Marko Ivović: siatkówka to sport zespołowy – jeśli kolektyw jest jednością, wszystko wydaje się łatwiejsze

Na co dzień uśmiechnięty i spokojny. Na boisku skupiony i pełen emocji. Jeden z najlepszych siatkarzy ostatnich lat, MVP Ligi Światowej 2016. Specjalnie dla Was znalazł czas, by porozmawiać, nie tylko o siatkówce. Drodzy kibice, przed Wami…Marko Ivović! 

 

CZĘŚĆ II – REPREZENTACJA

 

Który mecz reprezentacji najbardziej zapadł Ci w pamięć?

Na ten moment to mecz Ligi Światowej z ubiegłego roku – spotkanie półfinałowe, które graliśmy przeciwko Włochom. Jasne, że sam finał też był ważny, ale to właśnie półfinał był najcięższy.

Jakie były Twoje odczucia po turnieju kwalifikacyjnym w Berlinie, który tak naprawdę przekreślił Wasze szanse na awans do IO?

To był bardzo ciężki moment. Jednak, kiedy później zaczynaliśmy sezon reprezentacyjny wiedzieliśmy, że możemy wszystko zmienić. Mieliśmy dużo siły i taką pewność, że damy radę. Moim zdaniem najważniejsze było to, że wierzyliśmy w siebie.

Co sądzisz o takim systemie kwalifikacji?

Myślę, że system z zeszłego roku był bardzo ciężki. I niesprawiedliwy. Owszem, wszyscy mamy te same zasady kwalifikacji, jednak uważam, że dobrze byłoby wprowadzić pewne zmiany.

Nie można się nie zgodzić z tą niesprawiedliwością. Szczególnie w nawiązaniu do tego, że awansu nie dostaje zwycięzca Ligi Światowej, czyli, jak można powiedzieć, jedna z najlepszych na dany moment drużyn.

Tak. Serbia wywalczyła złoto w Lidze Światowej, a w Rio nas zabrakło. Wierzę, że działacze sami to dostrzegą i będą w stanie wprowadzić zmiany. Było to dla nas trudne, ta nieobecność w Brazylii, ale to już historia. Mam nadzieję, że będzie szansa, byśmy pojawili się na następnych Igrzyskach.

Czy po tym turnieju w Berlinie nie było trochę tak, że postawiliście sobie za punkt honoru wygranie Ligi Światowej?

Od razu? Nie. W historii serbskiej siatkówki reprezentacje osiągały naprawdę dobre wyniki. Ale my sami teraz mamy świadomość, że nie da się wygrać każdego turnieju. Oczywiście, w ten sport wpisana jest chęć osiągania jak najlepszych rezultatów – chcemy wygrywać jak każda reprezentacja. Wiedzieliśmy, że będziemy się starali wygrać wszystko, co możliwe, ale nie skupialiśmy się od razu na takim "przymusie" wygrania LŚ.

Czy ostatecznie możesz powiedzieć, że rok 2016 był dobry dla Twojej reprezentacji? W końcu złoto Ligi Światowej to nie lada sukces zwłaszcza, że ostatnie złoto Serbowie wywalczyli w 2011 roku na Mistrzostwach Europy…

Po sezonie reprezentacyjnym rozmawialiśmy o tym wszystkim i ostatecznie – tak. O tym, że nie będzie nas na Olimpiadzie wiedzieliśmy już w styczniu. 

Co, Twoim zdaniem, w największym stopniu przyczyniło się do tego sukcesu w Lidze Światowej?

Przede wszystkim nasza wiara w to, że możemy. A także to, że byliśmy drużyną, od pierwszego do ostatniego meczu. To było najważniejsze. Moim zdaniem siatkówka to sport zespołowy – jeśli kolektyw jest jednością, wszystko wydaje się łatwiejsze. Każdy sukces jest wtedy prostszy do osiągnięcia. 

Jak wygląda teraz atmosfera w serbskiej drużynie? Faktycznie wyczuwalny jest ten team spirit i trzymacie się razem?

Tak, moim zdaniem tak. Co prawda nie widzieliśmy się od roku i nie wiadomo, jak będzie po tej przerwie, ale wierzę, że zostanie tak samo. Musi, bo jeśli nie, to żadnych sukcesów nie będzie. Ale zobaczymy – myślę, że jesteśmy dobrą drużyną i będziemy wciąż trzymać się razem.

Widać to było zwłaszcza podczas tej Ligi Światowej, a szczególnie w momencie dekoracji, na którą wyszliście z koszulką Aleksa Atanasijevicia (Aleksandar Atanasijević nie wystąpił w Lidze Światowej z powodu kontuzji – przyp.red.). Widać było, jak ważne to było dla Was, żeby i on miał poczucie, że jest częścią tego wszystkiego.

Tak. Wiedzieliśmy, że bardzo chciał być tam z nami. Nie wiedział czy wystąpi, czy nie – ostatecznie okazało się, że nie da rady, co jest zrozumiałe, bo zdrowie jest najważniejsze. Musiał przejść operację, a my myślami byliśmy ciągle z nim. Kiedy więc wygraliśmy finał, musieliśmy wziąć ze sobą jego koszulkę, żeby i on był tam z nami. Do końca. 

Czy ta nagroda MVP z Ligi Światowej była dla Ciebie ważna?

Nagroda indywidualna i sport zespołowy – ogromna różnica, prawda? Kiedy wygrywa inna drużyna, ty nie możesz zdobyć takiej nagrody, ale dostajesz ją, kiedy sukces osiąga twoja drużyna. Oczywiście, że takie indywidualne wyróżnienia cieszą. Jednak indywidualne odznaczenie i kolektywność sportu…To chyba nie idzie w parze. Ale tak, byłem zadowolony.

Który moment kariery reprezentacyjnej był dla Ciebie najważniejszy?

Chyba kiedy zaczynałem. W 2013 roku graliśmy z Holandią i przegrywaliśmy 0:2, ale ostatecznie udało się wygrać 3:2. 

Reprezentanci Serbii grają w najlepszych ligach świata, są uznawani za świetnych zawodników. Wasza liga nie należy jednak do czołówki – co, według Ciebie, jest tego przyczyną?

Sytuacja u nas jest dość ciężka. Nie tylko w siatkówce, ale i koszykówce czy piłce nożnej. Każdy młody zawodnik, jeśli tylko ma szansę, wyjeżdża za granicę, by znaleźć jakiś naprawdę dobry klub. Na początku zespół krajowy to jednak dobra opcja, można zacząć pracować. Kiedy młody zawodnik zaczyna grać w dobrych ligach, wszystko robi się łatwiejsze.

A chciałbyś jeszcze kiedyś wrócić do ligi serbskiej?

Na końcu kariery, jeśli byłoby to możliwe. Oczywiście to zależy od wielu czynników, ale myślę, że mógłbym zakończyć karierę w Serbii.

 

 

Rozmawiała: Magdalena Solecka

 

 

 

Komentarze
Rating: 5.0. From 1 vote.
Please wait...
Magdalena Solecka

Magdalena Solecka

Studentka, której miłość do siatkówki jest stosunkowo młoda, ale zdecydowanie intensywna. Poza uwielbieniem do siatkówki moją osobowość można opisać w kilku słowach: butoholizm, kawoholizm i książkoholizm.

Dodaj komentarz