DMITRIY MUSERSKIY: Twoje wybory są ogniwami, a rezultaty tych wyborów powstałym z nich łańcuchem

 

Dmitriy Muserskiy – Mistrz Olimpijski, jeden z najlepszych siatkarzy na świecie, opowiedział nam o blaskach i cieniach kariery siatkarskiej.

 

Pewnie powinnam zacząć od pytania, dlaczego wybrałeś siatkówkę, ale chcę zapytać o coś innego. Czy trudno jest być siatkarzem?

Kiedy byłem w piątej klasie, na jednej z lekcji wuefistka zaproponowała wszystkim chłopcom trening siatkówki. Ta nauczycielka znał moich rodziców, którzy również uczyli się w tej szkole, dlatego i mnie chciała zachęcić do uprawiania sportu. Kiedy raz wszedłem na halę, kiedy poznałem tych ludzi wiedziałem, że będę to kontynuował. Treningi odbywały się dwa razy w tygodniu, więc miałem też okazję próbować innych sportów, m.in. koszykówki. Jako że mieszkałem z babcią, miałem bardzo dużo wolnego czasu po lekcjach, który wykorzystywałem, trenując. Miałem z tego dużo radości, bo mogłem gdzieś dać ujście całej tej energii, która we mnie była. Będąc w ósmej klasie, po raz pierwszy obejrzałem zmagania Superligi, co zmotywowało mnie jeszcze bardziej do rozwijania się w kierunku siatkarskim, bo otworzyła się przede mną perspektywa na przyszłość. W tym samym roku trener Superligi zaproponował mi grę w juniorskiej drużynie, na co się zdecydowałem. Moje życie wypełniały treningi, stawałem się coraz lepszy. Po jakimś czasie zmieniłem klub na Charków. Dlaczego zdecydowałem się na siatkówkę? Początkowo była to dobra zabawa połączona z utrzymywaniem zdrowego stylu życia. Potem…sam nie wiem co się stało (śmiech). Po prostu zdecydowałem, że pójdę tą drogą.

Jak sam mówisz, zacząłeś bardzo wcześnie. Zastanawiam się, co siedzi w głowie nastoletniego chłopca, który tak szybko podejmuje tak ważną dla siebie decyzję.

Ten moment, w którym obejrzałem pierwszy mecz Superligi, był dla mnie niezwykły, inspirujący. Kiedy widzisz tych facetów, którzy wyskakiwali tak wysoko, że siatka znajdowała się na wysokości ich torsów, a później atakowali z tak dużą siłą, też chcesz to robić. W dodatku, jeśli trener mówi, że to może się spełnić, bo masz dobre warunki fizyczne i trenując, możesz zajść naprawdę wysoko, sam zaczynasz w to wierzyć. W tym momencie byłem pewny, że moment, w którym będę grać jak oni, nie jest odległy. Miałem trzy dni na decyzję, czy pójdę do Charkowa czy nie. Moja mama powiedziała mi wtedy, że jeżeli to jest moja droga, to tak się stanie i może kiedyś to ja będę miał szansę pojechać na Igrzyska Olimpijskie, na co ja powiedziałem, że jeśli kiedykolwiek dojdę do finału IO, to go wygram (śmiech). Miałem wtedy 14 lat i to był magiczny czas, bo potem latami żyłem tym marzeniem, zwłaszcza, że na Ukrainie nie jest łatwo osiągnąć wiele sukcesów reprezentacyjnych. Właśnie to był jeden z powodów, dla których zdecydowałem się zmienić obywatelstwo – chciałem grać na najwyższym poziomie, a to znalazłem w Rosji.

Jeśli miałbyś porównać dwa okresy w swoim życiu – ten, o którym mówiłeś i obecny, kiedy łatwiej było być siatkarzem?

Wtedy. Nie miałem żadnego doświadczenia, miałem czysty umysł, mogłem robić cokolwiek zechciałem – moje błędy czy gorsze momenty nie miały tak wielkiego wpływu na wszystko dookoła. Teraz, choćby po wygranych Igrzyskach, wszystkie oczy zwracają się na Ciebie i każdy oczekuje, że każdy mecz będzie przynajmniej tak samo dobry, jak finał olimpijski, a to jest naprawdę trudne. Nie jest łatwo znaleźć równowagę pomiędzy warunkami fizycznymi i rzeczywistymi możliwościami. Nie zawsze jest możliwość, by wygrywać, nie możesz być tak samo dobry przez cały czas, a nie każdy to rozumie.

Nie masz więc czasem wrażenia, że cała ta otoczka, również marketingowa, a także cała ta presja wywierana na sportowców trochę niszczą piękno sportu ogólnie rozumianego, nie tylko siatkówki?

Zgadzam się z Tobą, ale myślę też, że tak będzie się działo, że to musi się dziać. To jest test dla sportowca – jeśli umiesz przez to przejść, będziesz dojrzewać coraz bardziej i rozwijać się – musisz zdać ten test. Oczywiście można grać jak ja np. 10 lat temu, ale teraz, jeśli zwyciężasz, to ta wygrana lepiej smakuje.

No właśnie, nie każdy jest w stanie zdać ten test. Sam w swojej karierze nie jeden raz musiałeś się mierzyć z trudnościami czy nagonką medialną, zwłaszcza po decyzji o zawieszeniu kariery reprezentacyjnej. Czy nie pojawiła się wtedy w Twojej głowie taka myśl : „mam dość, rzucam to wszystko”?

Jeśli coś idzie w górę, za chwilę pójdzie w dół i tak musi się dziać. Twoje wybory są ogniwami, a rezultaty tych wyborów powstałym z nich łańcuchem. Życie jest testem, który trzeba zdać. Rozumiem, że jest wielu sportowców, którzy nie mogą sobie z tym poradzić, których łamie psychicznie medialna presja, rodzinne problemy. Wierzę jednak, że jeśli nie uda Ci się przez to przejść, sytuacja się powtórzy. Może nie w taki sam sposób, może po kilku latach, ale się powtórzy – powrócisz do tego tyle razy, ile będzie trzeba, byś sobie poradził.

Czy mając takie doświadczenie jakie masz uważasz jeszcze, że jest coś, co może Cię w siatkówce zaskoczyć?

Nie mogę w stu procentach powiedzieć, że nic mnie nie zdziwi. Staram się akceptować wszystko, co się dzieje, bo tylko małe rzeczy zależą ode mnie, ale wiele ode mnie nie zależy, więc jeśli nie mam na coś wpływu, nie mogę tego zmienić.

Na swoim koncie masz złoto Igrzysk Olimpijskich. Czy po takim sukcesie jest jeszcze coś, co sportowiec może chcieć osiągnąć?

Oczywiście – mam wiele ambicji (śmiech). Mam dobrą motywację do gry i nie zamierzam się zatrzymać.

Motywację zbudowaną na…?

Przed IO myślałem, że jeśli tak się zdarzy, że wygramy, nie będę miał więcej do osiągnięcia, więc moja motywacja znacząco spadnie. Po Igrzyskach uświadomiłem sobie, że mam w sobie wiele motywacji do udowodnienia, że ta wygrana nie była dziełem przypadku. Co było najlepsze to to, że cała drużyna tak myślała. Po tym turnieju zaczął się wspaniały okres, w którym wygraliśmy kilka turniejów z rzędu i świetne było to, że mogliśmy się motywować. Ciągle chcę poszukiwać w swojej grze nowych, lepszych rozwiązań i to jest fantastyczne.

Choć na co dzień jesteś środkowym, podczas Igrzysk trener zdecydował się przestawić Cię na atak. Patrząc na Twoją grę mogło się wydawać, że w takiej zmianie pozycji nie ma nic trudnego, że to przyszło Ci niezwykle łatwo. Czy rzeczywiście tak było?

Ta zmiana była przygotowywana na wypadek, gdyby coś przydarzyło się Maksimowi Michajłowowi. Byłem więc niezwykle zdziwiony, gdy trener powiedział: „dziś zagrasz na ataku”. Zapytałem wtedy: „a co z Maksimem?”. Zdarzyło się wtedy, że straciliśmy jakieś dwa sety i coś we mnie zawrzało. Chciałem to uzewnętrznić. Z tego meczu pamiętam tylko pierwszą piłkę, którą rozegrał do mnie Grankin, a potem ostatnią. Byłem w jakimś transie, chciałem wygrać, chciałem skończyć kolejną piłkę. Jakiś czas później próbowałem sobie przypomnieć coś z tego spotkania, a oglądając nagranie byłem…zaskoczony (śmiech). Poważnie, wielu rzeczy nie pamiętałem. Po meczu usiadłem w szatni, doktor dał mi banana i baton proteinowy, bo w ogóle nie miałem siły by się podnieść, byłem totalnie wypompowany emocjonalnie. Dopiero następnego dnia zrozumiałem, co się stało, że wygraliśmy.

No właśnie, jak to wygląda, kiedy jest się na boisku. O czymś wtedy myślisz, czy włącza się po prostu automat, na którym działasz?

O niczym (śmiech). Pojawia się jedynie pragnienie, żeby wygrać.

Mówiąc o Twojej karierze, nie sposób nie zapytać o Belogorie. Co jest takiego w tym klubie, że zdecydowałeś się tam zostać? Bo nie uwierzę, że nie miałeś ofert z innych klubów i z różnych lig…

Tak, ale dlaczego mam zmieniać klub, jeśli wszystkie warunki mi odpowiadają?

Żeby spróbować czegoś nowego?

Na przykład czego?

Nie wiem, po prostu nowej ligi? Spędziłeś praktycznie cały swój czas w Rosji i choć liga rosyjska uznawana jest za jedną z najlepszych na świecie, to jednocześnie mówi się, że jest najcięższa…

Moim marzeniem było, by grać na najwyższym możliwym poziomie, a to daje mi Rosja. Ciężko jest jednak oceniać ligę…Jest coś pięknego i jednocześnie trudnego w Rosji, m.in. ze względu na długie podróże, różnice czasu – ja to lubię. Może kiedyś będę tym zmęczony, może stwierdzę, że chcę wsiąść w samochód i to nim pojechać na mecz? Nie raz słyszałem, że np. w lidze belgijskiej zawodnicy mogą samochodami podróżować na mecze, wiele drużyn w dniu spotkania wyjazdowego może wrócić do domu. Może więc w przyszłości nadejdzie moment, w którym coś zmienię, będąc zmęczonym, ale na razie mi się tu podoba. Nie chcę zmian również ze względu na moją rodzinę, która musiałaby się ze mną przenieść. Pakowanie wszystkiego i ciągnięcie w świat na jeden czy dwa sezony, życie poza domem…Rosja to mój dom i nie jestem na to gotowy (śmiech). Może jeśli coś niedobrego wydarzy się w Biełgorodzie…wtedy dlaczego nie?

Masz jakieś plany na życie „po siatkówce”?

Jasne, że tak. Mam wiele planów, ale o tym mówił będę dopiero po karierze.

Jakimi cechami powinien się odznaczać idealny siatkarz?

Powinien być gotowy na ciężką pracę, najlepiej 24 godziny na dobę (śmiech). Nie możesz być dobry, jeśli nie pracujesz. Możesz być świetny w krótkich momentach, kiedy jesteś w dobrej dyspozycji, ale nie masz szans grać na najwyższym poziomie przez długi okres czasu jeśli ciężko nie pracujesz, sam talent nie wystarczy. Może i każdy będzie zachwycał się Twoją grą w jednym turnieju, ale już w kolejnym Twoi przeciwnicy wykorzystają każdą, nawet najmniejszą słabość. Ciekawie obserwuje się młodych siatkarzy, który po raz pierwszy grają dobry mecz i zdobywają medal albo nagrodę indywidualną, bo potem w długim okresie czasu albo spadną w dół, albo uda im się rozwinąć, wszystko zależy od tego, jak pracują.

A jak wygląda Twój dzień? Taki typowy, w trakcie sezonu?

Zwykle trenuję dwa razy dziennie. Po meczu mam wolny dzień. Pomiędzy treningami decyduję, co robię z wolnym czasem, jak chcę go wykorzystać. Głównie każdy wolny czas spędzam z rodziną. W wolne dni staram się robić coś, co będzie dobre i pozytywne dla mnie i mojej rodziny.

No właśnie, jak się resetujesz?

To zależy od mojego nastroju w danym momencie. Czasami jestem bardzo zmotywowany, więc nie potrzebuję się resetować, a czasami bardzo potrzebuję tej motywacji. Najlepszy na to sposób to rozmowa z moim dzieckiem. Lubię też oglądać stare rosyjskie filmy, które są bardzo fajne, radosne i nawet jeśli jakoś nawiązują do wojny, to nie pojawia się tam krew. Często też czytam, chodzę do kina. Po prostu pytam siebie samego, czego teraz potrzebuję i potem próbuję to odnaleźć w danej aktywności.

Masz jakieś poza siatkarskie zainteresowania?

Mam ich wiele. Lubię to, co każdy (śmiech). Interesuję się fotografią, wszędzie zabieram swój aparat. W przyszłości, gdy będę oglądał albumy ze swoimi zdjęciami, chcę patrzeć tylko na dobre zdjęcia (śmiech). Bardzo lubię też uczyć się, jak funkcjonuje ciało, jak to jest powiązane z siatkówką. Czytam dużo książek na ten temat, ale też na inne tematy – klasykę, pozycje naukowe. Powiedzmy sobie jednak szczerze, choć lubię czytać cokolwiek wpadnie mi w ręce, nie zawsze mam na to czas – często muszę wybrać, co przeczytam, np. czy będzie to literatura biznesowa, czy książka o mechanice ciała czy może o funkcjonowaniu mózgu, fizyce. Lubię też rysować, ale na to już w ogóle nie mam czasu (śmiech). Mam w domu płótna, których nie dotknąłem przez ostatnie dziesięć miesięcy. Może i mógłbym znaleźć czas na to, będąc w domu, ale zawsze w takim przypadku wybieram spędzenie chwili z moim dzieckiem i moją żoną. Kiedy ich nie ma, mam wiele rzeczy do zrobienia w domu, takich codziennych czynności.

Czy nie rozczarowuje Cię, że ludzie tak często łączą sport z sytuacją polityczną w Rosji? Wielu osobom reprezentacje tego kraju kojarzą się dość jednoznacznie…

Nie obchodzi mnie to. To ich wybór i nie mogę tego zmienić. Na moim Instagramie napisałem kiedyś post dotyczący tego problemu i pojawiło się wiele komentarzy, które z ciekawością obserwowałem, również polskich kibiców. I, co zabawne, to najwięcej Polaków pisało, że się ze mną zgadzają, natomiast Rosjanie bardziej się oburzali w stylu: „co on mówi?”. Wiem, że jest wielu Polaków, którzy nie kierują się agresją w stosunku do mnie czy innych zawodników; ta agresja skierowana jest na sowiecką agresję na Polskę. Jednak nie możemy teraz nic zmienić, nie żyliśmy w tamtym czasie. Podczas mojej drogi usłyszałem wiele złych rzeczy ale…mogę powiedzieć do Ciebie, że kawa, którą piję, jest niedobra. Ale Ty jej nie robiłaś, więc jak możesz być temu winna? Ale cóż, są to ludzkie wybory, które dają nam jeszcze więcej motywacji do wygrywania (śmiech). To wyniszcza tych ludzi, którzy kultywują taką agresję, ale nie wyniszcza nas.

 

Rozmawiała: Magdalena Solecka

 

Komentarze
No votes yet.
Please wait...
Magdalena Solecka

Magdalena Solecka

Studentka, której miłość do siatkówki jest stosunkowo młoda, ale zdecydowanie intensywna. Poza uwielbieniem do siatkówki moją osobowość można opisać w kilku słowach: butoholizm, kawoholizm i książkoholizm.