Disney Customer Service Cover Letter Cal Bernard Maclaverty Essay Quotes Funny Free Resume Aid Code Cv Tristar Anugrah Nusantara Covering Letter For Resume To Hr

Gdybyś…

Warszawa, 16.09.2020 r.

Drogi Arku!

Nie mieliśmy nigdy okazji się poznać, jednak pozwolę sobie zwracać się do Ciebie po imieniu. Gdybyś dzisiaj żył, miałbyś 39 lat. Czy moglibyśmy zobaczyć Cię na parkiecie w obecnym sezonie? A może rywalizowałbyś o mistrzostwo Polski ze swoimi klubowymi kolegami – Michałem Winiarskim, czy Krzysztofem Stelmachem – jako trener któregoś z plusligowych zespołów? Czy pobiłbyś rekord Piotra Gruszki w ilości rozegranych spotkań w reprezentacji? Czy tak, jak Paweł Zagumny, byłbyś czterokrotnym olimpijczykiem? A może nawet byłbyś medalistą Igrzysk Olimpijskich? Zapewne byłbyś multimedalistą Ligi Światowej, Mistrzostw Europy i Mistrzem Świata – może nawet podwójnym? Na pewno miałbyś także niezliczoną ilość nagród indywidualnych dla najlepszego środkowego turniejów reprezentacyjnych i statuetki MVP ze spotkań ligowych. Jedno jest pewne: gdybyś dzisiaj żył, nie byłoby tej serii pytań, na które nie poznamy nigdy odpowiedzi. Wszystko byłoby zupełnie inaczej…
Zacznijmy jednak od początku. Urodziłeś się w moim szpitalu, w moim rodzinnym mieście. Tak wiem, był to przypadek. Chociaż mimo wszystko, dla mnie wciąż powód do dumy. Jak na swój młody wiek, byłeś siatkarzem wybitnym. Chociaż kariera sportowca w Twoim przypadku wcale nie była taka oczywista. Ba, wydawać by się mogło, że wręcz nierealna. Mimo to, rozpoczęła się bardzo szybko i w krótkim czasie pokazałeś, że ciężka praca przynosi rezultaty. W końcu „jeśli na boisku czujesz się jak ptak, to poczuj, jak wspaniale jest latać i fruń jak najwyżej po marzenia”… Coraz lepsze prezentowanie się na ligowych parkietach, nie mogło umknąć uwadze trenerów seniorskiej reprezentacji Polski, w której bardzo szybko wyrosłeś na lidera. Uznawano Cię za filar naszej kadry, a Zdzisław Ambroziak mawiał o Tobie, że jesteś siatkarzem o „atomowej zagrywce” i „stratosferycznym zasięgu”. Piętnaście lat temu wyruszyłeś w podróż ku marzeniom. Jak każdy młody człowiek miałeś swoje plany, nadzieje. O czym może myśleć 24-letni sportowiec u szczytu sławy? Na pewno chciałeś być jeszcze lepszym siatkarzem, zdobyć większe doświadczenie w najlepszej lidze na świecie. Ceniłeś sobie również życie prywatne, w końcu od Twojego ślubu nie minęły nawet dwa miesiące! Los jednak zweryfikował wszystko w jednej chwili, sprawiając że cała siatkarska Polska pogrążyła się w żałobie. Pamiętam materiały w „Tygodniku Ostrołęckim”, który jest wydawany także w moim mieście. Pamiętam zdjęcia z wypadku, relację z pogrzebu i publikowane tam wspomnienia o Tobie. Choć miałam wtedy 15 lat, a o siatkówce wiedziałam tyle, ile dowiedziałam się z lekcji w-f, to Twoja śmierć strasznie zapadła mi w pamięć. Już wtedy uważałam, że 24 lata, to nie jest wiek na umieranie. W zasadzie do dziś nie umiem tego zrozumieć, choć od Twojej śmierci upłynęło już tyle czasu. Bardzo żałuję, że nigdy nie dane mi było zobaczyć Cię na parkiecie. Poza archiwalnymi nagraniami, których nie jest też wcale tak wiele, nie miałam okazji podziwiać Twojej gry. Kilkukrotnie za to widziałam Twoją koszulkę z 16 w „VolleyBajce”. Koszulkę, w której grałeś zawsze w reprezentacji i miałeś grać także w włoskim klubie. Dla nas, kibiców, jedyny namacalny dowód tego, że istniałeś naprawdę. Taka właśnie koszulka spoczęła z Tobą również na ostrołęckim cmentarzu. Wciąż zastanawiam się, co byłoby, gdybyś… Na pewno w tym ostatnim piętnastoleciu jeszcze długo straszyłbyś przeciwników piekielną zagrywką, wbijał „gwoździe”, zakładał „czapy”. Być może zmieniłbyś swoją grą oblicze niejednego meczu? Czy byłbyś w kadrze Vitala Heynena, czy może asystował mu przy naszej „misji Tokio”? Na pewno byłbyś wzorem do naśladowania dla młodych adeptów siatkówki. Wciąż uwielbiałyby Cię tłumy, gotowe pójść za Tobą na koniec świata. Nadal schodziłbyś do szatni jako ostatni, bo poświęcałbyś czas wszystkim kibicom, którzy chcieliby zdobyć autograf lub zrobić sobie zdjęcie ze swoim idolem. Byłbyś rozchwytywany przez kluby najlepszych lig świata, a pewnie pozostałbyś taki zwyczajny, po prostu „ludzki”. Gdybyś żył, wszystko byłoby inaczej… no, może poza jednym: i tak byłbyś prawdziwą siatkarską legendą.

Ania

Arkadiusz Gołaś urodził się 10 maja 1981 roku w Przasnyszu. Dzieciństwo spędził w Ostrołęce, gdzie mieszkał wraz z rodzicami i siostrą. Pierwsze siatkarskie kroki stawiał w wieku dziesięciu lat, pod okiem Renisława Dmochowskiego. Już wtedy wyróżniał się ogromnym talentem, który potwierdził na mistrzostwach makroregionu w Białymstoku. Zaproszony na ten turniej Krzysztof Felczak zaproponował mu miejsce w liceum podlegającym klubowi MOS Wola Warszawa. Razem ze stołecznym klubem wywalczył Wicemistrzostwo Polski Kadetów w 1998 roku, a rok później Wicemistrzostwo Polski Juniorów oraz brązowy medal Mistrzostw Świata Kadetów rozegranych w Arabii Saudyjskiej. W 2000 roku zdobył Mistrzostwo Polski Juniorów z warszawskim klubem, chociaż formalnie był uczniem IV klasy liceum Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Spale. Seniorską karierę rozpoczął w 2000 roku w barwach AZS-u Częstochowa. Czteroletnią przygodę z klubem spod Jasnej Góry uwieńczył trzykrotnym Wicemistrzostwem Polski (2001-2003), brązowym medalem Mistrzostw Polski (2004), a także trzecim miejscem w Top Teams Cup (ówczesny Puchar CEV, 2002). Sezon 2004/2005 rozegrał w barwach włoskiego Sempre Volley Padwa, co zaowocowało okrzyknięciem siatkarza jednym z najlepszych obcokrajowców Serie A, a w efekcie podpisaniem trzyletniego kontraktu z Lube Banca Macerata, w którym nie zdążył rozegrać ani jednego spotkania. W reprezentacji Polski występował od 2001 roku. Do najważniejszych imprez reprezentacyjnych z udziałem Arkadiusza Gołasia należą niewątpliwie Mistrzostwa Świata w Argentynie (2002), Mistrzostwa Europy w Niemczech (2003) i we Włoszech (2005), Igrzyska Olimpijskie w Atenach (2004) oraz Liga Światowa (2001-2005), w tym także trzy turnieje finałowe (2001, 2002 i 2005). Swój ostatni mecz rozegrał 8 września 2005 roku w Rzymie, gdzie reprezentacja Polski pokonała 3:0 Portugalię, zajmując ostatecznie 5. miejsce na Mistrzostwach Europy. 21 lipca 2005 roku w Częstochowie poślubił swoją wieloletnią partnerkę, Agnieszkę. 15 września 2005 roku młodzi małżonkowie wyruszyli do Włoch. Dzień później, 16 września około godziny 7:10, na austriackiej autostradzie w Griffen pod Klagenfurtem doszło do tragicznego wypadku, w którym Arkadiusz Gołaś zginął na miejscu, jego żona natomiast trafiła do szpitala. Pochowany został 22 września w rodzinnej Ostrołęce. Po jego tragicznej śmierci, w ramach upamiętnienia, koszulkę z numerem 16 przejął jego najlepszy przyjaciel, Krzysztof Ignaczak, który z tym numerem grał do końca swojej kariery. Również Polacy w barwach Cucine Lube Civitanova występowali w koszulkach z 16 – w latach 2007-2010 Sebastian Świderski, w latach 2013-2015 Bartosz Kurek, a w minionym sezonie Mateusz Bieniek. Podczas dekoracji Mistrzostwach Świata 2006, gdzie reprezentacja Polski wywalczyła srebrny medal, na podium wszyscy zawodnicy stanęli w koszulkach z 16 i nazwiskiem „Gołaś”. 6 grudnia 2006 roku wraz z Wicemistrzami Świata z Japonii został pośmiertnie uhonorowany Złotym Krzyżem Zasługi za wybitne osiągnięcia sportowe przez Prezydenta RP, Lecha Kaczyńskiego. Do dziś wiele obiektów zostało nazwanych jego imieniem (m.in. hala widowiskowo-sportowa w Ostrołęce, szkoła podstawowa w Płoniawach-Bramurach), co rok rozgrywany jest również Memoriał Arkadiusza Gołasia.

źródło: to.com.pl; reportaż "Uwaga" wyemitowany 16.09.2007 roku, w 2. rocznicę śmierci Arkadiusza Gołasia / opracowanie własne;
fot. archiwum prywatne

Komentarze
No votes yet.
Please wait...
Anna Maria Węglicka

Anna Maria Węglicka

Pochodzę z Przasnysza, jednak od kilku lat mieszkam w Warszawie, gdzie pracuję i narzekam na niedosyt siatkarskich wydarzeń ;) Pasją do siatkówki zaraził mnie mój Dziadek. W tej dyscyplinie sportu najbardziej interesuje mnie historia reprezentacji Polski, nie wyobrażam sobie też, by po meczu nie zajrzeć w "cyferki", czyli statystyki z rozegranego spotkania. Na co dzień nie potrafiłabym funkcjonować bez przyjaciół, muzyki, dobrej książki czytanej wieczorem i kawy ;) Z VOLLEYWORLDem związana jestem od jego powstania. I chociaż początkowo byłam dość sceptycznie nastawiona do tego pomysłu, teraz przyznaję, że była to jedna z najlepszych decyzji w moim życiu :)