Gwiazdy światowej siatkówki = popularność ligi?

 

Czytając tekst napisany przez Oskara Kaczmarczyka, człowieka od lat związanego z polską siatkówką czy to za sprawą reprezentacji czy też klubów, zaczęłam rozmyślać czy faktycznie nasza liga potrzebuje rozgłosu poprzez nazwiska rozpoznawane w siatkarskim świecie. W końcu mówi się już od wielu, wielu sezonów, że to nie nazwisko czyni zawodnika światowej sławy, lecz to, co prezentuje na boisku. Nie można przecież zapomnieć, iż gwiazdy = pieniądze, a nie każdy klub ma na koncie odpowiednią liczbę zer, by móc zakontraktować znanego zawodnika na dłuższy okres niż kilka miesięcy.

Od prawie siedmiu lat obserwuję to, co dzieje się w rosyjskiej lidze, która, nie oszukujmy się, zalicza się do tych najbogatszych. Są kluby, które nie mogą narzekać na biednych sponsorów, co daje im jednocześnie możliwość kontraktowania zawodników znanych doskonale szerszej publiczności na całym świecie. Przykład? Zenit Kazań. Jeden z czołowych siatkarzy klubu ze stolicy Tatarstanu musiał zawiesić karierę zawodniczą z powodu depresji. Władze drużyny nie zrezygnowały z przyjmującego amerykańskiej reprezentacji, dały mu urlop, a w jego miejsce szukały kogoś, kto mógłby wspierać ekipę w rozgrywkach prestiżowej Ligi Mistrzów. Takich zespołów w Rosji jest bez liku, jednak są także takie ekipy, które nie potrzebują wielkiego budżetu, by móc osiągać naprawdę dobre wyniki.

Lecz jeśli o pieniądzach mowa, trzeba także na nie uważać. Niekiedy ściągnięcie gwiazd do drużyny może oznaczać problemy finansowe zespołu w kolejnych sezonach. Kto z nas nie pamięta o głośnej sytuacji, która miała miejsce w Iskrze Odincowo przed kilkoma laty, kiedy drużyna spod Moskwy, jednego z najbogatszych miast Rosji, miała problem z wypłacalnością? Albo o historii Uralu Ufa, którego barwy bronili w jednym sezonie m.in. Leandro Visotto, Aleksej Spiridonow, Paweł Abramow. Jak to się skończyło? Drużyna wprawdzie zajęła drugie miejsce, które przecież premiowane jest bezpośrednim awansem do przyszłorocznych zmagań w Lidze Mistrzów, jednak z rozgrywek musiała się wycofać. Oficjalne stanowisko, zajęte przez przedstawicieli ufijskiego Uralu, mówiło o problemach związanych z regulaminem dotyczącym wielkości hali, jednak nieoficjalnie wspominało się właśnie o kłopotach finansowych. Jak sami widzicie – nie zawsze pieniądze, które zespoły gromadzą latami, wystarczają na to, by móc u siebie gościć prawdziwe nazwiska przez dłuższy okres czasu niż zaledwie jeden sezon ligowy.

Mimo wszystko, tegoroczne rozgrywki w Rosji zdają się być jednymi z najbardziej wyrównanych w ostatnich latach. Różnice pomiędzy klubami z bogatymi sponsorami, niekoniecznie tytularnymi, a ekipami z mniejszym budżetem w jakimś stopniu zacierają się i tak naprawdę czasem jesteśmy świadkami istnych sportowych niespodzianek.

Jednak mówiąc o różnicach w poziomie sportowym prezentowanym przez różnorakie zespoły, nie sposób nie wspomnieć o naszej rodzimej lidze, a przecież i w naszym kraju dzieją się ciekawe wydarzenia na płaszczyźnie siatkówki. Chociażby w tym sezonie.

Jeszcze przed kilkoma sezonami kibice siatkówki w Polsce byli świadkiem wielokrotnej, rokrocznej dominacji PGE Skry Bełchatów, która potrafiła poradzić sobie z każdym rywalem, niezależnie od tego czy to było spotkanie ligowe czy walka o bardziej prestiżowe tytuły w kraju. I choć był etap, kiedy passa została przełamana, na jeden sezon, bełchatowska drużyna ponownie wróciła na tron, jednak tym razem nie tak mocna, jak miało to miejsce wcześniej. Patrząc na obecny sezon ligowy, można śmiało stwierdzić, że jest on jednym z najbardziej wyrównanych w ostatnich latach. Kto, jeszcze przed rozpoczęciem sezonu, spodziewał się, że w PlusLidze namieszać będą mogły ekipy z Gdańska, Lubina czy Będzina? I choć są zespoły, które nie gromadzą w swoich szeregach gwiazd z prawdziwego zdarzenia, nazwisk znanych od wielu, wielu lat na światowych salonach, pokazały, że są w stanie dorównać tym, którzy mają możliwość ściągnięcia do swojego składu popularnych zawodników. Bo chyba nie możemy mówić o przypadku w momencie, kiedy gdańska drużyna jest w stanie ograć aktualnego Mistrza Polski. Zaraz pewnie znajdą się Ci, którzy zaczną twierdzić, że jak to w Gdańsku nie ma gwiazdy. Zgodzę się, że trener Andrea Anastasi do anonimowych trenerów nie należy, ale to samo można powiedzieć chociażby o szkoleniowcu Jastrzębskiego Węgla, AZS Indykpolu Olsztyn, Transferu Bydgoszcz. I czy faktycznie drużyny te osiągnęły tak wiele, jak ma to miejsce w przypadku trzech wyżej wymienionych? Można by polemizować na ten temat, bo oczywiście każdy z nas ma swoje zdanie i swoją rację. Mówiąc o siatkarskich gwiazdach, nie można nie wspomnieć o najbogatszej (jakby mogło się wydawać) tureckiej lidze.

Patrząc na drużyny, które reprezentują Turcję w Lidze Mistrzów, można dojść do wniosku, że od lat czołówka w tamtejszej lidze nie zmienia się. Dodatkowo smaczki transferowe typu ściągnięcie do klubu Michała Kubiaka, Marcina Możdżonka, Osmanego Juantoreny czy Mateja Kazijskiego, nie wspominając o znanych i rozpoznawalnych wśród szkoleniowców, powodują, że siatkarskie siły nie są rozłożone proporcjonalne i wygrywa ten, kto ma bogatszych sponsorów. Jaki jest tego skutek? Nie można liczyć na siatkarskie niespodzianki, które przecież są jedną z piękniejszych cech charakterystycznych tejże dyscypliny sportowej.

Warto się zatem zastanowić czy aby na pewno istotnym faktem jest jak największa liczba popularnych nazwisk w lidze, aby stała się ona jedną z najlepszych na świecie, aby była ona popularna. Nie można, przy okazji próby znalezienia odpowiedzi, zapomnieć o tym, że wielka gwiazda oczekuje wielkich pieniędzy, by być jak pozostać jak najdłużej w jednym klubie. Gwiazdy nie zawsze muszą być twarzami zespołu czy konkretnej ligi i sposobem na ich promocję. W końcu to wysoki poziom sportowy, sukcesy, nastawienie i chęć osiągnięcia konkretnych celów powodują, że konkretny klub staje się sportowo atrakcyjny dla zawodnika, choć nie rzadko do gry muszą wejść także sumy, które powodują, iż transfer ma duże szanse na realizację.

Komentarze
No votes yet.
Please wait...
Agnieszka Kaźmierska

Agnieszka Kaźmierska

Agnieszka - korespondentka z Trójmiasta, a wcześniej z ziemi lubuskiej. Zakochana w siatkówce od przeszło ośmiu lat, a od pięciu w szczęśliwym "związku" z fotografią. Gdy nie piszę newsów, spędzam czas na uczelni, poszerzając swoją wiedzę na temat języków niemieckiego i rosyjskiego. Spotkać mnie można również podczas imprez biegowych i sportowych.