów Japonii.

Obroniliśmy złoto Ligi Narodów

A kończymy tam, gdzie wszystko dla Polaków się rozpoczęło tj. w Chinach. Ostatnie starcie, ostatnie sety i ostatnie piłki tegorocznego VNL rozegrane zostały na Dalekim Wschodzie. Serie starć o medale podopieczni Nikoli Grbića otwarli ćwierćfinałem z Ukrainą. Zwycięsko ze swoich spotkań 1/8 finału wyszli również Japończycy, Amerykanie oraz Słoweńcy. Już w półfinałach siatkarze dostarczyli przedsmak wielkiego grania o złoto, ponieważ tak należy nazwać mecz Japonia – USA wypełniony atakami, zagraniami, a przede wszystkim obronami wykonanymi wbrew prawom fizyki. Gdzie jedni walczą w tie-breaku, tam drudzy kończą mecz w 3 setach, w których Polacy zamknęli zwycięski dla siebie półfinał ze Słowenią.

W meczu o brąz lepsi byli Słoweńcy. Ostatni akt i ostatni mecz należał jednak do Polaków i Amerykanów w wielkim finale Ligi Narodów 2026. Partia numer jeden zamknięta została z przewagą Biało-czerwonych, lecz już dwa następne sety prowadzone były pod dyktando reprezentantów Stanów Zjednoczonych. Czwarty set ponownie padł łupem Polaków, a więc tradycji stało się za dość. Tie-break można już nazwać stałą składową medalowych meczów Polska – USA. Równie niezmiennym elementów tych spotkań jest jednak także zwycięstwo Biało-czerwonych. I tak właśnie po pięciu setach walki mogły paść słowa „Obroniliśmy złoto Ligi Narodów”. Nagrodą MVP turnieju wyróżniony został Tomasz Fornal tj. autor dwóch asów serwisowych w tie-breaku.

fot. Julia Roik

Może Cię zainteresować

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *