Ćwierćfinały Ligi Mistrzów – bilety do Final Four rozdane
Batalie o turniej finałowy w Turynie za nami, a w nich działo się całkiem sporo. Kto, co i jak? Zapraszamy na podsumowanie.

Z Warszawy do Turynu
Jako pierwsze, w hali Torwar, zmierzyły się ze sobą dwa polskie zespoły. Siatkarze PGE Projektu świetnie zaczęli mecz – dzięki skutecznej zagrywce Bartosza Bednorza szybko objęli prowadzenie 7:1. Od początku kontrolowali grę, dominując w serwisie i ataku. W końcówce asy dołożyli Kevin Tillie i Jakub Kochanowski, a seta zakończyli pewnym zwycięstwem 25:14.
Druga partia również rozpoczęła się po myśli gospodarzy, którzy długo utrzymywali przewagę. Przy stanie 20:16 wydawało się, że spokojnie ją wygrają, jednak podopieczni Stephane’a Antigi odrobili straty, doprowadzili do prowadzenia i wykorzystali szansę, zwyciężając 25:23 po błędzie serwisowym rywali.
Trzeci set lepiej zaczęli goście, ale Projekt szybko wyrównał i gra stała się bardziej wyrównana. W końcówce gospodarze mieli piłkę setową, lecz o zwycięstwie musiała zadecydować gra na przewagi, którą asem rozstrzygnął Jurij Semeniuk (26:24).
W czwartej odsłonie warszawianie przejęli inicjatywę po wyrównanym początku. Dzięki dobrej grze w ataku i bloku wypracowali przewagę, której nie oddali mimo prób pogoni ze strony Bogdanki. Mecz zakończyli wygraną 25:20, sięgając po komplet punktów. Wyróżniony został przyjmujący, Kevin Tillie.
Drugie starcie, tym razem w hali Globus, gospodarze zaczęli z przewagą po asie Wilfredo Leona 7:4. Goście ze stolicy szybko wyrównali. W środkowej fazie seta inicjatywę przejął PGE Projekt, odskakując najpierw na dwa, a potem na cztery punkty. W końcówce powiększyli przewagę po zagrywkach Kevina Tillie i pewnie wygrali 25:21.
Drugi set miał podobny przebieg – początkowo niewielka przewaga warszawian, a następnie ich wyraźne odskoczenie. Lublinianie próbowali odrabiać straty, jednak Projekt kontrolował grę do końca i zwyciężył 25:18, zapewniając sobie awans do Final Four w Turynie.
Trzecia partia miała już bardziej wyrównany, towarzyski charakter. W połowie seta Bogdanka zdobyła wyraźną przewagę po serii przy zagrywce Marcina Komendy. Projekt ruszył w pogoń, ale gospodarze utrzymali prowadzenie i wygrali 25:22.
W czwartym secie lublinianie znów prowadzili, lecz goście odrobili straty i wyszli na prowadzenie. Końcówka była bardzo zacięta i rozstrzygnęła się dopiero na przewagi – po długiej walce lepsi okazali się gospodarze (32:30).
Tie-break również był wyrównany. Przy zmianie stron minimalnie prowadziła Bogdanka, a później powiększyła przewagę dzięki dobrej serii zagrywek. Ostatecznie gospodarze wygrali 15:12 i cały mecz.
Drugi bilet dla Perugii
Włosi (z Kamilem Semeniukiem w składzie) lepiej rozpoczęli mecz w Hiszpanii i w pierwszym secie utrzymywała przewagę. Gospodarze zbliżyli się w końcówce, ale przez błędy w zagrywce nie doprowadzili do wyrównania, a partię zamknął Oleg Płotnicki (25:23).
Drugi set był jednostronny – Podopieczni trenera Lorenzettiego szybko odskoczyli i kontrolowali grę, wykorzystując błędy rywali. Pewnie zwyciężyli 25:19.
W trzeciej odsłonie lepiej zaczęli gospodarze i tym razem to oni wykorzystali słabszą grę Perugii. Utrzymali przewagę i wygrali 25:21.
Czwarty set był bardziej wyrównany. Goście z Włoch mieli momenty przewagi, ale końcówka należała do zespołu z Las Palmas, który dzięki skutecznej grze triumfował 25:23 i doprowadził do tie-breaka.
Decydujący set lepiej rozpoczęli Block Devils, budując wyraźną przewagę. Choć rywale obronili dwie piłki meczowe, ostatnie słowo należało do gości – Wassim Ben Tara zakończył mecz atakiem na 15:13. Statuetka za wyróżnienie powędrowała do polskiego przyjmującego, Kamila Semeniuka.
Włosi na własnym terenie od początku kontrolowali pierwszego seta, szybko budując przewagę i utrzymując ją dzięki solidnej grze. Ostatecznie pewnie wygrali 25:18.
Druga partia miała podobny przebieg – gospodarze nadawali ton, choć rywale na chwilę doprowadzili do remisu. W końcówce Block Devils znów odskoczyli i spokojnie zamknęli seta 25:21, a kluczowe punkty zdobył Wassim Ben Tara.
Trzeci set był bardziej wyrównany. Perugia dobrze zaczęła, ale później musiała odrabiać straty. W końcówce doprowadziła do remisu i przechyliła szalę na swoją stronę – blok dał piłkę meczową, a Kamil Semeniuk zakończył spotkanie asem (25:23). MVP – Oleg Płotnicki
Ziraat lepszy
Pierwszy set nad Wisłokiem był wyrównany tylko na początku (8:8). Później przewagę zdobyli goście z Ankary (z Tomaszem Fornalem w składzie), który utrzymywał ją mimo prób pogoni ze strony Resovii. W końcówce goście zachowali skuteczność, a ostatnie akcje wykończył Bedirhan Bulbul (25:21).
Drugą partię lepiej zaczęli siatkarze z Ankary, ale rzeszowianie szybko odrobili straty i wyszli na prowadzenie. Gra długo była wyrównana, a końcówka układała się po myśli gospodarzy (23:20). Wtedy jednak Ziraat wygrał pięć akcji z rzędu, a błyszczał Nimir Abdel-Aziz, co dało gościom zwycięstwo 25:23.
Trzeci set rozpoczął się od przewagi podopiecznych trenera Mustafy Kavaza, a Resovia po poprzedniej porażce nie potrafiła wrócić do swojej gry. Spotkanie było nierówne i pełne błędów, ale to goście kontrolowali przebieg i pewnie zmierzali po wygraną. Ostatecznie zamknęli mecz wynikiem 25:20. MVP – Trevor Clevenot.
Pierwszy set starcia na ziemii tureckiej był wyrównany – Resovia kilkukrotnie obejmowała prowadzenie, ale gospodarze szybko odrabiali straty. W końcówce skuteczniejszy był Ziraat, a partię zamknął Nimir Abdel-Aziz (25:22).
W drugim secie do stanu 10:10 gra była równa, po czym gospodarze odskoczyli dzięki dobrej zagrywce i problemom rywali w przyjęciu. Kontrolowali przebieg gry i pewnie wygrali 25:19, zapewniając sobie awans do Final Four.
Trzecia odsłona nie miała już większego znaczenia. Resovia dobrze zaczęła, ale Ziraat dwukrotnie odrabiał straty i w końcówce przejął inicjatywę. Seria punktów dała gospodarzom zwycięstwo 25:21 i przypieczętowała ich wygraną w meczu.
Jurajska dominacja
Siatkarze Aluronu świetnie rozpoczęli mecz na włoskiej ziemii, szybko obejmując prowadzenie 5:1. Choć później gra się wyrównała, goście utrzymywali przewagę i dzięki wysokiej skuteczności w ataku dowieźli ją do końca. Seta zamknął Bartłomiej Bołądź (25:22).
Druga partia to dominacja Jurajskich Rycerzy, którzy grali niemal bezbłędnie i imponowali skutecznością. Szybko zbudowali dużą przewagę i bez problemów wygrali 25:16.
W trzecim secie początek był wyrównany, ale ponownie lepiej zaprezentowali się zawiercianie, odskakując rywalom. Lube zdołało jednak wyrównać i doprowadzić do emocjonującej końcówki. O zwycięstwie zadecydowała gra na przewagi, w której więcej zimnej krwi zachowali siatkarze Aluronu, wygrywając 31:29 i cały mecz. MVP – Miguel Tavares
Przyszedł czas na starcie w Polsce. Pierwszy set był bardzo wyrównany, a wynik długo utrzymywał się na remisie. Końcówka należała jednak do zawiercian – po asie Mateusza Bieńka i błędzie rywali objęli prowadzenie, którego nie oddali. Partię zamknęli skuteczną zagrywką Jurija Gladyra (25:22).
Drugi set to już wyraźna dominacja gospodarzy. Szybko zbudowali dużą przewagę i kontrolowali grę do końca, pewnie wygrywając 25:18, co zapewniło im awans do półfinału Ligi Mistrzów.
W trzeciej odsłonie, rozgrywanej już bez większej presji, lepiej zaczęło Lube, ale zawiercianie odrobili straty. Końcówka była zacięta i rozstrzygnęła się na przewagi – ostatecznie lepsi okazali się gospodarze, wygrywając 26:24 i cały mecz. MVP – Bartłomiej Bołądź.
fot. Julia Roik

