Do pięciu razy sztuka – podsumowanie 2. kolejki PlusLigi
Gdy pierwsze i największe emocje już opadły pora by PlusLiga nabrała nieco tempa. 7 spotkań, 14 drużyn i aż 31 rozegranych setów – czyli podsumujmy drugą rundę sezonu.

Jak sobota to… z PlusLigą
Zagranie pierwszej piłki drugiej kolejki PlusLigi przypadło Miłoszowi Zniszczołowi – ta jednak nie zdołała przejść na stronę przeciwnika i tak oto punkt dla PGE Projektu Warszawa otworzył starcie z Aluronem CMC Wartą Zawiercie. Wszystkie trzy partie rozegrane sobotniego popołudnia były pokazem odpowiedniego przygotowania do sezonu drużyny ze stolicy, której liderem w tym wypadku okazał się być atakujący Linus Weber. Jedna jaskółka jednak wiosny nie czyni, a jeden mecz nie zwiastuje przebiegu całej kolejki.
Z hali w Zawierciu siatkomaniacy musieli wsiąść w pociąg przyspieszony w kierunku Lublina, a dokładniej w kierunku hali Globus im. Tomasza Wójtowicza, gdzie Bogdanka LUK Lublin podejmowała ZAKSE Kędzierzyn Koźle. Gdy po dwóch stronach siatki staje aktualny Mistrz Polski i trzykrotny triumfator Ligi Mistrzów wiadome jest, że bloki będą solidniejsze od Wielkiego Muru Chińskiego, a zagrywki prześcigną tegoroczne bolidy McLarena w F1. Nieuniknionym scenariuszem było więc rozegranie tie-breaka w spotkaniu dwóch siatkarskich gigantów. Piąta partia dała jednoznaczny wynik tego pojedynku – dwa punkty dla Lublina, jeden dla Kędzierzyna.
A po przerwie na lubliński cebularz szybka wycieczka na spotkanie zamykające siatkarską sobotę z PlusLigą. „Let’s get ready to rumble” – w lewym narożniku posiadacze żółtych serc, w których płynie czarna krew tj. PGE GiEK SKRA Bełchatów; w prawym z kolei Olsztyńskie indyki. Runda numer 1, 2, 3, 4 i 5! – to zwycięstwo drużyny z Olsztyna sprawiło, że po dniu pełnym emocji mogliśmy zamknąć PlusLigowe hale, ale nie na długo…
Tie-breaki i nie tylko
Jak niedziela to rosół i rolada z kluskami, albo mecz Jastrzębia z Suwałkami – drugi, a zarazem ostatni w tej kolejce, który zamknięto w „zaledwie” trzech partiach. Długość tego spotkania mógł jednak wynagrodzić ostatni set, gdzie każda zagrywka, blok i rozegranie były na wagę złota. Łącznie 64 punktowe akcje – czyli pierwszy kandydat w kategorii najdłuższe partie sezonu.
Jedna z większych rozterek Polaków – niedzielny wieczór z PlusLigą, czy Taniec z Gwiazdami oto jest pytanie. My parkiet taneczny zalecamy zamienić na ten siatkarski – bo tam emocji co nie miara. Tezę tą potwierdziły zespoły Asseco Resovii Rzeszów i Energa Trafla Gdańsk w starciu na Podpromiu. Pięć setów granych „na szpilki”, a po dwóch stronach siatki dominacja tej dwójki – Karol Butryn i Alaksiej Nasewicz – 25 i 31 zdobytych punktów, 49 i 56 procent skuteczności, te liczby mówią same za siebie. Jak wiadomo nie od dziś set numer pięć nie bierze jednak jeńców, a podział punktów musi nastąpić – w tym przypadku dwa na konto Rzeszowa i jeden dla Gdańska.
Wizji długich godzin spędzonych na boisku nie oparli się także Chełmianie oraz ich przeciwnicy – Cuprum Stilon Gorzów. Co do sekundy 140 minut wypełnionych kwintesencją siatkarskiego ducha – łącznie aż 21 postawionych bloków oraz 14 asów serwisowych. Rozpędzony beniaminek nawet w tie-breaku nie uległ presji nieco bardziej doświadczonego zespołu z Gorzowa.
Na zamknięcie drugiej rundy
Po tak intensywnym weekendzie każdy kibic zasługiwał na odrobinę oddechu i emocjonalny odpoczynek – dlatego też poniedziałek pozostawiony został pod znakiem wolnego. Spotkanie zamykające rundę numer dwa przypadło więc na wtorkowy wieczór. Hasło przewodnie tej kolejki? Tie-break, przed którego klątwą nie uchronili się uczestnicy i tego starcia. Elbląg i Częstochowę dzieli blisko 500 kilometrów, lecz Barkom Każany Lwów i Steam Hermapol Politechnikę Częstochowa w pomeczowym bilansie dzieliło zaledwie pięć punktów – 110 do 105 na korzyść siatkarzy z Lwowa.
fot. Julia Babel

