#VolleyNews: Gavin Schmitt – „Szczęście jest wtedy, kiedy wstajesz rano i jesteś podekscytowany na myśl o tym, co będziesz robić w ciągu dnia” (Part III)

szmitkoTo już ostatnia część wywiadu z Gavinem Schmittem. Dziś bardziej lifestyle’owo, ale wciąż w siatkarskim klimacie…Zapraszamy!

Co jest dla Ciebie największym sukcesem w siatkówce?

Nie wiem, chyba to, że byłem olimpijczykiem. Wiesz, trener zawsze powtarza, że to, że osiągnąłeś coś tutaj, nie znaczy, że i tam coś osiągniesz. Zawsze trzeba więc nad sobą pracować i walczyć o kolejne sukcesy. Dla mnie jednak właśnie bycie zawodnikiem olimpijskim jest szczególną sprawą, zwłaszcza ze względu na to, że tak niewielu jest nas w Kanadzie.

Przeglądałam Twojego Instagrama i znalazłam wiele zdjęć z fanami. Wygląda na to, że spędzanie z nimi czasu sprawia Ci przyjemność…

Tak, ale szczerze mówiąc – nie zawsze. Czasem jesteś po prostu zmęczony i  nie masz siły, a jakaś osoba robi kilka zdjęć, po czym stwierdza, że jednak nie wyszły i prosi o kolejne i kolejne. W twojej głowie pojawia się wtedy takie: ‚oh, come on’. Nigdy nie przypuszczałem, że będę w pewien sposób sławny, że będę miał fanów, więc to, że są ludzie, którzy chcą mieć ze mną zdjęcie czy mój autograf, traktuję trochę jako luksus. Jeśli komuś sprawi radość to, że poświęcę mu chwilę, to staram się ten czas znaleźć.

Czyli po każdym meczu zostajesz? Zawsze?

Zawsze staram się zostać przynajmniej na chwilę. Najdłużej podczas meczów reprezentacyjnych. Myślę, że ciężko jest zostawać do końca w Polsce, bo tutaj jest naprawdę wiele osób, ale szczególnie jeśli rozgrywamy z kadrą spotkania w Kanadzie, staram się zostać i poświęcić czas wszystkim. Czasem jest to godzina, czasem kilkanaście minut, ale zawsze udaje mi się rozdać chociaż kilka autografów czy zrobić parę zdjęć. Uważam, kibicom się to należy, skoro przychodzą na mecz i nas wspierają. Zdarza się, że jest to trudne, bo kiedy grasz pięciosetowe spotkanie i jesteś bardzo zmęczony, a jeszcze musisz iść na masaż czy wypełnić inne obowiązki, nie masz po prostu czasu na to, by poświęcić nawet moment każdemu z osobna – ledwie starcza czasu dla paru osób. Ale zawsze staram się zrobić, co w mojej mocy, żeby tego czasu było jak najwięcej.

Wspominałeś o tej dziewczynie z Korei, ja widziałam też taką, która prosiła Cię o pocałunek. Czy to nie jest dziwne? Byłeś przygotowany na ten rodzaj atencji?

Czasami jest dziwnie. Zdarza się tak, że musisz się po prostu wycofać. Kiedy byłem młodszy, nie przypuszczałem, że będę miał fanów i  takie sytuacje, ale po meczach po prostu się nad tym nie zastanawiam. Jeśli ktoś chce zdjęcie – ok, autograf – ok, pocałunek w policzek – też ok. Pewnie jeśli każda osoba, z którą robię sobie zdjęcie, prosiłaby o pocałunek w policzek, w końcu odmówiłbym, bo trochę wymknęłoby się to spod kontroli, ale jeśli chodzi o tę dziewczynę, to nosiła nasze barwy, miała flagę i mówiła, że jest wielką fanką i czekała długo, żeby nas poznać. Czasem po prostu zdarzają się dziwne sytuacje, nad którymi przechodzisz do porządku dziennego.

Śledząc Twojego Snapchata mogę powiedzieć, że naprawdę lubisz gotować.

Tak, zdecydowanie.

Widziałam też dużo snapów z gry w golfa. Szczególnie po Igrzyskach, kiedy graliście m.in. z TJ’em Sandersem.

Tak, z TJ’em i Gordonem. Szczerze mówiąc, to nowy sport dla mnie. Nie grałem od jakichś dziesięciu lat, a teraz jest to moje nowe hobby i może w każde wakacje uda mi się pograć.

Możesz mi powiedzieć o co chodzi z „shoe game”?

Tak, po prostu niektórzy chłopcy z reprezentacji naprawdę kochają buty. Ja wolę znaleźć jedną parę, w której czuję się najlepiej i to w niej grać. Jadąc tutaj, zabrałem ze sobą cztery pary jednego rodzaju butów, bo znalazłem takie, które naprawdę lubię. Niektórzy uwielbiają je zmieniać, nawet w każdym meczu. Ja lubię buty, szczególnie białe, ale nie interesuję się tym zbyt mocno.

Czy zastanawiałeś się nad tym, co będziesz robił po zakończeniu kariery?

Myślałem o trenerce, jednak nie w profesjonalnej siatkówce, bo chciałbym wrócić do Kanady i być bliżej mojej rodziny, ale może na poziomie uniwersyteckim. Zdobycie takiej posady nie jest jednak łatwe, bo nie ma wielu takich uniwersytetów, a trenerzy, którzy prowadzą drużyny, zostają z nimi przez długi czas. Musiałbym też przeszkolić się w tym zakresie, czego nie zrobiłem. Mam nadzieję, że w lecie będę miał okazję spróbować tego i przekonać się, czy sprawia mi to radość. Jeśli nie to, nie mam pojęcia, bo całe moje dotychczasowe życie było związane z siatkówką.

Jeśli nie siatkówka, to co?

Nie wiem. Może zostanę kucharzem i otworzę swoją restaurację (śmiech)? Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia. Dużo o tym myślałem, ale jedyne czego jestem pewien, to że chyba nie potrafiłbym pracować  siedząc za biurkiem, bo jestem zbyt aktywną osobą i chyba bym oszalał, spędzając tak osiem czy dziewięć godzin dziennie, przy tym mieć weekendy wolne – to nie jest normalne dla siatkarza.

Wróćmy jeszcze do gotowania, jak to się zaczęło?

Po skończeniu uniwersytetu zacząłem grać za granicą, musiałem się nauczyć, bo musiałem jeść.

Ale myślę, że teraz jesteś w tym naprawdę dobry.

Stałem się dobry. Zacząłem powoli i jestem coraz lepszy. Oczywiście jeszcze wiele nauki przede mną. Ale szczególnie w Kanadzie, chodzenie do restauracji jest naprawdę drogie, więc nie możesz tego ciągle robić, bo cię po prostu na to nie stać. Kiedy zacząłem grać za granicą, miałem dużo czasu, więc rozpocząłem naukę. Myślę, że jakieś cztery lata temu, kiedy grałem w Rosji, zacząłem się tym zajmować „na poważnie” – próbowałem nowych przepisów, uczyłem się nowych rzeczy, oglądałem dużo programów kulinarnych, co bardzo lubię. Powoli stawałem się coraz lepszy, aż stało się to moim hobby, całkiem niezłym, jeśli mam być szczery. Kiedy dużo się trenuje, ale nie jesteś w domu, chcesz zjeść coś dobrego, a lepiej jest, jeśli mogę przygotować coś sam. Mogę wrócić do domu i spędzić godzinę przygotowując obiad, a potem zjeść go np. oglądając telewizję. To dużo lepsze niż szybki posiłek w restauracji, a potem spędzenie np. pięciu godzin na kanapie. Gotowanie sprawia, że czas spędzony za granicą jest dla mnie ciekawszy. Fajnie jest mieć jakieś hobby poza siatkówką.

Powiedz mi więc, jak wygląda dzień z Twojego życia.

Teraz jedyne, co mogę robić to fitness, więc wstaję rano, przygotowuję śniadanie – zazwyczaj owsiankę lub jajka – potem jadę na trening, przygotowuję coś na lunch, staram się też przeznaczyć chwilę na sen, ale nie za długo – po prostu tyle, żeby organizm mógł odpocząć. Potem jakaś przekąska, popołudniowy trening, na którym staram się wykonywać te ćwiczenia, które na daną chwilę jestem w stanie. Zwykle popołudniami jeżdżę też na zakupy, by mieć z czego przygotować obiad, bo wolę robić je częściej, niż kupić raz dużo produktów i trzymać je w lodówce. Potem gotuję obiad, oglądam telewizję, czytam – staram się zrelaksować wieczorami, a potem idę spać. Mój dzień jest zwyczajny (śmiech).

Ok, ostatnie pytanie. Czym dla Ciebie jest szczęście? Jaki jest Twój główny cel w życiu?

Moim głównym celem jest bycie szczęśliwym. Czym dla mnie jest szczęście? Jeśli tydzień ma siedem dni, a w dwóch tygodniach jest ich czternaście, to szczęście jest wtedy, kiedy budzisz się rano i przynajmniej w dziesięciu dniach z tego okresu nie nienawidzisz swojego życia (śmiech). Ja gram w siatkówkę i przez te dni jestem szczęśliwy, że to robię. Lubisz swoje życie, więc nie myślisz tylko o tym, żeby pozostać w łóżku i narzekać. Szczęście jest wtedy, kiedy wstajesz rano i jesteś podekscytowany na myśl o tym, co będziesz robić w ciągu dnia. Tak naprawdę ciężko jest opisać szczęście – to emocja, tak samo ciężka do opisania jak np. powietrze. Jeśli jednak wstając rano, nie jesteś szczęśliwy, to chyba musisz coś zmienić, by z radością myśleć o tym, co nadchodzi.

 

 

W Rzeszowie rozmawiała: Magdalena Solecka

Komentarze
No votes yet.
Please wait...
Magdalena Solecka

Magdalena Solecka

Studentka, której miłość do siatkówki jest stosunkowo młoda, ale zdecydowanie intensywna. Poza uwielbieniem do siatkówki moją osobowość można opisać w kilku słowach: butoholizm, kawoholizm i książkoholizm.

Dodaj komentarz