Co przyniosła 11. kolejka PlusLigi?
11. kolejka PlusLigi przebiegła bez większych niespodzianek. Oczywiście nie zabrakło emocji, dlatego zapraszamy na podsumowanie!
PlusLiga nie zwalnia i cały czas dostarcza kibicom mnóstwa emocji. W 11. kolejce w większości przypadków faworyci wywiązali się ze swoich obowiązków, jednak nie zabrakło walki i kilku drobnych niespodziewanych wyników. Koniecznie przeczytajcie nasze podsumowanie, żeby być na bieżąco!

Tie-break w Olsztynie i pewne zwycięstwo Gdańska
Pierwszym meczem 11. kolejki PlusLigi był ten rozegrany jeszcze w listopadzie pomiędzy AZS-em Olsztyn a Aluronem CMC Wartą Zawiercie. Spotkanie zakończyło się w pięciu setach (20:25, 25:17, 23:25, 25:22, 10:15) zwycięstwem drużyny gości. Set pierwszy to pewna wygrana przyjezdnych, którzy praktycznie przez cały set utrzymywali mniejszą bądź większą przewagę. Druga odsłona to jednak już konkretna dominacja gości, którzy dość szybko wywalczyli sobie kilkupunktowe prowadzenie i nie dali go sobie odebrać do samego końca. Trzecia partia przebiegała bliźniaczo do pierwszej, choć trzeba przyznać, że Olsztyn cały czas był blisko, a marzenia o pozostaniu w meczu udało się spełnić w czwartym secie, mimo że Zawiercie też nie odpuszczało (17:19). Halaba dołożył atak i zagrywkę, Karltizek atak, a Tille blok i dzięki temu wspólnymi siłami udało się olsztynianom doprowadzić do tie-breaka. Tam jednak zawiercianie nie dali sobie wyrwać zwycięstwa i kontrolowali tę partię od początku do końca. MVP został rozgrywający Miguel Tavares.
Przechodzimy już do grudnia i od razu udajemy się nad morze, bowiem w Gdańsku rozegrał się mecz między gospodarzami, Energą Treflem Gdańsk a PGE GiEK Skrą Bełchatów. Skra, z racji drugiego miejsca w tabeli, mogła czuć się faworytem, jednak siatkarze z Gdańska pokazali, że nie wolno ich lekceważyć, a granie przed własną publicznością jeszcze dodaje skrzydeł. Poskutkowało to tym, że wygrali całe spotkanie 3:0 (25:17, 25:22, 25:21). Ekipa gości nie mogła zbyt wiele poradzić na dobrą dyspozycję Branda, Nasevicha, Orczyka i M’Baye, którzy skutecznie punktowali, zagrywali i blokowali. Statuetka dla najlepszego zawodnika powędrowała do Tobiasa Branda, który zdobył 13 punktów – 9 atakiem i 4 zagrywką – i wyrasta na zdecydowanego lidera Trefla.
Rzeszów, Jastrzębie i Suwałki ze zwycięstwami
Sobota z Plusligą obfitowała w aż trzy mecze, jednak były to spotkania w większości jednostronne. Dzień rozpoczęliśmy od meczu na Hali Podpromie w Rzeszowie, gdzie Asseco Resovia Rzeszów zmierzyła się ze Steam Hemarpol Politechniką Częstochową i zwyciężyła 3:1 (25:19, 25:22, 27:29, 25:19). Praktycznie całe spotkanie było pod kontrolą rzeszowian i nawet w trzecim secie gospodarze mieli już dwie piłki meczowe, których nie wykorzystali, przez co Częstochowa przedłużyła swoje szanse na pozostanie w tym meczu. Jednak tylko na tyle było stać gości, bo w czwartej odsłonie Resovia od początku pokazała, kto zamierza wygrać to spotkanie i że wypuszczenie z rąk poprzedniej partii było tylko wypadkiem przy pracy. MVP powędrowało do Artura Szalpuka, który łącznie zdobył aż 23 punkty, w tym 22 atakiem przy 71% skuteczności. Pozostały punkcik dołożył blokiem.
Następny mecz rozegrany został w Elblągu, gdzie Barkom Każany Lwów podejmował JSW Jastrzębski Węgiel. Nie był to najlepszy dzień dla gospodarzy, ponieważ jastrzębianie pewnie wygrali w trzech setach (19:25, 17:25, 23:25), popisując się 55% skutecznością w ataku i aż ośmioma asami serwisowymi. Bardzo dobrze u gości prezentował się środkowy, Anton Brehme, do którego też powędrowała statuetka MVP. U gospodarzy walczył Lorenzo Pope, ale było to za mało, by jakoś zagrozić jastrzębianom.
Ostatni sobotni mecz był pojedynkiem drużyn z końcówki tabeli. Ślepsk Malow Suwałki podejmował u siebie tegorocznego beniaminka, czyli InPost ChKS Chełm. I to Ślepsk może dopisać na swoje konto trzy punkty – mecz zakończył się dla nich pewnym zwycięstwem 3:0 (25:23, 25:18, 25:18). Jedynie w pierwszej partii i na początku drugiej goście próbowali jakoś nawiązać walkę i nie dać gospodarzom za bardzo odskoczyć, jednak zabrakło sił na ugranie choćby seta. W Suwałkach dobrze prezentował się Bartosz Filipiak, który zdobył najwięcej punktów dla drużyny czy Asparuch Asparuchov, który dołożył też dwa asy serwisowe. Nagroda MVP powędrowała do rozgrywającego, Karola Jankiewicza, który nie tylko dobrze prowadził grę, ale też dołożył dwa bloki i zagrywkę.
Walka Gorzowa i dobra postawa Warszawy
Siatkarską niedzielę rozpoczęliśmy od pojedynku Cuprum Stilon Gorzów z BOGDANKĄ LUK Lublin i wynik meczu w Gorzowie można nazwać małą sensacją. Co prawda, wygrali faworyci, czyli aktualni Mistrzowie Polski, jednak Gorzów nie poddał się bez walki i spotkanie zakończyło się w tie-breaku (25:23, 25:27, 25:20, 20:25, 12:15). Jak widać, w pewnym momencie gospodarze prowadzili już 2:1 i Lublin, by pozostać w meczu, musiał doprowadzić do tie-breaka. Tak też się stało i mimo walki Gorzowa i ofiarności w obronie, to Lublin ostatecznie postawił przysłowiową “kropkę nad i”. Pomogły w tym na pewno popisy Wilfredo Leona w polu serwisowym, który zdaje się, że czekał na ten konkretny moment. Statuetka dla najlepszego zawodnika powędrowała do Mateusza Malinowskiego, który w trzecim secie zmienił Kewina Sasaka i odnotował bardzo dobre zawody. Zdobył 20 punktów – 19 zagrywką i jeden asem. Gospodarze jednak na pewno mogą docenić dopisanie cennego punktu do plusligowej tabeli.
Ostatni mecz tej kolejki rozegrał się w stolicy Polski. Drużyna PGE Projektu Warszawa zmierzyła się z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle i całe spotkanie wygrała 3:1 (25:23, 25:16, 21:25, 25:20). Dwa pierwsze sety przebiegały pod dużą kontrolą gospodarzy. Od samego początku dobrze prezentowali się Bartosz Bednorz i Jakub Kochanowski. Za to w trzeciej partii to kędzierzynianie nabrali wiatru w żagle i wykorzystując chwilową słabszą dyspozycję gospodarzy, pewnie ją wygrali. Dla gości jednak był to tylko jednosetowy zryw, bo ekipa Projektu pewnie wróciła do meczu i od początku do końca kontrolowała przebieg czwartej (i ostatniej) partii. MVP otrzymał Bartosz Bednorz, który zdobył 22 punkty.
fot. Julia Babel

