|

3. kolejka PlusLigi pod znakiem trzysetowych pojedynków

Od piątku do poniedziałku były rozgrywane mecze w ramach 3. kolejki PlusLigi. Aż pięć spotkań zostało rozstrzygniętych w trzech aktach. Dłuższe pojedynki mogli obejrzeć kibice w Bełchatowie oraz Elblągu.

Tobias Brand w swoim żywiole… niemiecki przyjmujący Energi Trefla Gdańsk znakomicie rozpoczął sezon. W piątkowy wieczór Brand już po raz drugi został wyróżniony statuetką MVP – tym razem wywalczył 20 punktów (16 atakiem przy 64% skuteczności, 2 zagrywką, 2 blokiem). Nieco wycofany był za to Aliaksei Nasevich, ale wciąż nie zawodził za linią 9. metra posyłając 5 asów. W Suwałki Arena ekipa z Gdańska odnotowała mocny początek (0:4, 2:8, 5:12). Jednak gospodarze zdołali się ocknąć i szybkoodrobić wspomniane straty doprowadzając do wyrównania (13:13). Wynik zaczął oscylować wokół remisu, ale przewaga zarysowywała się po stronie Branda & spółki, tym bardziej że popełniali oni znacznie mniej błędów. „Kropkę nad i” w premierowym secie postawił Piotr Orczyk – najpierw popisał się perfekcyjnym przyjęciem, a następnie zrobił użytek z wystawy Joe Worsley’a (22:25). Druga odsłona to generalnie gra punkt za punkt – symboliczne oczko więcej częściej mieli podopieczni trenera Mariusza Sordyla, jednak w końcówce szalę zwycięstwa zaczęli przechylać na swoją stronę miejscowi siatkarze (17:16, 23:22). Losy tej partii odmienił Brand (23:24), a blokiem na Asparuhu Asparuhovie sfinalizował ją Damian Schulz (23:25). Spokojna była pierwsza faza trzeciego aktu (6:6), a później do „głosu” zaczęli dochodzić mający świadomość swojego być albo nie byćsuwałczanie (9:6, 13:9). „Szyki” w dalszym ciągu psuł im jednak Brand, który nie zraził się nawet gdy Janowi Nowakowskiemu udało się go zablokować. Ewidetnie za dużo pomyłek wkradało się w boiskowe poczynania Ślepska Malow Suwałki. Piłkę meczową dostał od Przemysława Stępnia na swoje skrzydło niekwestionowany lider gości (23:25).

Komplet punktów pojechał do Warszawy… Z Jastrzębia Zdroju trzy oczka wywieźli stołeczni siatkarze. PGE Projekt Warszawa narzucił swoje warunki gry już w inauguracyjnym akcie – wraz z upływem czasu goście coraz konkretniej umacniali się na prowadzeniu. Niewątpliwie negatywnie na tempo tej partii wpływały licznie zepsute zagrywki zarówno po jednej, jak i drugiej stronie. Zatem jej finał w postaci dwóch asów z rzędu Linusa Webera tym bardziej zrobił wrażenie (19:25). Choć sytuacja w polu serwisowym wyglądała podobnie, to drugi set był chociaż trochę bardziej zacięty. O ile przyjezdni znów utrzymywali zaliczkę punktową (10:13, 14:18), o tyle tym razem gospodarze zdołali te straty odrobić (21:21). Wówczas swoją ofensywną obecność mocniej zaznaczył Kevin Tillie trzykrotnie skutecznie atakując, natomiast odsłonę blokiem na Miranie Kujundziciu zamknął Karol Kłos (23:25). Kiepska seria za linią 9. metra trwała w najlepsze, ale podopieczni trenera Tommiego Tiilikainena przynajmniej zdobywali też oczka tym elementem. Inicjatywa ponownie leżała po stronie stołecznej ekipy. Siatkówka miejscowych była ewidentnie zbyt czytelna – w połowie trzeciej partii Tillie najpierw zablokował Kujundzicia (9:14), a następnie Łukasza Kaczmarka (9:15). Jastrzębianie próbowali jeszcze walczyć (22:24)… W kolejnej akcji ten akt i tym samym cały mecz mocnym uderzeniem zwieńczył Weber. Indywidualnie nagrodzony został punktujący 13 razy (11 atakiem przy 48% skuteczności, 2 blokiem) Tillie, który spisał się również w defensywie przyjmując piłkę 16 razy (75% przyjęcia pozytywnego / 31% przyjęcia perfekcyjnego).

Kolekcja statuetek Artura Szalpuka się powiększa… wcześniej w Suwałkach, a w sobotni wieczór po raz pierwszy we własnej hali, przed własną publicznością nagrodą MVP został uhonorowany przyjmujący Asseco Resovii Rzeszów. Szalpuk mecz z Cuprum Stilon Gorzów zakończył z 14 oczkami (12 atakiem przy 63% skuteczności, 2 zagrywką). Bardzo wyrównany był pierwszy set pojedynku rzeszowsko-gorzowskiego. Zarówno Marcin Janusz, jak i Thiago Veloso równomiernie rozkładali piłki pomiędzy swoich drużynowych kolegów. W ścisłą końcówkę z minimalną przewagą wchodzili goście (19:20). Finalnie na korzyść gospodarzy rozstrzygnął ją duet ich środkowych – Mateusz Poręba oraz Danny Demyanenko (25:22). Poza punktowymi atakami Poręba i Demyanenko dołożyli także po oczku blokiem – pierwszy z nich zatrzymał Mathisa Henno, a drugi zamknął kierunek Chizobie Nevesowi Atu. Jeśli chodzi o drugą odsłonę, to rzeszowski zespół znakomicie wprowadził w nią Klemen Cebulj (5:1). Co prawda gorzowianie błyskawicznie zminimalizowali te straty (8:7), ale jeszcze szybciej w głównej mierze na własne życzenie pozwolili rywalom ponownie wyraźnie odskoczyć (13:8). Natomiast ich atutem stał się blok – Cebulj nadział się na ręce Veloso, Demyanenko został zablokowany przez Patryka Niemca, z kolei Kamil Kwasowski nie pozwolił się przedrzeć na swoją stronę Szalupukowi (16:14). Jednak to byłoby na tyle, bo pojedyncze akcje nie były w stanie zagrozić miejscowym – podrażnieni rzeszowianie nie tylko odzyskali wypracowaną wcześniej zaliczkę, ponieważ udało się im ją powiększyć (25:18). Przyjezdni się nie zrazili się i na czele z Nevesem Atu wykrzesali energię, by powalczyć w partii nr 3 (7:7, 13:14). Podopieczni trenera Massimo Bottiego wzięli brazylijskiego atakującego na celownik – natomiast gdy go blokowali, to on odpłacał się im tym samym (19:18). Ostatecznie „zimną krew” zachowali siatkarze Resovii, a bohaterem kluczowej akcji był Szalpuk (25:23).

Pierwsze domowe zwycięstwo Jurajskich Rycerzy… zawiercianie pozbierali się po porażce z warszawianami i bez straty seta rozprawili się z częstochowianami. Lepsze wejście w mecz odnotowała Steam Hemarpol Politechnika Częstochowa (2:5), ale optymizm jej zawodników szybko przystopował Bartosz Kwolek – po tym jak sprezentował „czapę” Miladowi Ebadipourowi było 7:7. Miguel Tavares postawił na grę przez środek – uaktywnił Mateusza Bieńka, który rozkręcił się do tego stopnia, że do punktowych ataków dołożył asa (11:9). Niewątpliwie przełomowym momentem w tej odsłonie okazała się być długa akcja sfinalizowana na korzyść Aluron CMC Warty Zawiercie celnym zbiciem Aarona Russella (14:12). Amerykański przyjmujący zawierciańskiej drużyny poszedł za ciosem i chwilę później zaskoczył rywali zza linii 9. metra (15:12). Siatkówka gospodarzy mogła się podobać, bo prezentowali się na wysokim poziomie w każdym elemencie. Solidnie zagrywał Tavares, a po jednym z jego serwisów z piłki przechodzącej skorzytał Bieniek (20:14). Przyjezdni już nie byli w stanie powstrzymać miejscowych (25:17). W drugiej partii podopieczni trenera Guillermo Falascy zdecydowanie dłużej dotrzymywali kroku przeciwnikom, a w ich szeregach najwięcej woli walki miał Jakub Kiedos (20:20). Tavares jak na Tavaresa przystało nadal rozgrywał kombinacyjnie, ale coraz częściej stawiał na Bartłomieja Bołądzia. Wspominany Bołądź poczuł się na tyle pewnie, że ponadto zablokował Kiedosa (24:21) – ten odreagował to w kolejnej akcji (24:22), natomiast nie był w stanie zdziałać nic więcej (25:22). Początek trzeciego aktu obfitował w pomyłki obu ekip, ale lepiej wychodzili na tym goście (8:10, 10:13). Remis był jednak kwestią czasu (14:14), objęcie kilkupunktowego prowadzenia przez Jurajskich Rycerzy również (19:16). Chwila nieuwagi zawiercian oraz determinacja częstochowian przełożyły się na to, że wszystko było jeszcze możliwe (21:21). Steam Hemarpol Politechnika Częstochowa miała nawet piłkę setową (24:25) – napięcia nie wytrzymał Ebadipour najpierw psując zagrywkę, a następnie nadziewając się na ręce Bieńka (26:25). Czara goryczy przelała się gdy w ataku nie poradził sobie Jakub Nowak (27:25). Mianem najbardziej wartościowego siatkarza tego spotkania został okrzyknięty Mateusz Bieniek (16 oczek: 11 atakiem przy 65% skuteczności, 3 blokiem, 2 zagrywką).

Wywiązali się z roli faworytów… InPost ChKS Chełm nie miał zbyt wielu argumentów, które pozwoliłyby mu przejąć inicjatywę w starciu z BOGDANKĄ LUK Lublin. Nie mogli złapać odpowiedniego rytmu gry zawodnicy plusligowego beniaminka – najpewniejszy w swoich boiskowych poczyniach był Jędrzej Goss. W lublińskich szeregach od razu zaczął brylować Wilfredo Leon, który jednak nie poradził sobie z serwisem Łukasza Łapszyńskiego (7:7). Z kolei Amirhossein Esfandiar polecował zagrywką Hilira Henno (11:11). Fakt, że podopieczni trenera Stephana Antigi też nie potrafili wystrzec się prostych błędów rzutował na to, że w premierowym akcie wynik głównie oscylował wokół remisu (16:16). Przed wejściem w decydującą fazę lublinianie wrzucili „wyższy bieg” (16:19). „Kropkę nad i” postawił Henno (22:25). Drugi set był rozgrywany pod dyktando gości, a słabości gospodarzy zostały obnażone. Atutem Mistrzów Polski 2025 był blok – zarówno Marcin Komenda, jak i Kevin Sasak nie pozwolili Esfandiarowi przedrzeć się na lublińską stronę. Esfandiara i Łapszyńskiego zza linii 9. metra postraszył Leon (4:8). Coraz więcej wnosił Fynnian McCarthy, co pozytywnie przekładało się na wynik (10:18). Stopniowo włączał się także Aleks Grozdanov (13:22). Obaj trenerzy zdecydowali się na zmiany, by dać chwilę oddechu podstawowym graczom. Blokiem na Remigiuszu Kapicy drugą odsłonę zamknął Daenan Gyimah (14:25). Jeśli chodzi o trzecią partię, to początkowo Komenda bazował głównie na wystawach do Sasaka oraz McCarthy’ego, co okazało się być znakomitym wyborem (6:11, 9:14). W skutek pomyłek jednych i drugich tempo meczu pozostawiało wiele do życzenia. Nie zabrakło „przebłysków” chełmianian, ale nie było to coś, co mogłoby odwrócić losy tej partii (19:25). Statuetka MVP trafiła w ręce Leona (14 punktów: 10 atakiem – 71% skuteczności, 4 zagrywką).

Tie-break w Bełchatowie… PGE GiEK SKRA Bełchatów przegrywała już 0:2 z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle, natomiast wyrównała stan rywalizacji oraz triumfowała w tie-breaku. Lepsze otwarcie mieli żółto-czarni (8:6), ale stopniowo rozkręcający się kędzierzynianie konsekwentnie zmierzali w kierunku przejęcia prowadzenia (9:12). Bełchatowianie zdołali zmniejszyć ich przewagę (16:17), jednak chwilę później przeciwnicy podkręcili tempo i pewnie kroczyli w stronę wygranej w inauguracyjnej odsłonie (21:25). Podopieczni trenera Andrei Gianiego w drugim secie prezentowali się znakomicie (10:16, 14:19), a prym wiódł Igor Grobelny – nie tylko skuteczny w ataku, bo punktujący również blokiem. Akt dobiegł końca po tym jak Bartłomiej Lemański pomylił się za linią 9. metra (21:25). Trzecią partię zainicjowała jedna z najdłuższych akcji tego spotkania – sfinalizował ją mocnym zbiciem marokański przyjmujący bełchatowskiej ekipy, Zouheir El Graoui (1:0). Kolejne długie akcje także padały łupem gospodarzy, a ich bohaterem był głównie Antoine Pothron (7:7). Im dłużej piłka była w górze, tym lepiej radzili sobie miejscowi siatkarze mając w ten sposób przestrzeń do rozpędzenia się. Jednak znów zaczął dawać o sobie znać Grobelny, dzięki któremu minimalną zaliczkę miała ZAKSA (17:18). Goście mieli nawet piłkę meczową (22:24), ale Skra miała w tym momencie Arkadiusza Żakietę i Lemańskiego, których dobra dyspozycja wpłynęła na przedłużenie meczu (26:24). „Uskrzydleni” bełchatowianie wyczuli swoją szansę i skupili się na wypracowaniu przewagi w czwartej odsłonie (9:6, 14:8), natomiast kędzierzynanie też nie mieli zamiaru odpuszczać (16:16). Ponownie zrobiło się emocjonująco (24:25)… Lemański nie zawiódł w ataku, natomiast zawiedli Jakub Szymański oraz Kamil Rychlicki (27:25). Po stronie bełchatowian Bartosz Krzysiek, a w kędzierzyńskich szeregach Rafał Szymura i Szymon Jakubiszak najbardziej wyróżniali się na początku tie-breaka (4:5). Potem Skra nadal bazowała na Krzyśku, z kolei dla ZAKSY najbardziej walczyli Karol Urbanowicz oraz Rychlicki (14:13). W ostatniej akcji ręki nie wstrzymał mający również ogromny wkład w sukces drużyny z Bełchatowa Pothron (15:13). Komisarz postanowił nagrodzić indywidualnie Krzyśka (15 oczek: 13 atakiem przy 56% skuteczności, 1 blokiem, 1 zagrywką).

Czterosetowy spotkanie w Elblągu… rywalizacja pomiędzy Barkomem Każany Lwów a Indykpolem AZS-em Olsztyn zwieńczyła plusligowe zmagania w ramach 3. kolejki, a zwycięsko wyszli z niej przyjezdni. Pierwszego seta miejscowy zespół może zaliczyć do udanych – lwowianie zanotowali mocny start (5:2, 11:7) i potem jeszcze zdołali powiększyć osiągniętą nadwyżkę (16:11). Gdy w boiskowych poczynaniach gospodarzy nastąpił kryzys, to moment ich niemocy wykorzystali Moritz Karlitzek & spółka (16:16). Mimo naporu ze strony olsztynian podopieczni trenera Ugisa Krastinsa wspólnymi siłami zdołali doprowadzić tę partię do rozstrzygnięcia na swoją korzyść (25:21). Nieco więcej ofensywnego zaangażowania gości oraz błędy, których coraz więcej popełniali lwowianie przełożyły się na to, że drugą odsłonę lepiej rozpoczęli akademicy (2:5, 3:8). Jednak dotychczasowy lider AZS-u zawodził – Karlitzek nie potrafił się wstrzelić w boisko, więc olsztyńska zaliczka stopniała (6:8). Johannes Tillie postanowił go odciążyć uaktywniając tych graczy, którzy wcześniej byli nieco wycofani (12:17, 17:23). Warto dodać, że Tillie pokusił się też o blok (17:24). Drugi akt dobiegł końca po tym jak zagrywkę zepsuł Vasyl Tupchii (19:25). W trzecim secie Tupchii miał okazję się zrehalibilitować i dla równowagi dopisał do swojego meczowego dorobku asa (5:3). W szeregach Barkomu Każany Lwów wyróżniał się Lorenzo Pope, a po jednym z jego ataków przewaga jego drużyny wzrosła do czterech oczek (7:3). Gospodarze utrzymywali się na prowadzeniu, ale gdy swoją obecność zaznaczył Karlitzek (ataki oraz blok na Pope), to na tablicy wyników pojawił się remis (16:16). W kluczowym momencie dwa punkty więcej mieli miejscowi (22:20), natomiast przyjezdni mieli Jakuba Majchrzaka (25:26). W ostatniej akcji trzeciej partii w ataku pomylił się Tupchii – błąd ten kosztował lwowian kolejną przegraną odsłonę (25:27). Punkt za punkt – tak przebiegał akt nr 4 (10:10, 15:15, 20:20). Zatem ponownie emocjonująco miało być w ścisłej końcówce, ale siatkarze Barkomu Każany Lwów nie wytrzymali presji (20:23) i o czas musiał poprosić trener Kratins. Finalnie było to już nie do odrobienia, tym bardziej że gospodarze dwukrotnie nie popisali się za linią 9. metra (23:25). Mianem najbardziej wartościowego zawodnika został okrzyknięty niemiecki przyjmujący Indykpolu AZS-u Olsztyn (18 oczek: 16 atakiem – 56% skuteczności, 2 blokiem).

fot. Julia Roik

Może Cię zainteresować