„Gdybyś…” list do A.

 

Gdybyś dzisiaj żył, miałbyś 37 lat. Być może lata świetności w swojej karierze miałbyś już za sobą, ale na pewno nadal byłbyś w czołówce światowej siatkówki. W jakim klubie grałbyś w nadchodzącym sezonie? Bo że walczyłyby o Ciebie najlepsze drużyny jest pewne. Jaki obrałbyś kierunek? Czy wciąż byłyby to gorące Włochy, może mroźna Rosja, egzotyczna Brazylia, czy Turcja? A może wróciłbyś do Polski wzmocnić któryś z rodzimych klubów? Czy pobiłbyś rekord Piotra Gruszki w ilości rozegranych spotkań w reprezentacji? Czy tak, jak Paweł Zagumny, byłbyś czterokrotnym olimpijczykiem? A może nawet byłbyś medalistą Igrzysk Olimpijskich? Zapewne byłbyś Mistrzem Świata, multimedalistą Ligi Światowej i Mistrzostw Europy. Być może także zdobywcą Pucharu Świata. Na pewno miałbyś także niezliczoną ilość nagród indywidualnych dla najlepszego zagrywającego oraz blokującego. Może nawet miałbyś w swojej kolekcji statuetki MVP? Kto wie, może właśnie byłbyś w Bułgarii na Mistrzostwach Świata? Może już nie jako zawodnik, ale jako asystent trenera? Jedno jest pewne: gdybyś dzisiaj żył wszystko byłoby inaczej.


Zacznijmy jednak od początku. Urodziłeś się w moim szpitalu, w moim rodzinnym mieście. Tak wiem, był to przypadek. Chociaż mimo wszystko, dla mnie powód do dumy…

Arkadiusz Gołaś urodził się 10 maja 1981 roku w Przasnyszu. Rodzice Arka przebywali na odpuście w Płoniawach, kiedy siatkarz „zdecydował się” przyjść na świat. Szpital w Makowie Mazowieckim, do którego było nieco bliżej, był wówczas remontowany. Wybór więc padł na moje rodzinne miasteczko – Przasnysz.

Jak na swój młody wiek, byłeś siatkarzem wybitnym. Chociaż kariera sportowca w Twoim przypadku wcale nie była taka oczywista. Ba, wydawać by się mogło, że wręcz nierealna…

Dzieciństwo Arek spędził w Ostrołęce, gdzie mieszkał wraz z rodzicami i siostrą. Jednak co wakacje przyjeżdżał do Płoniaw, do babci ze strony taty. To właśnie tu, podczas jednego z pobytów uległ groźnemu wypadkowi. W wieku 3 lat upadł z wysokości na beton, przez co doznał wstrząsu mózgu i pęknięcia czaszki. Lekarze nie dawali mu dużych szans na powrót do pełni zdrowia. Ponadto od urodzenia Arek cierpiał na płaskostopie, które powoduje przede wszystkim znacznie mniejszą skoczność. To wszystko definitywnie przekreślało jego karierę sportowca.

Jednak zacząłeś z wysokiego C. Twoja kariera rozpoczęła się bardzo szybko i w krótkim czasie pokazałeś, że ciężka praca przynosi rezultaty. W końcu „jeśli na boisku czujesz się jak ptak, to poczuj, jak wspaniale jest latać i fruń jak najwyżej po marzenia”…

Pierwsze siatkarskie kroki Arek zaczął stawiać w wieku 10 lat w Szkole Podstawowej nr 7 im. Janusza Kusocińskiego w Ostrołęce, pod okiem Renisława Dmochowskiego. Już wtedy wyróżniał się ogromnym talentem, który potwierdził na mistrzostwach makroregionu w Białymstoku. Zaproszony przez trenera Dmochowskiego Krzysztof Felczak nie wahał się ani chwili i zaproponował rodzicom siatkarza miejsce w liceum podlegającym klubowi MOS Wola Warszawa. Stało się to w 1996 roku, piętnastoletni wówczas Arek opuścił rodzinne miasto i przeniósł się do Warszawy. Razem z klubem wywalczył Wicemistrzostwo Polski Kadetów w 1998 roku, a rok później Wicemistrzostwo Polski Juniorów oraz brązowy medal Mistrzostw Świata Kadetów rozegranych w Arabii Saudyjskiej. W 2000 roku zdobył Mistrzostwo Polski Juniorów z warszawskim klubem, chociaż formalnie był uczniem IV klasy liceum Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Spale, do której przeniósł się na ostatni rok nauki i pomyślnie zdał maturę. Seniorską karierę Arkadiusz Gołaś rozpoczął w 2000 roku podpisując kontrakt z AZS Częstochową. Czteroletnią przygodę z klubem spod Jasnej Góry uwieńczył trzykrotnym Wicemistrzostwem Polski (2001-2003), brązowym medalem Mistrzostw Polski (2004), a także trzecim miejscem i najniższym stopniem podium w Top Teams Cup (ówczesny Puchar CEV; 2002). Sezon 2004/2005 rozegrał w barwach włoskiego Sempre Volley Padwa, co zaowocowało okrzyknięciem siatkarza jednym z najlepszych obcokrajowców Serie A, a w efekcie podpisaniem trzyletniego kontraktu z Lube Banca Macerata. W którym to klubie, jak wiemy, nie zdążył rozegrać ani jednego spotkania.

Coraz lepsze prezentowanie się na ligowych parkietach, nie mogło umknąć uwadze trenerów seniorskiej reprezentacji Polski, w której bardzo szybko wyrosłeś na lidera. Uznawano Cię za filar naszej kadry, a Zdzisław Ambroziak mawiał o Tobie, że jesteś siatkarzem o „atomowej zagrywce” i „stratosferycznym zasięgu”. I miał rację…

Pierwsze powołanie do reprezentacji Polski przyszło w 2001 roku od ówczesnego trenera, Ryszarda Boska. Początkowo stały rezerwowy zawodnik naszej kadry, jednak już od Final Six Ligi Światowej 2001, rozgrywanej w katowickim Spodku, siatkarz z pierwszej szóstki. Do najważniejszych imprez reprezentacyjnych z udziałem Arkadiusza Gołasia należą niewątpliwie Mistrzostwa Świata w Argentynie (2002), Mistrzostwa Europy w Niemczech (2003) i we Włoszech (2005), Igrzyska Olimpijskie w Atenach (2004) oraz Liga Światowa (2001-2005), w tym także trzy turnieje finałowe (2001, 2002 i 2005). Swój ostatni mecz rozegrał 8 września 2005 roku w Rzymie, gdzie reprezentacja Polski pokonała 3:0 Portugalię, zajmując ostatecznie 5. miejsce na Mistrzostwach Europy.

Na pierwszym miejscu zawsze stawiałeś siatkówkę. Największą pasję, pod którą trzeba było ustalać wszelkie plany. Nawet własny ślub i „miesiąc miodowy”…

16 lipca 2005 roku Arek miał zmienić stan cywilny, jednak z uwagi na rozgrywany w Rzeszowie turniej kwalifikacyjny do Mistrzostw Świata, ceremonię trzeba było przełożyć. Awans został przez reprezentację Polski wywalczony, a 21 lipca 2005 roku w Częstochowie Arkadiusz Gołaś poślubił swoją wieloletnią partnerkę, Agnieszkę. Świadkiem Arka był jego przyjaciel zarówno z boiska, jak i z życia prywatnego – Krzysztof Ignaczak. Siatkarz pytany przez media o podróż poślubną żartował, że na to przyjdzie czas po wrześniowych Mistrzostwach Europy.

Trzynaście lat temu wyruszyłeś w podróż ku marzeniom. Jak każdy młody człowiek miałeś swoje plany, nadzieje. O czym może myśleć 24-letni sportowiec u szczytu sławy? Na pewno chciałeś być jeszcze lepszym siatkarzem, zdobyć większe doświadczenie w ówcześnie najlepszej lidze na świecie. Los jednak zweryfikował wszystko w jednej chwili, sprawiając że cała siatkarska Polska pogrążyła się w żałobie…

15 września młodzi małżonkowie wyruszyli do Włoch. Dalszy bieg wydarzeń zna chyba każdy kibic siatkówki na świecie, a na pewno w Polsce. 16 września 2005 roku około godziny 7:10 na austriackiej autostradzie w Griffen pod Klagenfurtem doszło do tragicznego w skutkach wypadku, w którym Arkadiusz Gołaś zginął na miejscu, jego żona natomiast trafiła do szpitala. Pogrzeb tego wybitnego siatkarza odbył się 22 września w rodzinnej Ostrołęce.

Jednym z Twoich atrybutów na boisku, była koszulka z „szesnastką”. To z tym numerem grałeś zawsze w reprezentacji i miałeś grać także w włoskim klubie. Ta właśnie koszulka spoczęła z Tobą na ostrołęckim cmentarzu i taką biało-czerwoną „szesnastkę” miałam okazję widzieć w siatkarskim muzeum. Pozostawało więc pytanie, co dalej i mimo, że odpowiedź była oczywista, nie wszystko potoczyło się tak, jak chciano. Choć według mnie „plan B” był równie dobry, co pierwsze z planowanych rozwiązań…

Po tragicznej śmierci Arka Gołasia zarówno wszyscy reprezentanci Polski w siatkówce, jak i PZPS jednogłośnie podjęli decyzję o zastrzeżeniu numeru 16. Podjęto w tym kierunku stosowne działania, jednak FIVB oraz jej szef, Ruben Acosta, nie wyrazili na to zgody, tłumacząc się przepisami. Postanowiono więc, że słynną „szesnastkę” na koszulce przejmie najlepszy przyjaciel siatkarza, Krzysztof Ignaczak, który z tym numerem grał do końca kariery. Również Cucine Lube Civitanova, w której miał grać Arek, daje pierwszeństwo do wyboru „16” Polakom grającym w klubie – w latach 2007-2010 z tym numerem występował Sebastian Świderski, a w latach 2013-2015 – Bartosz Kurek. Co do „szesnastki” warto także przypomnieć również dekorację na Mistrzostwach Świata 2006, gdzie reprezentacja Polski wywalczyła srebrny medal. Na podium wszyscy zawodnicy stanęli w koszulkach z nazwiskiem „Gołaś” i numerem 16. Raul Lozano, ówczesny trener polskiej kadry, tak napisze kilka lat później w autobiografii:

„Ale nigdy nie czułem takich emocji jak wówczas, gdy stanęliśmy na podium i ściągnęliśmy dresy, wszyscy mieliśmy koszulkę z numerem 16. To nasz hołd złożony najlepszemu z nas wszystkich, Arkowi Gołasiowi, człowiekowi, którego nie zapomnimy.”

Powtarzając za Wisławą Szymborską: „Umarłych wieczność dotąd trwa, dokąd pamięcią im się płaci”. O Tobie pamiętają nie tylko najbliżsi, ale też kibice, działacze i zawodnicy…

6 grudnia 2006 roku Wicemistrzowie Świata zostali uhonorowani Złotym Krzyżem Zasługi za wybitne osiągnięcia sportowe przez Prezydenta RP, Lecha Kaczyńskiego. To samo odznaczenie zostało pośmiertnie przyznane Arkadiuszowi Gołasiowi. Ponadto wiele obiektów zostało nazwanych jego imieniem (m.in. hala widowiskowo-sportowa w Ostrołęce, Gimnazjum w Płoniawach – Bramurach), rokrocznie począwszy od 2006 roku rozgrywane są Memoriały Arkadiusza Gołasia. Jeden – rozgrywany jest tuż przed sezonem ligowym, a biorą w nim udział seniorskie kluby PlusLigi, I ligi oraz zaproszone zespoły zagraniczne. W tym roku turniej odbędzie się w dniach 6-7.10 w Swarzędu Zalasewie. Drugi, mniej znany, odbywa się co roku w Ostrołęce i przeznaczony jest dla młodzików oraz młodziczek z całej Polski.

Bardzo żałuję, że nigdy nie dane mi było zobaczyć Cię na parkiecie. Poza archiwalnymi nagraniami nie miałam okazji podziwiać Twojej gry. Gdybyś żył, na pewno straszyłbyś przeciwników piekielną zagrywką, wbijał „gwoździe” i zakładał „czapy”. Być może zmieniłbyś swoją grą oblicze niejednego meczu? Byłbyś wzorem do naśladowania dla młodych adeptów siatkówki. Wciąż uwielbiałyby Cię tłumy, gotowe pójść za Tobą na koniec świata. I pewnie nadal schodziłbyś do szatni jako ostatni, bo poświęcałbyś czas wszystkim kibicom, którzy chcieliby zdobyć autograf lub zrobić sobie zdjęcie ze swoim idolem. I pewnie pozostałbyś taki zwyczajny, po prostu „ludzki”. Gdybyś żył, wszystko byłoby inaczej… no, może poza jednym: i tak byłbyś prawdziwą siatkarską legendą, bo nie masz sobie równych.

 

źródło: to.com.pl; reportaż "Uwaga" wyemitowany 16.09.2007 roku, w 2. rocznicę śmierci Arkadiusza Gołasia / opracowanie własne;
fot. archiwum prywatne

Komentarze
Rating: 5.0. From 2 votes.
Please wait...
Anna Maria Węglicka

Anna Maria Węglicka

Pochodzę z Przasnysza, jednak od kilku lat mieszkam w Warszawie, gdzie pracuję i narzekam na niedosyt siatkarskich wydarzeń ;) Pasją do siatkówki zaraził mnie mój Dziadek. W tej dyscyplinie sportu najbardziej interesuje mnie historia reprezentacji Polski, nie wyobrażam sobie też, by po meczu nie zajrzeć w "cyferki", czyli statystyki z rozegranego spotkania. Na co dzień nie potrafiłabym funkcjonować bez przyjaciół, muzyki, dobrej książki czytanej wieczorem i kawy ;) Z VOLLEYWORLDem związana jestem od jego powstania. I chociaż początkowo byłam dość sceptycznie nastawiona do tego pomysłu, teraz przyznaję, że była to jedna z najlepszych decyzji w moim życiu :)