#PrzemyśleniaKibica: Miał być medal, jest problem

 

Ostatni mecz reprezentacji Polski w tym sezonie mnie rozczarował i zirytował. Tak jak chyba wszyscy kibice zastanawiam się o co chodzi. Zapraszam na felieton.

Długo zastanawiałam się jak opisać to, co zaszło przedwczoraj w Krakowie. A co było? Powtórka z meczu z Serbią. Gdzie są nasi atakujący? Co z Bartoszem Kurkiem? I jeszcze te pomeczowe komentarze tego siatkarza, jakby miał myśli o zakończeniu kariery reprezentacyjnej. Przepraszam, ale większej bzdury nie słyszałam. Szczerze powiedziawszy wcale nie będzie mi brakować Kurka w kadrze. Więcej z niego szkody niż pożytku, przynajmniej w ostatnim czasie. 

Przechodząc jednak do wydarzeń ze środowego wieczoru muszę powiedzieć szczerze, nie rozumiem przywiązania trenera De Giorgiego do pewnych zawodników. Skoro Konarski nie kończy pięciu ataków z rzędu, po co go trzymać na boisku? Tak samo Kurek. Nie pojmę tego chyba nigdy. Wyglądało to nie tyle jak walka na dobrym poziomie, co bombardowanie naszych siatkarzy. Bo jak inaczej nazwać to, co się zdarzyło nie używając wulgaryzmów? Nie wychodziło nam kompletnie nic. Nie można przecież rozgrzeszać środkowych, którzy mają na swoim koncie po jednym punktowym bloku. 

Nie rozumiem jednej rzeczy. Mianowicie fali hejtu wymierzonej w Fabiana Drzyzgę. Bo tu nie chodzi o moje osobiste sympatie. Uważam po prostu, że byli gracze prezentujący się gorzej. Przegraliśmy po jednostronnym meczu w którym byliśmy tłem. Nie będę się dłużej nad tym rozwodzić, ponieważ wszyscy kibice to widzieli. Czasem milczenie wyraża więcej niż jakiekolwiek słowa. Mam jednak refleksje związane z całokształtem postawy naszej ekipy.

Nikt mi nie wmówi, że teraz się buduje skład i trzeba cierpliwości. Bo moim zdaniem czas na testowanie siatkarzy był w trakcie Ligi Światowej, Memoriału Wagnera czy sparingów ze Słowenią. Nie wiem dlaczego szkoleniowiec zaserwował Polakom siedmiotygodniowe tortury w Spale zamiast dać im nieco wytchnienia. Cztery i pół godziny na siłowni? Horror. 

Poza tym uważam, iż panom kadrowiczom przydałaby się integracja poza halą. To bardzo się przydaje z rywalizacji sportowej. Dzięki dobrym kontaktom interpersonalnym można budować "chemię" i zgrać poszczególne formacje. 

Jeszcze inne wnioski nasunęła mi rozmowa z tatą. Stwierdziliśmy wspólnie, że nasza kadra uległa zmianom zbyt szybko. Po 2014 roku nasze szeregi opuściła czwórka naprawdę niesamowitych zawodników. W dodatku zrobili to "masowo". Nie było możliwości wprowadzenia nowych osób,które mogłyby się uczyć i wdrożyć na odpowiedni poziom.  Pozostaje również fakt nadmiernej eksploatacji Mateusza Miki. Grał praktycznie bez żadnych przerw. Efekt? Kontuzja i niepewna przyszłość zarówno klubowa jak i ta w zespole narodowym.

Nigdy nie byłam orędowniczką zwalniania trenera Antigi. Fakt, nie wywalczył trofeów, ale spójrzmy prawdzie w oczy. On miał swój styl i pomysł na grę. Wystarczy teraz spojrzeć na Kanadyjczyków. 

Nie ma możliwości zdobywania medali na każdym turnieju. Nie i już. Wystarczy spojrzeć na Stany Zjednoczone czy Brazylię. Nikt tam nie robi zamieszania, gdy coś zwyczajnie nie wyjdzie. Zdarza się. To jest sport i dlatego wszyscy się nim emocjonują. 

Nie jestem trenerem i nigdy nie będę, nie do mnie też należy ocena kto się na to stanowisko nadaje, a kto nie. Być może jestem w tej chwili ostra i mało obiektywna, lecz przecież jestem kibicem. Od wielu lat obserwuję wydarzenia w światowych halach, choć zmagania ligowe śledzę krócej niż naszą drużynę narodową. 

Serce mi się kraje, gdy co mecz, czy co turniej słyszę o porażkach tych chłopaków z których część jest moimi sportowymi autorytetami. Kiedy miałam napisać ten tekst i myślałam jakich słów użyć, było mi trudno. Przez miłość do tego sportu i do osób go tworzących długo przeżywam to co się dzieje. Gdyby było inaczej pewnie jak połowa ludzi w sieci napisałabym coś nieprzychylnego i nie zostawiła na biał-czerwonych suchej nitki. Łatwo jest oceniać innych w momencie, w którym żaden z kibiców nie trenował siatkówki i nie wie ile wyrzeczeń kosztuje jej uprawianie na zawodowym szczeblu. Ja nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić, dlatego ich bardzo cenię. I ten felieton to nie jest hejt. Jest mi smutno, przykro i ciężko. A przede wszystkim jest mi żal siatkarzy.

Chciałam napisać tu coś optymistycznego. Pocieszającego. Pragnęłam z całego serca prowadzić ten cykl, aż do spotkania o złoto. Ale nie mogę. 

źródło: informacja własna

Komentarze
Rating: 5.0. From 1 vote.
Please wait...
Kamila Zając

Kamila Zając

Zakochana w siatkówce od lat 26-letnia dziewczyna z marzeniami. Absolwentka prawa z dziennikarskimi ambicjami. Nałogowy pochłaniacz książek z poczuciem humoru. Fanka muzyki rockowej i czekolady. Miłośniczka podróży i przygód. :) Kibicuję głośno i wiernie. Oprócz miłości do naszej kadry moje serce wypełnia sympatia do reprezentacji Francji oraz Giby :)

Dodaj komentarz