Dlaczego Polacy są gorsi obcokrajowców?

polskaNas, Polaków, można scharakteryzować jako lud żądny sukcesów na arenie sportowej, jako ludzi niecierpliwych, którzy czekają, aż nasi sportowcy staną na podium i osiągną, oczekiwane przez nas, rezultaty. Nierzadko zdarza się, że pragniemy, aby zawodników szkolili rodacy, bowiem darzymy ich większym zaufaniem i uważamy, że warto stawiać na swoich. I coś w tym jest, lecz nie oszukujmy się – ciężko jest pogodzić jedno z drugim.

Kiedy PZPS podjął decyzję o zakończeniu współpracy z Andreą Anastasim i rozpoczęły się poszukiwania kogoś, kto będzie go w stanie zastąpić, wielu kibiców myślało o tym, aby dać szansę polskiemu szkoleniowcowi, choć podejrzewam, że bali się, że niekoniecznie może to wyjść na dobre. Ostatecznie zarząd zdecydował się wybrać Stephana Antigę, który dobrze zna realia polskiej siatkówki. Jednak jest z tym związany pewien problem, który od kilku lat ciągnie się za naszą rodzimą piłką siatkową.

Krzysztof Stelmach, Piotr Gruszka, Sebastian Świderski, Michał Bąkiewicz. To nazwiska znanych, i przede wszystkim – byłych już, zawodników związanych z polską siatkówką. Przed wieloma laty mogliśmy oglądać ich na boisku, kiedy tworzyli historię tej dyscypliny sportowej. Podobnie jak wielu sportowców po zakończeniu kariery sportowej postanowili sprawdzić się w roli szkoleniowca, nabrać doświadczenia, by móc za kilka lat należeć do jednych z najbardziej znanych selekcjonerów, a być może nawet i objąć stanowisko bycia tym najlepszym, czyli prowadzić biało – czerwonych.

Rzeczywistość jednak okazała się brutalna. Władze klubów oczekiwały sukcesów, owocnej współpracy z zawodnikami. Chyba jednak nikt z nich nie pomyślał, że droga do tego, na co się liczy, jest bardziej kręta i nie można kogoś od razu skreślać, na samym starcie. A jednak..

Podejrzewam, iż wielu z nas chciałoby, aby za kilka lat szkoleniowcem siatkarzy był Polak. Polski trener z krwi i kości, który miał wkład w osiągane sukcesy jako zawodnik, a mógłby także dołożyć przysłowiową cegiełkę do historii pisanej przez graczy. Byłoby to wielkie osiągnięcie, jednak nie oszukujmy się, nikt Hubertem Wagnerem od razu się nie urodził. Nikt nie jest w stanie uzyskać zadowalających wyników bez metody prób i błędów, a bez cierpliwości niczego nie da się osiągnąć.

Szczerze? Też bywam niecierpliwa, jednak zaczyna mnie boleć, a może i irytować, że zamiast stawiać na polski produkt, wolimy wciąż szukać rozwiązania naszych problemów za granicą. Kolejne kluby chcąc osiągać sukcesy, wolą postawić na szkoleniowca zagranicznego, który nierzadko nie ma zbyt wiele z polską siatkówką. Dostaje u nas pracę, możliwość rozwoju, ale rozwoju dla kogoś innego, nie dla nas. Ile klubów jest prowadzonych przez Polaków? Można by na palcach policzyć. Jeśli któryś ma bogatego sponsora, woli od razu ściągnąć specjalistę zza granicy. Bo po co czekać cierpliwie na wynik, po co wydawać pieniądze i szkolić tego, który może nam dać radość, a przede wszystkim stać się dla nas reklamą siatkówki? Tak, wiem, iż sukces w europejskich pucharach jest świadectwem o poziomie ligowych rozgrywek. Ale nie zapomnijmy, że walka o mistrzowski tytuł w kraju czy na świecie, w Europie, to nie tylko klub, siatkarz, ale przede wszystkim trener. A przecież to wszystko można połączyć w jedną całość. Przykłady? Proszę bardzo.

Wiem, jak niektórzy ludzie lubią Rosjan czy Niemców. Zdaję sobie z tego sprawę, lecz tam właśnie są przykłady na to, że można. Nie wiem, ile osób, spośród szerokiego grona kibiców w naszym kraju, jest świadomych tego, że aktualnie drugi szkoleniowiec naszych zachodnich sąsiadów był w przeszłości zawodnikiem. Stefan Hübner zakończył karierę sportową z tych samych powodów, co Sebastian Świderski – kontuzji. Kiedy reprezentację objął Vital Heynen, były reprezentant Niemiec dostał szansę uczenia się od niego. Aktualnie Hübner prowadzi klub siatkarski w niższej niemieckiej lidze, a także przez jakiś czas był jednym z czterech trenerów siatkarzy plażowych w Niemczech. Ponadto, jak wcześniej wspomniałam, nie można zapomnieć także o Rosjanach. Ci, w przeciwieństwie do Polaków, nie darzą zagranicznych selekcjonerów bezgranicznym zaufaniem. Jeśli któryś z nich potknie się, potrafi stracić pracę. Często bywa tak, że już w klubach, pomocnikiem obcokrajowców są rosyjscy trenerzy. Warto także wspomnieć o tym, że wielu rosyjskich trenerów, jak chociażby Władimir Alekno czy Andrej Woronkow, także nie rozpoczynali swojej przygody z siatkówką bezpośrednio od kariery trenerskiej. Najpierw próbowali swoich sił jako zawodnicy, by teraz, po wielu latach pracy i kredycie zaufania, należeć do jednych z czołowych trenerów w kraju, a także i na świecie. Nie oszukujmy się, rosyjskie kluby wolą wydać pieniądze na szkolenie swoich, a nie liczyć na zagraniczne gwiazdy, które nie zawsze doprowadzają do sukcesów. Przykłady? Zenit Kazań, Dynamo Moskwa, Biełogorie Biełgorod, Lokomotyw Nowosybirsk, Prikamie Perm i wiele, wiele innych zespołów, to ekipy prowadzone przez Rosjan, nie Włochów, Serbów, Francuzów czy jeszcze innych trenerów. Podobnie sprawa ma się w przypadku Serbów. Po nieudanym występie w Polsce podczas Mistrzostw Świata, postanowili dać szansę Nikoli Grbić, byłemu zawodnikowi. Plamen Konstantinow – szkoleniowiec Bułgarów to także były trener. Co ważne – żaden z nich nie musiał bać się, że ktoś przestanie w nich wierzyć. Każdy z nich czy nawet większość z aktualnych trenerów, znanych na świecie, to byli reprezentanci, którzy jak nikt rozumieją swoich podopiecznych, bo niegdyś byli ich kolegami z boiska.

Dlatego warto zastanowić się, komu chcemy zrobić przysługę, co jest dla nas ważniejsze. Nie chcę nikomu ubliżać tym tekstem, mówić, że ktoś jest gorszy. Nie po to dzielę się z Wami swoimi emocjami, spostrzeżeniami, byście uważali, że jestem negatywnie nastawiona wobec obcokrajowców. To wszystko powstało po to, aby każdy z nas zrozumiał, że za kilka lat męska siatkówka może znaleźć się w tym samym punkcie, co aktualnie żeńska. Nie można patrzeć wyłącznie na teraźniejszość, trzeba pomyśleć o przyszłości, o tym, że warto stawiać na swoich. Chcemy osiągać wyniki? Oczywiście! Jednak żadna z drużyn nie znajduje się przypadkiem w gronie najlepszych. Na wszystko trzeba czekać, trzeba cierpliwości, zrozumienia, a przede wszystkim wsparcia. Wsparcia dla takich osób jak Michał Bąkiewicz, Sebastian Świderski, Piotr Gruszka czy Krzysztof Stelmach, by za kilka lat oni, a przede wszystkim my, mogli cieszyć się prawdziwym siatkarskim autorytetem wśród zawodników, aby stanowili oni trzon polskiej myśli szkoleniowej. To nic nie kosztuje, wystarczy wierzyć, a być może wśród nich czy przyszłych trenerów znajdzie się ktoś o takim talencie i takiej charyzmie jak Hubert Wagner, który doprowadził do wielu sukcesów. W końcu „nie od razu Rzym zbudowano”.

Komentarze
No votes yet.
Please wait...
Agnieszka Kaźmierska

Agnieszka Kaźmierska

Agnieszka - korespondentka z Trójmiasta, a wcześniej z ziemi lubuskiej. Zakochana w siatkówce od przeszło ośmiu lat, a od pięciu w szczęśliwym "związku" z fotografią. Gdy nie piszę newsów, spędzam czas na uczelni, poszerzając swoją wiedzę na temat języków niemieckiego i rosyjskiego. Spotkać mnie można również podczas imprez biegowych i sportowych.