Igor Grobelny: Zawsze bardzo przeżywam każdą naszą porażkę

 

W dziewiątej kolejce PlusLigi, Cuprum Lubin zmierzył się na własnym boisku z Treflem Gdańsk. Tego dnia lepsza okazała się drużyna trenera Andrei Anastasiego, która pokonała Miedziowych w trzech setach. Po tym spotkaniu rozmawialiśmy z Igorem Grobelnym. Zapraszamy do przeczytania wywiadu z przyjmującym lubińskiego zespołu.

Dwa pierwsze sety rozpoczęliście od dobrej gry zagrywką i blokiem, co dało Wam prowadzenie, jednak w drugiej części partii nie potrafiliście już tego utrzymać.

Myślę, że ogólnie naszym największym problemem, a zarazem również zaletą jest to, że mamy bardzo młody skład. Jednym z problemów młodej drużyny jest właśnie to, że posiadamy za mało doświadczenia i po prostu często popełniamy głupie błędy. Niestety najwięcej pomyłek zdarza się nam zawsze w końcówkach setów. Ciężko jest mi powiedzieć czy to przez stres, czy może przez to, że za bardzo chcemy. Widzimy, że końcówka partii się zbliża i wtedy można powiedzieć, że tworzymy taką własną presję. Trudno jest wskazać tego przyczynę, ale to już jest kolejny mecz, w którym zaczynamy od fajnej gry, mniej więcej do osiemnastego punktu, a potem nasza skuteczność spada. Na pewno musimy przez cały czas utrzymywać koncentrację i grać, grać, grać, nabierać doświadczenia. Nadal trwa pierwsza runda fazy zasadniczej, więc jeszcze nie wiadomo co się wydarzy. Mam nadzieję, że "odpalimy" właśnie w drugiej części. To doświadczenie, które złapiemy teraz, może zaprocentować i później będzie już tylko lepiej.

W kolejnych spotkaniach zmierzycie się z trudnymi rywalami, drużyną z Olsztyna czy Jastrzębskim Węglem. Ten sezon pokazuje chyba jednak, że lepszy zespół na papierze, nie oznacza końcowego zwycięstwa?

Tak, właśnie to jest fajne w tej lidze, że tutaj naprawdę każdy z każdym może wygrać. My również mamy w głowach to, że może nie jesteśmy najlepszą drużyną w PlusLidze, ale też nie uważamy się za najgorszy zespół. Wiemy, że nawet jeżeli będziemy grać przeciwko Jastrzębskiemu Węglowi, to jakieś szanse mamy. Gdybyśmy od początku zakładali, że jesteśmy na przegranej pozycji, to byłoby trochę bez sensu nawet wychodzić na boisko. Mamy młody zespół, ale wychodząc na każde spotkanie chcemy się pokazać z jak najlepszej strony, chcemy nabierać doświadczenia. Właśnie w pojedynkach z takimi drużynami jest najlepsza okazja ku temu, żeby jak najwięcej się nauczyć, podpatrywać jak inni zawodnicy grają, co robią w jakichś trudnych sytuacjach, czy innych elementach. My zawsze wychodzimy grać swoje, mamy nadzieję, że uda się nam urwać jakieś punkty, może nawet i wygrać mecz. Nigdy nie wiadomo, ale na pewno się nie poddamy, gramy dalej i to jest dla nas najważniejsze.

Wygrane napędzają i budują, Wy macie jednak tylko dwa zwycięstwa. Jak zatem ze świeżą głową przystąpić do kolejnego meczu?

To jest bardzo trudne. Świadomość, że mamy tylko dwa zwycięstwa, a reszta to porażki trochę nas psychicznie niszczy. Na pewno nie jest to fajne, ponieważ gdy wracamy do szatni po przegranym meczu, to jest tam cisza. Na początku każdy bardzo to przeżywa, bo nikt nie chce i nikt nie lubi przegrywać. Każdy z nas jest nastawiony na wygrywanie, bo po to właśnie uprawiamy ten sport. Naprawdę ciężko jest się odbudować po takich porażkach. Nie potrafię powiedzieć, co mogłoby być takim złotym lekarstwem na to wszystko. Po prostu trzeba zapomnieć o poprzednim pojedynku, trzeba te przegrane spotkania wyrzucać z głowy jak najszybciej i w pełni skupiać się na następnym meczu. Z kolei dzięki wygranym pojedynkom musimy się podnosić, zapamiętać z nich co się robiło dobrze, a co źle i grać dalej.

Wasz trener podkreśla w wywiadach, że jesteście nową formacją, złożoną z graczy, którzy nie grali wcześniej w pierwszym składzie. Tutaj jesteście odpowiedzialni za najważniejsze punkty, to może mieć wpływ na waszą dyspozycję?

Tak, oczywiście. Właśnie w tym aspekcie również brakuje nam trochę doświadczenia, a dodatkowo każdy z nas chce się pokazać na meczach z dobrej strony. Ja też nie grałem nigdy w PlusLidze w pierwszym składzie. W wyjściowej "szóstce" zacząłem grać dopiero w poprzednim sezonie, ale to była liga niemiecka, która jest zupełnie inna niż rozgrywki w Polsce. Liga polska jest dużo wyżej, więc dla mnie to też jest nowość i ogólnie bardzo podoba mi się to, że mogę tutaj cały czas grać w pierwszym składzie. Wiadomo, że każdy zawodnik chce się zaprezentować jak najlepiej. Kwestie indywidualne również są bardzo ważne, ponieważ im lepiej dany zawodnik się pokaże, tym lepsze propozycje dostanie na następny sezon i będzie miał możliwość zadecydowania o tym czy zostaje w Lubinie, czy przenosi się gdzieś indziej.

Dwa sezony temu grałeś w Lubinie i zdecydowałeś się tu powrócić. Czy występy w podstawowej "szóstce", to był główny czynnik, który wpłynął na Twoją decyzję?

Tak, można powiedzieć, że to było dla mnie takim najważniejszym czynnikiem, który zdecydował o moim powrocie do Cuprum Lubin. W poprzednim sezonie w Niemczech grałem non stop, prawdopodobnie tylko trzy mecze mnie ominęły i czułem się z tym naprawdę znakomicie. Wiem, że przez ciągłe granie wspierałem swoją motywację, dobrze czułem się mentalnie i fizycznie. Oprócz tego dodatkowo zdobywałem nagrody MVP, a to z kolei jeszcze bardziej mnie podtrzymywało, dodawało jeszcze więcej motywacji. Natomiast wiedziałem, że kiedyś wrócę do Polski, ponieważ od samego początku mówiłem, jak tylko przyjechałem tutaj cztery lata temu, że zawsze moim marzeniem było grać w PlusLidze i dalej się tego trzymam. Chcę zostać w Polsce jak najdłużej, bo mi się tutaj po prostu bardzo podoba. Najbardziej bałem się właśnie tego, że jak wrócę tutaj po udanym dla mnie sezonie w Niemczech i będę miał możliwość dołączenia do jakiejś drużyny w Polsce, to cały czas będę siedział na ławce, a nie chcę już nigdy przeżywać tego samego, co przez te poprzednie trzy lata. Zdecydowanie wolę być zły na siebie za to, że słabo zagrałem niż gdybym miał się złościć z powodu tego, że w ogóle nie zagrałem. Zatem perspektywa grania i jeszcze raz grania była kluczowym powodem mojego powrotu do Lubina. Być może nie to, że miałem taką gwarancję, ponieważ nikt mnie tutaj nie zapewni, że "dobrze, podpiszemy kontrakt z Tobą i masz zapisane, że musisz grać". Nie ma czegoś takiego, nikt tego nie ma, ale wiedziałem jakie są moje szanse i byłem przekonany, że nawet jeżeli nie będę w pierwszym składzie, to na pewno będę miał szanse, żeby się zaprezentować. Może nie w każdym meczu, ale co drugi, co trzeci. Ostatecznie wyszło tak, że gram cały czas, a to tym lepiej dla mnie, więc pomimo tych przegranych i tak jestem zadowolony, że mogę po prostu występować i się pokazywać.

Można zauważyć, że masz tutaj w Lubinie i w całej Polsce wielu fanów. Co znaczy dla Ciebie, dla zawodnika wsparcie kibiców?

Tak, mam dużo fanów właśnie tutaj w Lubinie, co mnie naprawdę cieszy. Natomiast ogólnie jestem taką skromną osobą, więc nie ekscytuję się tym jakoś bardzo. Nie mówię "zobaczcie ile mam followersów, spójrzcie ilu fanów" (śmiech). Jednak na pewno cieszy mnie to, że pomimo tych wszystkich przegranych kibice dalej mnie wspierają czy to właśnie po meczach, czy nawet na ulicy, kiedy robię zakupy zawsze ktoś podejdzie i powie, że fajnie zagrałeś. To dodatkowo mnie motywuje do dalszego działania i myślę, że to jest też takim wzmocnieniem przed kolejnym pojedynkiem. Ja zawsze bardzo przeżywam każdą naszą porażkę i niestety zostaje mi to w głowie przez dłuższy czas, ale takie prezenty jak te, które teraz dostałem, wywołują uśmiech na twarzy i dzięki temu wracam do domu troszeczkę spokojniejszy. To jest bardzo miłe. Teraz idę do szatni, tam przejrzę sobie to wszystko, uspokoję się trochę, zapomnę o dzisiejszym meczu i już postaram w pełni skupić się na następnym spotkaniu.

Zadebiutowałeś w tym roku w kadrze Belgii, co dała Ci rywalizacja na międzynarodowej arenie?

Dużo, dużo więcej takiej pewności siebie. Na pewno też to, że byłem na mistrzostwach świata i widziałem te wszystkie największe nazwiska, jak Osmany Juantorena, Ivan Zaytsev i wielu, wielu innych. Możliwość gry w reprezentacji dała mi przede wszystkim więcej pewności siebie, ale mogłem również zauważyć na jakim etapie jestem ja sam, a na jakim etapie znajdują się inni zawodnicy. Nie każdy mecz grałem, np. w pojedynku z Włochami wszedłem tylko na jeden lub dwa punkty, ale już w takim momencie mogłem zobaczyć i porównać grę. To jest całkiem inna perspektywa kiedy się to wszystko ogląda w telewizji czy z boku niż kiedy się jest na boisku. Właśnie te mecze, w których zagrałem z Australią i z Brazylią, a w tych drużynach też jest wielu znanych zawodników, dały mi po prostu taką pewność siebie. Kiedy przyszedłem tutaj do PlusLigi i zagrałem pierwsze mecze, to nie miałem takiego strachu, że Bartosz Kurek stoi po drugiej stronie siatki, czy tak jak dzisiaj Piotr Nowakowski. To są znane nazwiska tutaj w Polsce, bardzo dobrzy zawodnicy, ale nie mówię sobie "o już się boję", nie ma u mnie jakiegoś stresu, tylko po prostu wychodzę i jestem pewny siebie. Wiem na czym stoję, znam swój poziom i wiem też, co mogę zaprezentować. Przede wszystkim właśnie to dała mi rywalizacja w mistrzostwach świata, ale też oczywiście wiele przeżyć. Bardzo fajnie było zobaczyć to wszystko i jeszcze teraz chciałbym pojechać na igrzyska olimpijskie. Bardzo cieszę się z powodu tego, że grałem w kadrze i że mogę grać tutaj. Można powiedzieć, że wszystko tak idzie do przodu.

Na stronie Wikipedii możemy przeczytać, że w 2014 r. zrezygnowałeś z gry w reprezentacji Belgii, ponieważ chciałeś występować w barwach Polski. Co zatem wpłynęło na zmianę Twojej decyzji?

W 2014 roku, czyli to było cztery lata temu, miałem wtedy dwadzieścia jeden lat. Nie chcę tutaj kłamać, ale można powiedzieć, że cały czas żyłem takim marzeniem, że kiedyś będę grał dla reprezentacji Polski. Minął rok, dwa później trzy, a ja robiłem się coraz starszy, mało też wtedy grałem i w końcu powiedziałem sobie, że trzeba teraz spróbować popatrzeć realnie na to wszystko. Marzenia marzeniami, ale właśnie takie ciągłe życie z myślami, że zagram w barwach reprezentacji Polski, a później rozczarowanie się to nie byłoby dobre. To znaczy, trzeba było realnie patrzeć na to, że nie zagram dla polskiej kadry, ponieważ niestety, a raczej "stety" dla Polski, są tam bardzo dobrzy siatkarze. Panuje duża rywalizacja, więc moje szanse, aby się tam pokazać i grać, byłyby małe. Właśnie w minione wakacje zadzwonił do mnie Andrea Anastasi, znał on moją sytuację i wiedział, że jestem Polakiem, ale z możliwością grania dla kadry Belgii. Na początku musiałem się wtedy zastanowić, przyznaję to szczerze. Musiałem się zastanowić czy dalej żyję tym marzeniem czy jednak patrzę na to realnie i powiedziałem sobie wtedy, że jestem już coraz starszy i jeżeli chcę coś osiągnąć, chcę się pokazać, to jest to moja jedyna opcja, więc zgodziłem się i nie żałuję tego na pewno. Kiedy grałem sparing w Szczecinie z kadrą Polski, to miałem na początku poczucie, że gram przeciwko swoim…

… śpiewałeś wtedy dwa hymny?

Tak, tak, przyznaję się do tego i właśnie koledzy z kadry belgijskiej też mnie o to pytali. Nie ukrywając, moja cała rodzina jest z Polski, ja jestem z Polski, urodziłem się tutaj i jedyne co mnie z Belgią łączy, to jest to, że się tam wychowywałem, chodziłem do szkoły i zaczynałem grę w siatkówkę. Kiedy otrzymałem tę opcję, aby móc zagrać w reprezentacji i się pokazać, to stwierdziłem, dlaczego nie? Nie chcę, aby zabrzmiało teraz to tak, że przyjąłem tę propozycję "tak o". Nie, chciałem po prostu tego. Mnie z Belgią też łączy dużo, ponieważ dalej moi rodzice tam mieszkają, ukończyłem tam szkołę, więc w Polsce dopiero jestem czwarty rok, a w Belgii spędziłem siedemnaście lat. Można powiedzieć, że jestem trochę tak jakby dłużny Belgii (śmiech).

Zapewne wiesz, że od lipca w kadrze Polski zagra Wilfredo Leon. Jedno miejsce na pozycji przyjmującego zostanie zajęte. W takiej sytuacji nowym zawodnikom będzie jeszcze trudniej dostać się do zespołu?

Na pewno tak, Leon jest najlepszym siatkarzem na świecie i dam sobie rękę uciąć za to, że tak jest. Jeżeli chce on grać dla polskiej reprezentacji, to tym lepiej dla tej drużyny. Kiedy popatrzymy ze strony innych graczy, to na pewno będą mieli ciężko. Nie ukrywajmy, jest to zawodnik, który nie będzie siedział na ławce przez cały sezon, ale myślę, że młodzi gracze powinni podchodzić do tego tak, że mogą nauczyć się czegoś od tego siatkarza. Mają taką opcję, żeby z nim grać i mieć kontakt, może nie teraz, ale za kilka lat Leon nie będzie ciągle grał, nie będzie występował do czterdziestu czy pięćdziesięciu lat. Przyjdzie kiedyś koniec jego kariery i właśnie ci zawodnicy, którzy mieli okazję z nim trenować, to wprowadzą dużo doświadczenia i będziemy mieli swojego nowego, polskiego Leona. To jest zarazem plus i minus, ale trzeba pozytywnie na to patrzeć. Polska obroniła mistrzostwo świata i teraz jeszcze Leon pomoże dużo tej drużynie, na pewno jest to wzmocnienie.

W Lubinie rozmawiała Agnieszka Sikora
fot. Aneta Serafin (VOLLEYWORLD)

Komentarze
No votes yet.
Please wait...
Agnieszka Sikora

Agnieszka Sikora

Zakochana w siatkówce - kibicowanie jest dla mnie jak powietrze, nie potrafię bez tego żyć. Początkująca dziennikarka lubująca się we włoskiej kuchni. Studentka pedagogiki zafascynowana podróżami, marząca o zobaczeniu Hiszpanii i Włoch.