#VolleyNews: Gavin Schmitt – „Łatwiej wychodzi się na boisko, kiedy masz wokół siebie ludzi, z którymi przebywanie sprawia ci przyjemność” (Part II)

szmitkoZapraszamy na drugą część wywiadu z Gavinem Schmittem! Dziś rozmawiamy o siatkówce – tej reprezentacyjnej i tej klubowej. 

REPREZENTACJA

Chcę porozmawiać o 2016 roku, bo mam wrażenie, że był naprawdę świetny w wykonaniu Reprezentacji Kanady. Szczególnie jeśli chodzi o Ligę Światową, bo awansowaliście do I Dywizji.

Myślę, że ta Liga Światowa wyszła nam naprawdę dobrze. Trudno mi jednak o tym mówić, bo za dużo nie grałem – rozegrałem tylko jedno spotkanie, ponieważ zdecydowaliśmy, że będę oszczędzać nogę przed Igrzyskami. Ale to lato było pełne sukcesów. Pomimo tego, że uczestniczyliśmy w II Dywizji, nasza drużyna była jakby na granicy – może i nie byliśmy w stanie pokonywać takich drużyn jak Polska, Rosja, Serbia, Brazylia – generalnie takich, które uznawane są za najlepsze – ale byliśmy takim zespołem na granicy i udało się awansować do I Dywizji. Nie grałem, ale oglądałem wszystkie mecze. Będąc w domu i jedząc śniadanie, oglądałem spotkanie z Finlandią. Powiedziałem wtedy do mojej mamy : wiesz, to niewiarygodne – trzy czy cztery lata temu pewnie przegralibyśmy z taką drużyną, a przynajmniej byłoby dla nas trudne, żeby ich pokonać. Teraz, grając nawet nie świetną, ale po prostu normalną siatkówkę, wygrywamy. Więc ten sukces w Lidze Światowej dobrze pokazuje, jak bardzo rozwinęliśmy się jako drużyna w ciągu ostatnich pięciu lat i to naprawdę mnie zaskoczyło. Jednocześnie cieszę się, że od teraz mamy możliwość grać w I Dywizji, co pozwoli chłopakom rozwinąć się jeszcze bardziej. Nie będziemy faworytami, będziemy musieli ciężko pracować i podnosić nasz poziom coraz wyżej, by odnieść sukces.

Jaka była Twoja pierwsza myśl po tym, jak awansowaliście do Igrzysk?

Szczerze mówiąc, nawet nie pamiętam, o czym wtedy myślałem. Dla mnie był to po prostu roller-coaster różnych emocji, czysta ekscytacja. To był tak ważny moment, że nie wiem, czy w ogóle miałem w głowie jakąś jedną, jasną myśl – bardziej ogrom różnych. Szczególnie ja przeżywałem to w ten sposób, bo w styczniu miałem operację i tak naprawdę w ogóle nie wiedziałem, czy uda mi się być gotowym na kwalifikacje, ale pracowałem bardzo ciężko. To nie była myśl – to były czyste emocje, przepływające przez całe moje ciało i początkowo w ogóle nie byłem w stanie myśleć. Kiedy trochę ochłonąłem, zadzwoniłem do mamy i porozmawiałem z nią, a później skontaktowałem się z moim chirurgiem, bo to on przeprowadził mnie przez tę operację, wykonał naprawdę świetną robotę i pomógł mi dojść do formy tak szybko. Napisałem do niego i podziękowałem za wszystko, bo to nie byłoby bez niego możliwe.  

Czy obawiałeś się, że możesz nie zdążyć powrócić do formy przed IO?

Tak. Jeśli dobrze pamiętam, operacja odbyła się 12 stycznia. Po takiej operacji do formy dochodzi się około sześciu miesięcy, ale ja wróciłem dużo szybciej, bo zacząłem trenować z chłopakami już w kwietniu, czyli tak naprawdę po trzech miesiącach. To był trochę szalony okres, czas biegł bardzo szybko, a ja pracowałem naprawdę ciężko. Jednak sądziłem, że nie dam rady być gotowym. Mówiłem sobie: ok, może ci się uda, ale szanse nie są wielkie. Te miesiące od stycznia były dla mnie bardzo trudne.

Kanada ostatni raz walczyła w Igrzyskach Olimpijskich w 1992 roku, więc te były pierwszymi w Twojej karierze. Co więc znaczy dla Ciebie udział w takim turnieju?

To w pewien sposób dopełniło moją reprezentacyjną karierę. Bez tego, zawsze byłaby ta luka. Ok, zagrałeś w mistrzostwach świata, w lidze światowej, więc rozegrałeś wszystko z wyjątkiem Igrzysk. Wszyscy zawsze mówią: o, świetnie, grasz w reprezentacji, jedziesz na igrzyska? Przez dziewięć lat musieliśmy odpowiadać, że nie, nie udało się. Więc tak, jest to uzupełnienie całości mojej przygody z reprezentacją.

Muszę przyznać, że byłam naprawdę dumna z tego, jak Reprezentacja Kanady zaprezentowała się w Rio. Ale myślę, że tak naprawdę to nie zakończenie ich na piątym miejscu jest istotne, ale fakt, że udało Wam się pokazać, że jesteście drużyną, którą przeciwnicy powinni traktować poważnie.

To właśnie było naszym celem przez ostatnie pięć lat. Wcześniej, czy to w Lidze Światowej, czy w innych turniejach, naszymi przeciwnikami były drużyny jak Portoryko, Kuba czy Słowacja i wcale nie było nam łatwo ich pokonać. Teraz nie mamy z tym problemu. Bardzo się rozwinęliśmy, powoli budując zespół, który jest w stanie pokonać Rosję, Serbię, Włochy, USA, doprowadziliśmy do tie-breaka w meczu z Polską. Przez te lata mówiliśmy sobie, że chcemy być zespołem rozpoznawanym przez inne. Pokonanie Brazylii było szczególnie istotne, bo wtedy sam trener Rezende powiedział, że Kanada jest taką drużyną, której powinni się obawiać, która się rozwinęła i podniosła swój poziom, a teraz stała się po prostu dobrym zespołem. To było właśnie to, czego chcieliśmy w każdym turnieju, na który się udawaliśmy – żeby inne reprezentacje się nas obawiały, bo będą wiedzieć, że dobrze gramy. Wcześniej myślenie było raczej takie: o, Kanada, nie jest źle. Teraz już tak nie będzie.

Po Rio w prasie pojawiła się informacja, że ten rok był ostatnim, w którym trener Hoag pracował z Reprezentacją Kanady. Czy Twoim zdaniem to dobry moment na taką zmianę?

Zwykle jest tak, że cała praca reprezentacji, także zawodników, opiera się na czteroletnim cyklu. Całe bloki przygotowawcze organizowane są na zasadzie kto jest tutaj na cztery lata, kto na dwa, itp. To nie było tak, że federacja powiedziała trenerowi: to koniec, nie chcemy cię już. Glenn był z nami przez ostatnie dziesięć lat i uważam, że jest absolutnie świetnym trenerem, bardzo analitycznym – jest wiele pracy, której nie widać, a którą wykonuje we współpracy ze statystykami, również analizując materiały wideo, ale wydaje mi się, że jest po prostu tym trochę zmęczony. Sądzę, że chce po prostu zrobić krok wstecz, by móc nacieszyć się życiem. Oczywiście, możemy powiedzieć, że chcielibyśmy, by został z nami na zawsze, ale myślę, że to jest dobry moment dla niego, by odsunąć się z pierwszego planu. Z tego co wiem, nie zostawi jednak kadry całkowicie, w pewien sposób będzie zaangażowany. Do czasu znalezienia nowego trenera będzie czuwał nad wszystkim, a po zakontraktowaniu jego następcy, będzie z nim współpracował, pomagając podejmować decyzje. Glenn będzie chyba kimś w rodzaju dyrektora sportowego czy menedżera.

Co, w Twojej opinii, było główną przyczyną tego, że udało Wam się tak rozwinąć? Czy upatrujesz tego powodu bardziej w kwestiach fizycznych czy mentalnych?

Myślę, że głównie były to kwestie fizyczne i gra w Lidze Światowej. Rozegraliśmy więcej turniejów, tym samym więcej meczów. Tego lata rozpoczęliśmy też pracę z psychologiem sportowym, który przygotowywał nam też treningi mentalne. Więc w sumie była to kombinacja tych dwóch powodów.

Szczerze mówiąc moim zdaniem Ty jesteś w Reprezentacji Kanady zawodnikiem, który robi TĘ różnicę.

Wiesz, w Lidze Światowej poradzili sobie beze mnie. Byłem kontuzjowany i nie mogłem pomóc, ale ogólnie sądzę, że jesteśmy kolektywem i to nasza największa siła.

Oglądałam mecz z Włochami, który rozegraliście w Rio i tak, sądzę, że wynik nie byłby tak dobry, gdyby nie Ty.

Może. A może nie. Wiesz, ciężko stwierdzić, bo takiej sytuacji nie było (śmiech). Ale w tym akurat spotkaniu miałem naprawdę dużo energii, a potrzebuję adrenaliny w ciele. Ponadto byłem kontuzjowany i musiałem walczyć też trochę ze sobą, więc ta adrenalina była mi niezbędna.

Czy myślisz, że Kanada ma coś, co nazywamy #teamspirit?

Tak. Atmosfera w drużynie jest bardzo dobra. Nie wiem jak to się stało, ale byłem jednym z najstarszych zawodników w drużynie (śmiech), bo zawsze byłem jednym z młodszych i lepiej dogadywałem się z tymi starszymi, ale teraz mamy nowych, młodych graczy, których cieszy gra w kadrze, wszyscy też dobrze się bawimy. Każdemu z nas radość sprawia to, że staje na boisku naprzeciw drugiego. Myślę, że łatwiej wychodzi się i walczy, kiedy masz koło siebie ludzi, których po prostu lubisz i z którymi przebywanie sprawia ci przyjemność.

Czy więc możesz powiedzieć, że któryś z Twoich reprezentacyjnych kolegów jest Twoim przyjacielem?

Najbliżej byłem z chłopakami, którzy już zrezygnowali z reprezentacji, jednak najlepiej dogadywałem się z Adamem Kamińskim, który jest naprawdę dobrym przyjacielem. Obecnie z młodszymi zawodnikami dogaduję się dobrze, ale chyba nie ma jednej osoby, którą mógłbym wymienić, może też dlatego, że nie grałem z nimi zbyt długo.

Jeśli weźmiesz pod uwagę grę w reprezentacji, który moment uważasz za najważniejszy w karierze?

Z pewnością wywalczenie olimpijskiej kwalifikacji. Nie wiem czy widziałaś wywiad z Danem Lewisem, który nie grał w Rio, ale pojawił się jako wsparcie trenera, ale powiedział tam, że najważniejszą rzeczą jest zakwalifikowanie się. W niektórych dyscyplinach liczy się udział, sposób zaprezentowania się już na Igrzyskach, bo kwalifikacje nie są takie trudne, np. tylko trzech najlepszych zawodników w biegach pojechało do Rio z Kanady, więc jeśli jesteś w tej trójce – jedziesz. U nas jest dużo ciężej – to kwalifikacje są najcięższe do przejścia, bo sam udział to po prostu bycie tam, granie, przeżywanie przygody. Jeśli chodzi o same Igrzyska, to dużą przyjemność sprawiło mi granie w nich, głównie dlatego, że były rozgrywane w Brazylii, gdzie naprawdę kocha się siatkówkę. Chyba tak samo jak w Polsce.

KARIERA KLUBOWA

Porozmawiajmy o Twojej kontuzji. Jak wygląda sytuacja z Twoimi nogami obecnie? Kość jest złamana, tak?

Tak, to taka sama kontuzja jak ta ze stycznia, przez którą nie mogłem zagrać w pierwszym turnieju kwalifikacyjnym.

Wiesz już kiedy wrócisz na boisko?

Rozmawiałem z lekarzem i dał mi pewien przybliżony okres czasu, ale szczerze mówiąc nie chcę mówić, kiedy wrócę, bo wszystko może się zmienić i zależy to od wielu czynników. Nie chcę mówić, że np. wrócę za dwa tygodnie, bo może być tak, że minie pięć i do tego nie dojdzie.

Ok, ale w jednym z wywiadów Prezes Górski powiedzia, że zajmie to kilka tygodni, a początkowo była mowa nawet o kilkunastu…

Tak, racja. Ciężko jednak dokładnie określić taki czas w odniesieniu do kości. W przypadku mięśni jest łatwiej, bo możesz stwierdzić kiedy jest lepiej, mniej boli. Z kością tego nie wiesz do czasu przeprowadzenia wszystkich badań. Mamy jednak nadzieję, że nie będzie to tak długi okres i jeśli wszystko pójdzie dobrze, to w listopadzie być może uda się wrócić… Z pewnością będą to tygodnie, a nie miesiące. Nie chcę jednak określać jednak dokładnego czasu, ale mam nadzieję, że będzie to szybko, bo chyba zwariuję (śmiech).

Wyobrażam sobie, że to musi być dla Ciebie bardzo trudne.

Tak, jest naprawdę ciężko.

W okresie pomiędzy Igrzyskami a początkiem sezonu był moment, kiedy tak naprawdę nie wiedziałam, czy w ogóle pojawisz się w Rzeszowie…

Było nas więc dwoje (śmiech). Był to bardzo stresujący czas, ale jednak się udało.

Czy zakontraktowanie Cię było trudne dla Resovii ?

Myślę, że tak. Ciężko jest zdecydować się na podpisanie kontraktu z kontuzjowanym zawodnikiem. Nie czułem się z tym dobrze, bo kiedy podpisywałem kontrakt, właśnie skończyłem rehabilitację i dwóch niezależnych chirurgów potwierdziło, że jestem w pełni zdrowy. Przez miesiąc trenowałem bez bólu, nie pojawiły się żadne komplikacje, więc kiedy podpisywałem kontrakt byłem po prostu zdrowy. Nie chciałbym więc by ludzie myśleli, że tak nie było i chciałem kogoś „oszukać”, bo czułem się z tą całą sprawą nie najlepiej. Przed sezonem dużo rozmawialiśmy, próbując znaleźć rozwiązanie korzystne dla obu stron, ale chciałem żeby wiedzieli, że jeśli będą zmuszeni rozwiązać kontrakt, to po prostu to uszanuję.

Ale musiałeś przecież przesłać wyniki badań przed podpisaniem kontraktu i teraz.

Nie tyle musiałem, co chciałem. Chciałem współpracować z klubem w najlepszy możliwy sposób. Chciałem być w porządku. Może i są zawodnicy, którzy pojawią się w klubie, będą normalnie skakać, a potem powiedzą, że coś się stało, są kontuzjowani, więc zarząd powinien im teraz zapłacić – to nie jest mój styl działania, zależało mi na szczerości w tej kwestii i znalezieniu najlepszego rozwiązania dla wszystkich. Jeśli by mnie nie chcieli, musiałbym się z tym pogodzić, jeśli zdecydowaliby się mnie zatrzymać, byłbym bardzo szczęśliwy. Wierzę, że dla wszystkich najlepiej jest, kiedy zawodnik i klub współpracują ze sobą w znalezieniu rozwiązania. Nic nie wskóramy, jeśli tylko jedna strona będzie czegoś chciała.

Jaka była główna przyczyna tego, że zdecydowałeś się grać w Resovii?

Odkąd graliśmy w Polsce z reprezentacją, zawsze chciałem tu przyjechać, bo wiem, jacy są tutaj kibice, a poza tym poziom rozgrywek jest wysoki. Widziałem, jak Resovia prezentowała się w Lidze Mistrzów, rozmawiałem też z ludźmi, którzy opowiadali mi o tym, że klub mieści się w ładnym mieście, podczas gdy niektóre kluby mieszczą się w małych miasteczkach. Już od kilku sezonów, kiedy jeszcze miałem ważne kontrakty w innych klubach, kontaktowano się ze mną, kiedy Resovia szukała zawodników, ale niestety się nie udało. Teraz jednak pomyślałem, że świetnie byłoby tutaj zagrać, szczególnie jeśli mam możliwość występowania w jednym z najlepszych klubów ligi.

Jakie masz oczekiwania w odniesieniu do tego sezonu?

Nie wiem, chcę wygrywać. Myślę, że każdy kto przychodzi do nowego klubu chce wywalczyć tytuł mistrzowski. To jest oczywiste, że celem jest wygrywanie jak największej ilości medali, pucharów, meczów, setów, zdobywanie jak największej ilości punktów. Mam po prostu nadzieję, że ten sezon będzie dla nas dobry, a atmosfera będzie fajna – w końcu w drużynie są naprawdę wysokiej klasy zawodnicy, którzy są też dobrymi ludźmi. Mam nadzieję, że uda nam się zgrać i wygramy jako drużyna. Mam nadzieję, że to się uda, bo wyniki mówią same za siebie. Wygrywasz albo przegrywasz i nie możesz tego kontrolować, ale może być tak, że grasz dobrze cały sezon i wygrasz, ale możesz też przegrać.

Poprzedni rok nie był dla Resovii najlepszy. Szczególnie ze względu na obecność takich zawodników jak Bartosz Kurek, kibice liczyli chyba na dużo więcej. Myślę więc, że i wobec Ciebie oczekiwania będą duże jako wobec tego, który ma zastąpić Kurka.

Na razie chyba nie idzie mi najlepiej (śmiech). To trudne, bo ludzie zawsze mają duże oczekiwania – jeśli masz dobrych zawodników, automatycznie znaczy to, że powinieneś wygrywać. Czasami jednak sezon może nie iść po twojej myśli, ale na końcu okazuje się, że cel został osiągnięty. Zawsze zdarzają się wzloty i upadki. Nie śledziłem dokładnie statystyk, ale wydaje mi się, że przegrali osiem spotkań, więc nie było tak źle. Fakt, nie był to świetny sezon, ale nie był też całkiem zły, bo udało się awansować do finału, więc należy to zaliczyć do sukcesów. Mam nadzieję, że robiąc co w naszej mocy, będziemy w stanie poprawić ten wynik. Myślę, że w trakcie sezonu można przegrać nawet połowę spotkań, a potem awansować do fazy Play Off i dalej do finału, cel więc zostaje osiągnięty. Zobaczymy co się stanie, ale jedno jest pewne – łatwo nie będzie.

Czy uważasz, że opcja szerokiej kadry, w której na ławce i na boisku znajdują się zawodnicy na tym samym poziomie, jest właściwa?

Myślę, że może to być naprawdę pozytywne, jeśli zbierzesz zawodników o właściwych charakterach. Jeśli masz zawodników o podobnym poziomie, dla których najważniejsze jest dobro drużyny i to dla niej chcą jak najlepiej, bez względu na to czy to oni grają czy nie. To kolektywem powinno się chcieć wygrywać. Z drugiej strony jest ciężko, bo wiadomo, że każdy chce pojawić się na boisku i też indywidualnie odnosić sukcesy. Więc może to być pozytywne i negatywne, zobaczymy jak będzie. Na chwilę obecną ciężko mi o tym mówić, bo nie ma mnie na boisku, a tak naprawdę to tam masz najlepsze pojęcie o sytuacji. Teraz muszę się skupić na rehabilitacji i jak najszybszym powrocie.

Ten sezon jednak może być dla Ciebie nieco łatwiejszy z tego względu, że jesteś w drużynie ze swoimi rodakami…

Tak, zawsze milej jest mieć przy sobie innych Kanadyjczyków. Ale muszę powiedzieć, że kiedy grałem w Iskrze, Rosjanie byli dla mnie bardzo mili. Tutaj wszyscy mówią po angielsku, co nie jest dobre dla mojego polskiego (śmiech), ale każdy jest bardzo pomocny i przyjazny, więc jak do tej pory mam same pozytywne odczucia.

Patrząc na przebieg Twojej kariery można chyba stwierdzić, że lubisz zmiany. Grałeś w wielu ligach, m.in. Rosji, Grecji, Korei, Brazylii… Co wyniosłeś z tych podróży?

To zabawne, bo patrząc na to, że grałem w tak wielu miejscach, ludzie mówią, że musze lubić przygody. Nie chciałbym, żeby wyglądało to tak, jakbym celowo tak kierował moją karierą, żeby przeżywać jak najwięcej przygód. Grałem w Grecji, którą opuściłem, bo nadarzyła się świetna okazja do gry w Korei, gdzie spędziłem trzy lata. Byłem zadowolony z pobytu tam i nie zrezygnowałem dlatego, że chciałem przygód, ale ponieważ dostałem możliwość gry na znacznie wyższym poziomie; możliwość  podniesienia swoich „kwalifikacji”. Spędzone trzy lata w Korei były dobre, ale zacząłem mieć wrażenie, że tutaj już nie będę w stanie bardziej się rozwinąć. Chciałem przekonać się, czy będę w stanie odnosić sukcesy w takich ligach jak włoska, rosyjska czy polska. Wtedy pojawiła się oferta z Rosji i byłbym szczęśliwy mogąc tam zostać, bo naprawdę mi się podobało, ale pojawiły się problemy finansowe, więc musiałem przenieść się do Turcji. Tam podpisałem dwuletni kontrakt, klub był w porządku, ale pojawiły się pewne okoliczności, które zmusiły mnie do zmiany. Wtedy pomyślałem, że to dobry moment, by spróbować swoich sił w Brazylii, a zawsze chciałem zagrać tam albo w Polsce. Po zdobyciu Mistrzostwa Turcji przeniosłem się więc, ale pojawiła się kontuzja, co zmusiło mnie do przerwania sezonu. Gdyby nie to, być może wciąż grałbym w Brazylii, bo rozważałem pozostanie tam przez dłuższy czas, ale kontuzja wymusiła zmianę. Jak widzisz, zawsze był jakiś powód, dla którego rezygnowałem.

Która z tych lig dała Ci najwięcej jako zawodnikowi?

Ciężko powiedzieć, bo jeśli patrzysz na przebieg swojej kariery, zawsze jest jakiś progres. Jako młody zawodnik rozwijasz się jako siatkarz, kiedy jesteś starszy, bierzesz też pod uwagę inne czynniki. Z pewnością, ze względu na bardzo wysoki poziom rozgrywek, Rosja była dla mnie najlepsza jeśli chodzi o rozwój , np. naukę ataku na naprawdę wysokim bloku, gry na najwyższym poziomie. Wiele meczów, wiele ataków – to pozwoliło mi na wypełnienie pewnej luki i zdobycie większej pewności siebie.

Czy uważasz, że dobre dogadywanie się z kolegami z drużyny poza boiskiem ma przełożenie na to, co dzieje się w trakcie meczu?

Tak i nie. Myślę, że to bardzo dobrze, jeśli jest taka możliwość, bo na boisko wychodzisz ze swoimi przyjaciółmi, atmosfera jest lepsza. Znam jednak takie drużyny, których zawodnicy się nienawidzą, ale mają do siebie szacunek i na boisku świetnie sobie radzą. Także to wciąż może właściwie funkcjonować, ale wymaga większej dojrzałości. Na pewno łatwiej jest wypracować zgranie na boisku, jeśli atmosfera w drużynie jest dobra.

 

 

 

 

W Rzeszowie rozmawiała: Magdalena Solecka

Komentarze
No votes yet.
Please wait...
Magdalena Solecka

Magdalena Solecka

Studentka, której miłość do siatkówki jest stosunkowo młoda, ale zdecydowanie intensywna. Poza uwielbieniem do siatkówki moją osobowość można opisać w kilku słowach: butoholizm, kawoholizm i książkoholizm.

Dodaj komentarz