26.kolejka PlusLigi. Faza play-off tuż za rogiem
Zakończyła się kolejna, emocjonująca runda fazy zasadniczej. Przed nami decydujący etap sezonu. Jak do tej pory radzą sobie zespoły? Zapraszamy na podsumowanie!

Na początek Zaksa udała się w podróż po punkty do Chełmu. Goście prowadzili od początku (6:9), ale gospodarze odrobili straty po dwóch asach Amirhosseina Esfandiara (9:9). Gra się wyrównała, a w końcówce dwie punktowe zagrywki Remigiusza Kapicy dały prowadzenie ekipie ChKS (21:19). „Koziołki” wyrównały, ale Amirhossein Esfandiar wywalczył piłkę setową dla chełmian (24:23). Kędzierzynianie doprowadzili do rywalizacji na przewagi i wygrali ją po zaciętej walce. W ostatniej akcji Quinn Isaacson zaskoczył rywali zagrywką (29:31).
Początek drugiej odsłony dla podopiecznych Andrei Gianiego (4:8), gospodarze odrobili straty (9:9), ale kędzierzynianie znów odskoczyli rywalom w środkowej części seta (10:13, 14:18). Mieli w tym secie wyraźną przewagę w ataku, a w końcówce wygrali serię akcji od stanu 16:19 do 16:23. Goście wygrali bardzo pewnie, znów kończąc seta asem, tym razem w wykonaniu Kamila Rychlickiego (17:25).
Siatkarze z Chełma udanie otworzyli trzecią partię (7:4), ale ZAKSA odrobiła straty i w środkowej części seta wynik krążył wokół remisu (12:12, 17:17). W końcówce znów lepsza była jednak ekipa z Kędzierzyna-Koźla. Poszła punktowa seria przy zagrywkach Jakuba Szymańskiego, a gospodarze popełnili kilka kosztownych błędów; jeden z nich, autowy atak, zakończył to spotkanie (18:25). Pamiątkę w postaci statuetki MVP otrzymał środkowy, Karol Urbanowicz.
Zawiercianie górą
W drugim spotkaniu rundy, liderzy tabeli z Zawiercia zmierzyli się z Mistrzem Polski.
Aluron dobrze rozpoczął spotkanie, szybko budując przewagę (3:7), którą powiększał dzięki skutecznej grze w ataku (11:16). Choć gospodarze na moment zmniejszyli straty (17:19), końcówka należała do Jurajskich Rycerzy, którzy zamknęli seta blokiem (19:25).
W drugiej partii kluczowa była zagrywka — asy Aarona Russella i seria Mateusza Bieńka pozwoliły gościom odskoczyć (5:9). Mimo prób odrabiania strat przez gospodarzy, Aluron kontrolował grę (11:16, 14:22), a seta zakończył skutecznym atakiem Kyle Ensing (16:25).
W trzecim secie Jurajscy Rycerze od początku dominowali (2:7), imponując w ataku i zagrywce. Systematycznie powiększali przewagę (8:15, 13:21), a spotkanie zakończyli pewnie — najpierw Aaron Russell wywalczył piłkę meczową, a chwilę później Jurij Gladyr przypieczętował wygraną asem (16:25). Z wyróżnieniem wrócił do domu kapitan gości, Mateusz Bieniek.
„Jastrzębie” z punktami
Początek meczu był bardzo wyrównany — prowadzenie przechodziło z rąk do rąk, a wynik często oscylował wokół remisu. W pewnym momencie goście odskoczyli na 17:14, lecz nie zdołali utrzymać przewagi. W końcówce więcej zimnej krwi zachowali gospodarze z Jastrzębia-Zdroju, którzy zdobyli cztery punkty z rzędu i wygrali pierwszego seta 25:21.
W drugiej partii inicjatywę przejęli gospodarze, którzy szybko wypracowali przewagę i — w przeciwieństwie do rywali z pierwszego seta — potrafili ją utrzymać. Goście z Gorzowa zdołali zbliżyć się na jedno oczko, jednak nie byli w stanie doprowadzić do wyrównania. Jastrzębianie kontrolowali przebieg gry i po godzinie rywalizacji prowadzili już 2:0.
Trzeci set był bardziej wyrównany, a zespół prowadzony przez Andrzeja Kowala nie zamierzał się poddawać. Goście prezentowali się coraz lepiej, szczególnie w końcówce, która znów była bardzo nerwowa. Tym razem więcej spokoju zachowali podopieczni Huberta Henno, którzy wygrali seta i przedłużyli mecz (1:2).
W czwartej części spotkania po niefortunnym upadku Krzysztofa Rejno i zniesieniu go spod siatki przez kolegów z drużyny, na boisko udał się Patryk Niemiec. Sytuacja ta wyraźnie wpłynęła na postawę gości, którzy stracili rytm gry. Jastrzębianie szybko to wykorzystali, przejęli kontrolę nad wydarzeniami na boisku i pewnie zamknęli spotkanie, wygrywając cały mecz. Statuetkę MVP otrzymał przyjmujący, Michał Gierżot.
Z piekła do nieba na ERGO Arenie
Gdańszczanie źle rozpoczęli mecz — goście szybko odskoczyli na cztery punkty i utrzymali przewagę do końca pierwszego seta, z Jakubem Kiedosem w roli lidera Częstochowian. „Gdańskie Lwy” musiały znacząco poprawić grę, chcąc myśleć o play-offach.
Drugi set wydawał się powrotem gospodarzy na właściwe tory — prowadzili 21:14, lecz wówczas Samuel Jeanlys przejął kontrolę nad serwisem. Goście zdobyli pięć punktów z rzędu i sensacyjnie wyszli na prowadzenie 2:0 w meczu.
Trzecią partię Częstochowianie rozpoczęli równie solidnie, napędzając się słabnącą grą „Gdańskich Lwów”. Jakub Kiedos nadal dominował w ataku, ale w końcówce gospodarze zdołali odrobić przewagę rywali — pierwszej piłki setowej nie wykorzystali, ale drugą pewnie zamknął Damian Schulz, wygrywając seta.
Czwarty set był wyrównany, a Tobias Brand wyróżniał się grą, walcząc o tie-breaka dla swojej drużyny. Gdańszczanie poprawili skuteczność, doprowadzając do decydującego, piątego seta.
W ostatniej odsłonie mecz pozostawał zacięty, ale w połowie seta lepsi okazali się zawodnicy Mariusza Sordyla. Gdańszczanie utrzymywali przewagę po zmianie stron, skutecznie broniąc przy zagrywce rywali, i po prawie trzech godzinach walki rozstrzygnęli spotkanie na swoją korzyść. Po tym zaciętym spotkaniu wyróżniony został fiński libero Voitto Koykka.
Udana „krucjata” Projektu
Pierwszy set był bardzo emocjonujący. Bełchatowianie objęli prowadzenie 15:11, ale nie utrzymali przewagi. Końcówka rozegrana była na przewagi — gospodarze nie wykorzystali dwóch piłek setowych, a dwie skuteczne zagrywki Alana Souzy dały Warszawie wygraną 27:25.
Drugi set lepiej rozpoczęli goście (8:5), jednak szybko wyrównano wynik (12:12). Projekt Warszawa ponownie odskoczył i utrzymał przewagę do końca, wygrywając 19:16 i prowadząc 2:0 w setach.
W trzeciej partii wyrównana gra początkowo dawała nadzieję Bełchatowianom, ale świetna gra na skrzydle Firszta oraz solidna obrona Projektu kontrolowały przebieg seta. Skra walczyła, lecz nie była w stanie zagrozić rywalom. Goście ze stolicy wygrali całe spotkanie 3:0 i umocnili się na pozycji wicelidera PlusLigi. MVP: Bartosz Firszt.
Suwałki podbiły Elbląg
W przedostatnim starciu, na północy byliśmy świadkami zaciętej walki, w której ostatecznie gospodarze ulegli przyjezdnym, dzieląc się punktami. Ukraiński zespół znakomicie rozpoczął spotkanie, szybko budując przewagę 14:9, którą utrzymał do końca pierwszego seta. Kluczową postacią był Lorenzo Pope, który od początku imponował formą na boisku.
Druga partia należała już do gości, którzy dzięki wyrównanej i solidnej grze całego zespołu doprowadzili do remisu 1:1 po godzinie rywalizacji.
Trzecia i czwarta odsłona obfitowały w zwroty akcji, efektowne obrony, ale też sporo błędów. W czwartej partii gospodarze osłabli, zwłaszcza w ataku, co pozwoliło Ślepskowi wyrównać stan meczu i doprowadzić do tie-breaka.
W decydującym secie Suwałczanie utrzymali przewagę, która choć nie była już tak wyraźna, wystarczyła, by wygrać całe spotkanie. Najlepszym na boisku okazał się Bartosz Filipiak.
Gorąco na Podpromiu
Na koniec? Pięciosetowa batalia nad Wisłokiem. Spotkanie było bardzo wyrównane i stało na wysokim poziomie. Pierwszego seta minimalnie wygrali gospodarze 25:23, a w drugiej partii podopieczni Daniela Plińskiego odpowiedzieli tym samym wynikiem.
W trzecim secie inicjatywę przejęli siatkarze ze stolicy Warmii i Mazur, zwyciężając 25:19. Podrażniona drużyna ze stolicy Podkarpacia zdołała jednak wyrównać w czwartej partii, triumfując 25:16 i doprowadzając do tie-breaka.
Decydująca odsłona rozpoczęła się efektownie dla gospodarzy (5:1), ale po autowym ataku Artura Szalpuka i skutecznym bloku Pawła Halaby przewaga zmalała do jednego punktu. Mimo chwilowej nerwowości podopieczni Massimo Bottiego odzyskali kilka punktów przewagi i wygrali seta 15:11, a cały mecz 3:2. Wyróżniony został kanadyjski środkowy Danny Demyanenko.
fot. Julia Roik

