#PODBICEUROPE: Podsumowanie meczów zagranicznych zespołów. 6 kolejka (grupy D-G)

 

LIGA MISTRZÓW83 mecze. 28 drużyn. Rozgrywki grupowe zredukowały tę liczbę o połowę. W grze zostały już tylko najlepsze zespoły. Teraz rozpocznie się prawdziwa gra o najwyższe cele.

Grupa D

Pierwsze miejsce w grupie i tylko jeden stracony set przez czas trwania rozgrywek grupowych – zdanie te musi dotyczyć wielkiego klubu. Takim też jest Zenit Kazań. Broniąca tytułu drużyna w pięknym stylu przedarła się do kolejnego etapu Ligi Mistrzów pokonując w trzech setach swojego pierwszego rywala tej edycji, Hypo Tirol Innsbruck. Mecz z 5 listopada ubiegłego roku siatkarze z Kazania na pewno zapamiętają na długo; waleczność i brak kompleksów ze strony Austriaków dał się we znaki broniącej tytułu ekipie. Tym razem Zenit Kazań wywalczył komplet punktów z nieco większą pewnością. Pierwszy set rozpoczął się od wzajemnej wymiany punktów. Do pierwszej przerwy technicznej po obu stronach toczyła się równa walka. Powrót do gry stał pod znakiem problemów z przyjęciem trudnych zagrywek posyłanych przez Wilfredo Leona oraz ataków Maksima Michajłowa, z którymi przyszło się mierzyć gościom. Skuteczność w przyjęciu nie była mocną strona zawodników z Innsbrucka, co w dużej mierze zaświadczyło o wysokiej wygranej Zenita w secie otwarcia.

Set drugi to popis przyjezdnych w grze na skrzydłach. Przyjmujący Hypo Tirol Innsbruck, Gabriel Soares Pessoa niejednokrotnie zaskakiwał przeciwnika udanymi akcjami na skrzydłach, co czyniło go zdecydowanym liderem drużyny. Druga partia różniła się od pierwszej tym, iż stała pod znakiem wyrównanej gry od początku niemal do samego końca. Zenit pomógł – nie atakował już z tak wysoką skutecznością, wysiadło przyjęcie oraz popełniał więcej błędów. Końcówka seta zdała się jednak natchnąć gospodarzy do zebrania sił i zbudowania przewagi nad rozgaszczającym się przeciwnikiem. Kilka porządnych akcji w ataku nadchodzących ze strony kazańczyków pozwoliło na dołożenie kolejnego seta na konto własne. Trzeci set, a zwłaszcza jego początek, bardzo przypominał pierwszą odsłonę meczu – gra punkt za punkt do pierwszej przerwy technicznej. Wznowiona gra wyglądała już zupełnie inaczej. Austriacy poczuli wiatr w żaglach i przez długi czas odpowiadali siatkarzom z Kazania z równą skutecznością. Kawał dobrej roboty wykonał wspomniany Soares Pessoa, któremu udało się zatrzymać Zenit skuteczną grą w bloku. Nie był jednak w stanie zatrzymać mistrza Rosji przed chęcią wygrania meczu bez straty seta.

 

Wynik:

 

Zenit Kazań – Hypo Tirol Innsbruck 3:0 (25:16, 25:22, 25:21)

 

 

 

Składy:

 

Kazań: Matthew Anderson, Aleksiej Kuleszow, Wilfredo Leon, Igor Kobzar, Maksim Michaiłow, Iwan Demakow, Teodor Sałparow (L) oraz Wiktor Poletajew, Loran Alekno, Siergiej Bagriej

Innsbruck: Marek Beer, Janis Peda, Stefan Chrtiansky, Gabriel Soares Pessoa, Pedro Henrique Frances, Gregor Ropret, Lucas Provenzano (L) oraz Aleksander Tusch, Lorenz Koraimann

 

 

 

Jeszcze mniej kłopotów utytułowanemu Halkbankowi Ankara sprawił rywal pochodzący z Bośni i Hercegowiny. Zespół prowadzony przez Lorenzo Bernardiego rozpoczął spotkanie z wysokiego C, bardzo szybko obejmując wysoką przewagę. Siatkarze Budvanskiej Rivijery Budva bezskutecznie próbowali dogonić wynik – atomowe serwy Kevina Le Roux i Rasula Tekeli skutecznie blokowały przyjezdnych, którzy nie mogli znaleźć recepty na rozegranie piłek posyłanych w szczególności przez fantastycznego, utrzymującego równą formę Le Roux. Goście mimo przyzwoitej gry atakiem, wyraźnie odstawali w pozostałych elementach. Dodatkowo pojawiające się pod koniec seta niewymuszone błędy tylko dopomogły Halkbankowi w objęciu prowadzenia w meczu na 1:0.

Drugi set od kilku punktowego prowadzenia rozpoczęli goście z Budwy. Panujący zdobywca Pucharu i Superpucharu Turcji nie miał jednak większego problemu z odrobieniem strat i ponownym prowadzeniu seta na własnych zasadach. Momentami napotykał się na opór stawiany przez wzmocnionego oponenta, jednak zdecydowanie większa ilość błędów popełnianych przez graczy Budvanskiej Rivijery niwelowała skutki solidnej gry prezentowanej przez ten zespół. Rozkręcający się na skrzydle Dick Kooy dorzucił swoje trzy grosze do zamknięcia drugiej partii na korzyść własną po serii solidnych zagrań. Trzecia odsłona spotkania to pokaz siły jednego bohatera. Halkbank Ankara dominował od gwizdka rozpoczynającego do zakańczającego mecz. Siatkarze przyjezdnych sprawiali wrażenie pozbawionych nadziei na podjęcie równej walki z ankarczykami co też zostało przez nich odczytane. Mniej ryzykownych rozwiązań a więcej precyzji przyczyniło się do spokojnego rozgrywania partii na własnych zasadach, co poskutkowało szybkim zebraniem kompletu punktów przez Halkbank.

 

Wynik:

 

Halkbank Ankara – Budvanska Rivijera Budva 3:0 (25:15, 25:16, 25:16)

 

 

 

Składy:

 

Ankara: Dragan Travica, Dick Kooy, Emre Batur, Michał Kubiak, Kevin Le Roux, Resul Tekeli, Caner Dengin (L), Hasan Yesilbudak (L) oraz Kemal Kayhan, Burutai Subasi, Ulas Kiyak

Budva: Azur Eminović, Luka Babić, Luka Sormaz, Vuk Medenica, Bogdan Olefir, Ivan Jecmenica, Nikola Lakcević (L)

 

 

 

Grupa E

 

W belgijskim Roeselare miejsce miał udany rewanż miejscowego Knack. Belgowie podejmowali lidera grupy, Cucine Lube Civitanova, który do tej pory zachowywał czyste konto, odpuszczając rywalom łącznie jedynie dwa sety. Ośmiokrotny mistrz Belgii zupełnie niezrażony grą faworyzowanego rywala, spokojnie, bez kompleksów i we własnym tempie rozgrywał początkowe piłki. Na uwagę po obu stronach zasługuje festiwal fantastycznych serwisów. Słynący z wysokiej skuteczności i precyzji w tym elemencie belgijski przyjmujący Gertjan Claes zainkasował aż 6 asów serwisowych. Swojego miotacza zza linii końcowej boiska miało także Lube – Słoweniec Klemen Cebulj próbował nawiązać równą walkę podaniem, jednak swój dzień bombardowania zagrywką zdecydowanie posiadali siatkarze Knack Roeselare. Nie wystarczyło to jednak do finalnego sukcesu w secie – mimo równej gry prezentowanej przez oba zespoły, o krok do przodu to Lube wyprzedzało swojego rywala skuteczniejszą ofensywą, prezentowaną głównie przez bezwzględnego dla przeciwnika Ivana Miljkovica.

Drugi set należał już do gospodarzy. Serwis zaczął robić znaczącą różnicę – gospodarze oprócz bezpośredniego punktowania popełniali też mniej błędów. Lube goniło wynik jednak pewna linia obrony oraz opłacalne ponoszenie większego ryzyka przy grze na skrzydłach przechyliło szalę zwycięstwa na stronę Knack Roeselare, które tym razem nie dało sobie wyrwać seta z rąk. W trzecim secie niesamowicie dużą rolę, pociągającą miejscowych do zapisania kolejnego seta na swoim koncie miała fenomenalna gra blokiem. Arno van de Velde – tego zawodnika z pewnością niekoniecznie z pozytywnej strony zapamiętają atakujący włoskiej ekipy. Nie będą chcieli też pamiętać o ogromnej stracie punktowej, mającej miejsce przed drugą przerwą techniczną, która popchnęła Belgów do objęcia prowadzenia w całym meczu na 2:1. W czwartej partii włoski zespół szukał swej szansy na dogonienie wyniku. Lube skupiło się na wzmocnieniu linii obrony co wniosło nieco spokoju w rozgrywanie akcji. Było to jednak za mało by odwrócić losy spotkania. Rozkręcona ekipa miejscowych nie pozwalała zbliżać się przeciwnikowi na więcej niż dwa punkty. Knack kierowane przez parę Coolman-Verhanneman, w połowie trwania seta podkręciło tempo i ustanowiło wysoką przewagę nad ostatnim zdobywcą Superpucharu Włoch, której nie dało się już dosięgnąć.

 

 

Wynik:

 

Knack Roeselare – Cucine Lube Civitanowva 3:1 (28:30, 25:19, 25:15, 25:17)

 

 

 

Składy:

 

Roeselare: Angel Trinidad, Hendrik Tuerlinckx, Pieter Coolman, Matthijs Verhanneman, Arno Van De Velde, Gertjan Claes, Stijn Dejonckheere(L) oraz Stijn D’Hulst

Macerata: Simone Parodi, Dragan Stanković, Klemen Cebulj, Ivan Miljković, Antonio Corvetta, Marco Vitelli, Jenia Grebennikov(L) oraz Micah Christenson, Alessandro Fei, Enrico Cester

 

 

 

Grupa F

 

W Modenie, po raz kolejny miejscowy DHL Modena nie miała większych problemów z wywalczeniem trzech punktów przeciwko dwunastokrotnemu mistrzowi Słowenii. Co prawda ACH Volley Ljubljana zdało się odrobić lekcje i nie doprowadzać po raz kolejny do sytuacji, w której nie jest w stanie przekroczyć liczby dziesięciu punktów. Jednakże przed siatkarzami z Bałkanów nadal daleka droga by być w stanie bić się o punkty przeciw zespołom pokroju Modeny, mimo prezentowania gry sprawiającej wrażenie dość wyrównanej. W początkowej fazie pierwszego seta Słoweńcom udało się wyrównać wynik wyprowadzony przez Modenę, a także wyjść na niewielkie prowadzenie. Czterokrotny triumfator Ligi Mistrzów nie powalał skutecznością w ataku ale nie popełniał też zbyt wielu błędów w tym elemencie. Dopiero pod koniec meczu DHL Modena postanowiła na całkowite przejęcie sterów i pozostawienie rywala pięć punktów w tyle.

Drugi set przyniósł zdecydowaną poprawę w grze gospodarzy – solidniejszy atak za sprawą lidera zespołu Nemanji Petrica i większa precyzja w przyjęciu zaświadczyły o dobiciu rywala na 2:0. Początek seta nie był jednak zbyt prosty dla podopiecznych Angelo Lorenzettiego. Słoweńcy kilkukrotnie wyrównywali wynik w spotkaniu, nadrabiając wypracowaną przez miejscowych przewagę. Ważną rolę w odrabianiu punktów przyniosła Słoweńcom bardzo dobra gra obronna na siatce zastosowana przez Diko Puricia. Siła doświadczenia w nerwowych końcówkach znalazła się po stronie Modeny, która schodziła z boiska w lepszych nastrojach. Finałowa partia to widoczne opuszczenie broni przez gości. Włosi kreowali grę po swojemu, grę, która nie spotkała się z większą odpowiedzią ze strony siatkarzy z Ljubljany. Postawa przyjezdnych pozwoliła modeńczykom na bezstresowe rozgrywanie piłki, zachowanie większej swobody w grze i doprowadzenie meczu do końca na własnych zasadach.

 

Wynik:

 

DHL Modena – ACH Volley Ljubljana 3:0 (25:20, 25:23, 25:17)

 

 

 

Składy:

 

Modena: Bruno Rezende, Nemanja Petrić, Milos Nikić, Elia Bossi, Lucas Saatkamp, Luca Vettori, Salvatore Sartoretti(L) oraz Fabio Donadio(L), Earvin NGapeth,

Ljubljana:Andrej Flajs, Michał Kozłowski, Jan Kozamernik, Diko Purić, Eric Mochalski, Jernej Terpin, Matija Plesko(L) oraz Matija Jereb, Stjepan Jurić

 

 

 

Grupa G

 

Spotkanie przeciwko Tomis Constanta a Euphony Asse-Lennik zakończyło się walkowerem na korzyść drugich. Powód to zła sytuacja finansowa klubu z Konstancy.

 

 

 

 

 

Źródło: informacja własna

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Komentarze
No votes yet.
Please wait...
Karolina Siemińska

Karolina Siemińska

Studiuję dietetykę w Bydgoszczy i moim celem jest połączenie zawodu z pasją - czyli ze sportem, do którego miłością zaraził mnie tata. Przez wiele lat uprawiałam kilka dyscyplin z siatkówką włącznie, jednak obecnie wolę śledzić poczynania innych ;)

Dodaj komentarz