Marcin Bachmatiuk: Padło kilka ostrych słów w szatni

 

Wczoraj w Lubinie zespoły Gheorghe’a Cretu i Marka Lebedewa spotkały się po raz drugi w tym sezonie. Udany rewanż za porażkę na własnym terenie wzięli siatkarze Jastrzębskiego Węgla, którzy po wyrównanym, pięciosetowym pojedynku pokonali lubinian. O przebiegu tego spotkania, sekrecie jastrzębian i nadchodzących meczach rozmawialiśmy ze środkowym, Marcinem Bachmatiukiem. Zapraszamy do przeczytania wywiadu.

Za wami długa podróż do Gdańska, a następnie do Lubina, jednak to nie przeszkodziło wam w odniesieniu kolejnego zwycięstwa.

Tak, dokładnie. Mieliśmy teraz taki mały trip po Polsce. Na początku udaliśmy się do Gdańska gdzie czekał nas arcyważny mecz z Lotosem. Każdy z nas zdawał sobie sprawę, jakim przeciwnikiem był Gdańsk. Jest to może zespół ze środka tabeli, ale potrafi zagrozić tym najlepszym drużynom. Bezpośrednio po Gdańsku, czyli w poniedziałek, bo graliśmy w niedzielę, udaliśmy się tutaj do Lubina. Podróż była strasznie męcząca, jechaliśmy ponad osiem godzin i kiedy przyjechaliśmy tutaj, to dosłownie godzinka, półtorej i od razu poszliśmy zrobić siłownię. Także ciężko to wszystko było połączyć, ale jeżeli chce się grać o najwyższe cele, to trzeba sobie również dawać radę z takimi chwilami, momentami słabości.

Dzisiaj udany dla was rewanż za porażkę z Lubinem na swojej hali. Tym bardziej te punkty są ważne, ponieważ Indykpol stracił je dzisiaj w meczu ze Szczecinem.

Tak, doszła do nas ta informacja. My po prostu nie patrzymy na grę przeciwników. W czołówce jest dosyć ciasno, my patrzymy po prostu na swoją grę i kolejno skupiamy się na następnym przeciwniku. Teraz zagramy w poniedziałek z Radomiem i w tym momencie myślimy już tylko i wyłącznie o Radomiu i mamy nadzieję, że zdobędziemy w tym meczu komplet punktów.

W pierwszym secie dzisiejszego spotkania lubinianie nie oddawali prowadzenia. W drugim udało się wam zremisować przy stanie 15:15, jednak nie potrafiliście tego utrzymać.

Jasne, jasne nasza gra strasznie falowała. Nie wiem, po prostu nie potrafiliśmy dobrze wejść w mecz, ale na boisku pojawił się tutaj Patryk Strzeżek jako kapitan. Wszedł z ławki w trzecim secie i można powiedzieć, że odwrócił losy tego spotkania i cieszymy się, że wracamy z dwoma punktami.

Po dziesięciominutowej przerwie wróciliście na własne tory, sytuacja się całkowicie odwróciła i rozpoczęliście kolejną partię od trzypunktowego prowadzenia.

To znaczy ja uważam tak, że przerwa działa na dwie drużyny i czy akurat na nas wpłynęła dobrze? Padło tam akurat kilka ostrych słów w szatni, wiadomo jak to jest. Rzuciliśmy wszystko na jedną szalę, nie mieliśmy nic do stracenia, przegrywaliśmy 0:2 już jeden punkt uciekł, trzeba było walczyć o następne dwa. Można powiedzieć, że wyszarpaliśmy to zwycięstwo, także jesteśmy dumni z tego, że w takich okolicznościach, w takim momencie zespół pokazał pazur i wracają dwa punkty z nami do Jastrzębia.

Teraz zmierzycie się z Radomiem. Pomimo tego, że to drużyna z dalszej części tabeli, to jest ona wymagającym rywalem, udowodniła to np. w meczu ze Skrą.

Oczywiście, liga rządzi się swoimi prawami, tak? O tym czy jesteśmy w czwórce, decyduje każdy mecz i każdy punkt od pierwszej kolejki do ostatniej, także trzeba te punkty po prostu zbierać i grać jak najlepiej. Mamy nadzieję, że po prostu z Radomiem zagramy na swoim poziomie. Już jeden mecz w tym sezonie z nimi zagraliśmy, był to pojedynek o Puchar Polski i był to ćwierćfinał o ile się nie mylę w tym momencie i go wygraliśmy. Mam nadzieję, że po prostu ta passa będzie podtrzymana.

Eksperci są zdania, że Jastrzębski Węgiel prezentuje w tym sezonie najładniejszą siatkówkę, a przede wszystkim stabilną. W czym tkwi sekret waszej dyspozycji twoim zdaniem?

Ja uważam, że sekret tkwi w tym, że nasz zespół może nie jest naszpikowany wielkimi gwiazdami, bo nie mamy chyba jakiś zbytnio wielkich gwiazd, ale uważam, że dużo jest u nas zawodników młodych, wschodzących i uważam, że już może nawet w tym roku dalibyśmy radę ich oglądać w kadrze. Trzymam kciuki za to. Naprawdę gramy też ładnie, a bierze się to też z tego, że po prostu tworzymy kolektyw, jesteśmy całością. Wszyscy tworzymy drużynę, zaczynając od zarządu po zawodników i po kibiców. Wszyscy razem żyjemy tym, co się dzieje i po prostu nie mamy nic do stracenia i walczymy jak najlepiej potrafimy, co się to z kolei przekłada na wyniki. Nie boimy się żadnego przeciwnika, każdy wie, co ma robić na boisku. Ja osobiście wchodzę i muszę pociągnąć na tej zagrywce, daję z siebie maxa i liczę, że nadal będę dostawał szanse od Marka i będę mógł wejść i pomóc chociażby na zagrywkę czy na blok.

Maciej Muzaj w jednym z wywiadów powiedział, że kiedy przed sezonem Mark Lebedew poinformował, że celem jest czwórka, to niektórzy się z tego śmiali, a jak ty na to zareagowałeś w tamtym momencie?

Można się napinać przed sezonem, można sobie zakładać jakieś cele, ale jak to się później okaże, to rzeczywistość i boisko zweryfikuje. Ja uważam, że nawet lepiej, kiedy przed sezonem nikt nas nie stawiał w roli faworytów po medal, a robimy miłą niespodziankę sobie, trenerowi i prezesowi, a przede wszystkim kibicom. Także to nas trzyma i jesteśmy bardzo dumni z tego, co na razie mamy i już wiemy jak jesteśmy blisko tego, ale nie możemy się zbytnio podniecać. Trzeba walczyć, bo jeszcze długa droga jest do medalu.

Dopiero co dołączył do was Sebastian Schwarz, jak wyglądają te pierwsze dni współpracy z nowym przyjmującym?

Tak, Sebastian dołączył do nas o ile się nie mylę było to cztery, pięć dni przed samym wyjazdem do Gdańska. Czasu na zgranie mieliśmy mało, ale uważam, że troszeczkę Sebastian miał pomoc, ponieważ był tutaj Lukas Kampa, czyli jego kolega z kadry i był też Salvador Hidalgo Oliva, który jest Niemcem i też mówi po niemiecku. Trener Mark Lebedew również posługuje się tym językiem. Także Sebastian jak tutaj przyszedł, to uważam, że jakoś nie było problemu. Miał tu kilku zawodników czy właśnie trenera, który mówi w jego ojczystym języku i my oczywiście przywitaliśmy go ciepło po prostu. Fajnie, że przyszedł, bo na pewno nam pomoże. Czy to na treningu, czy teraz, kiedy wchodzi na zmiany jak go trener Mark wpuścił w Gdańsku, czy na chwilę w Lubinie. Wchodzi i poprawia to przyjęcie, bo jest takim zawodnikiem ofensywnym, takim jakim był Scott, którego teraz z nami nie ma. Jednak wiemy, że przyjedzie do nas na play-offy i ja osobiście bardzo się cieszę, że go znowu zobaczę, bo tak bardzo pozytywnej osoby dawno nie widziałem.

W waszym zespole trzech zawodników już przedłużyło kontrakty, a czy Ty wiążesz swoją przyszłość z tym klubem, chciałbyś tutaj zostać?

Na ten moment się jeszcze nie zastanawiałem czy chciałbym zostać w Jastrzębiu. Na pewno bardzo dziękuję za to prezesowi i trenerowi Markowi, którzy ponad rok temu mnie przyjęli, bo grałem jeszcze… zaczynałem poprzedni sezon w pierwszoligowym Hutniku Kraków. Klub się rozpadł, a ja już zastanawiałem się czy po prostu nie skończę z tą siatkówką, bo nie wiedziałem co zrobię ze sobą, ale udało mi się trafić do Jastrzębia i mogłem to pół roku tam spędzić. Naprawdę zrobiłem progres do przodu, zdobyłem zaufanie trenera Marka, który zostawił mnie na ten sezon. Naprawdę jestem strasznie wdzięczny, że mogę tu być. Wchodzę chociaż na chwilę, dla mnie to jest mega przeskok i jestem bardzo dumny z tego, że tu jestem, a co będzie za rok to jeszcze mi ciężko powiedzieć.

Faza zasadnicza PlusLigi zbliża się ku końcowi, w ostatnich meczach wszystko może mieć znaczenie. Czy gra zespołów, które występują w Lidze Mistrzów może w jakiś sposób wpłynąć na ich dyspozycję?

Ja osobiście uważam, że może mieć to jakiś wpływ, ale szczerze, mnie osobiście to nie obchodzi. Ja tylko interesuję się naszym zespołem i robię wszystko co mogę, żeby po prostu poprawiać jakość naszych treningów, żebyśmy byli jak najbardziej przygotowani na mecze czy to z Rzeszowem, czy z Bełchatowem.

Dziękuję bardzo za rozmowę, życzę powodzenia.

Dziękuję.

 

W Lubinie rozmawiała Agnieszka Sikora
fot. Aleksandra Szecówka (VOLLEYWORLD)

Komentarze
Rating: 2.3. From 3 votes.
Please wait...
Agnieszka Sikora

Agnieszka Sikora

Zakochana w siatkówce - kibicowanie jest dla mnie jak powietrze, nie potrafię bez tego żyć. Początkująca dziennikarka lubująca się we włoskiej kuchni. Studentka pedagogiki zafascynowana podróżami, marząca o zobaczeniu Hiszpanii i Włoch.

Dodaj komentarz