Czy obcokrajowcy są ważniejsi od polskich siatkarzy?

Polska2Niedawno zakończył się sezon ligowy. Nie oznacza to jednak zbyt długiej przerwy na kolejne transfery. Wbrew pozorom, wiele już zdarzyło się w niektórych zespołach. Wielu zawodników odeszło z klubów. Niekiedy takie decyzje są sporym zaskoczeniem. Jednak kibiców może boleć jedno – jak wiele mówi się o transferach obcokrajowców, a jak niewiele na temat polskich siatkarzy.

Zastanawiam się coraz częściej i coraz bardziej po co jest limit obcokrajowców. Z jednej strony wydaje się, że jest to naprawdę nieodłączna część ligi, nieważne czy polskiej czy zagranicznej. Jest to spowodowane tym, jak wiele klubów decyduje się na doszkalanie nierodzimych zawodników. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że dla niektórych ekip jest to po prostu chęć pokazania, jak duży budżet można przeznaczyć na sport. A można na siatkówkę wydać naprawdę wiele pieniędzy, czego przykładem są niektóre kluby jak Asseco Resovia Rzeszów, PGE Skra Bełchatów czy Zenit Kazań. Jednak zasada „zastaw się a postaw się” niekoniecznie powinna mieć odzwierciedlenie w siatkarskim środowisku. Zwłaszcza, jeśli pieniądze można przeznaczyć na polskich siatkarzy, którzy zasługują na uwagę.

Jak poważny problem z wyszkoleniem młodych rodzimych siatkarzy jest zauważalny od dawna. Wszystko jest szczególnie widoczne podczas sezonu reprezentacyjnego. Jeszcze niedawno wszyscy kibice żyli rocznikiem ’77 bogatym w młodych wówczas i bardzo utalentowanych graczy. Na pewno nie sposób inaczej opisać chociażby Pawła Zagumnego. Wielu z nas życzyłoby sobie, aby popularny Guma, Gruszka czy Świder grali przez całe życie. Jednak w ich przypadku, tak jak u zwykłego człowieka, przychodzi okres, kiedy zdrowie podupada. Wtedy nadchodzi czas kolejnych młodych i gniewnych zawodników. I tutaj pojawia się problem. Polskich zawodników, którzy są utalentowani i mają potencjał jest jakby.. coraz mniej. Przyczyn tego może być naprawdę wiele. Jednak głównym aspektem może być brak wyszkolenia, a może właściwie: brak miejsca w składzie. Coraz częściej obserwuje się polskie kluby, które wydają mnóstwo pieniędzy na obcokrajowców. Z jednej strony jest to dobre rozwiązanie, bo podnosi się poziom rozgrywek ligi. Z drugiej strony – no właśnie, to chyba oczywiste, co jest z drugiej strony medalu. Nikogo nie powinno dziwić, dlaczego tak jest. Patrząc, jak zespoły chętnie chcą zakontraktować zagranicznych zawodników, nawet z tej niższej półki, zaczynam pukać się w głowę. Prędzej czy później będziemy popadać w coraz większe tarapaty w polskiej kadrze narodowej. Prędzej czy później pojawią się łzy rozpaczy i błaganie, aby doświadczeni siatkarze wrócili do kadry narodowej. Prędzej czy później powiedzą oni „stop, basta”. Jeszcze niedawno wydawało mi się, że dobrym rozwiązaniem będzie limit obcokrajowców. Jednak i w tym przypadku niektóre zespoły zaczynają obchodzić ten przepis. Nie mam oczywiście pretensji do siatkarzy, którzy sami o to wnioskują, bo chcą w Polsce spędzić swoją przyszłość, nawet po zakończeniu kariery. Zdarzają się sytuacje, kiedy obywatelstwo jest nadawane tylko po to, żeby można było ściągnąć zza granicy kolejnego zagranicznego zawodnika. Czasem wydaje się, że kluby wolą pochwalić się wynikiem nawet z miernym obcokrajowcem niż znaleźć się na niższym miejscu z młodymi, wyszkolonymi siatkarzami z POLSKI. Wiadomo, że poniekąd chodzi tutaj o finanse i przyciąganie sponsorów. Na szczęście są drużyny, dla których niekoniecznie liczy się dobro materialne, ale przyszłość narodowej drużyny. Do takiego wąskiego grona z pewnością zaliczyć można Effector Kielce, gdzie siatkarsko dojrzewał mój rówieśnik, Mateusz Bieniek, czy AZS Politechnikę Warszawską. Jeszcze niedawno w taki sam sposób można było powiedzieć o LOTOSie Treflu Gdańsk. Jednak dziś zastanowiłabym się czy na pewno tak w rzeczywistości jest w pomorskiej drużynie..

Wracając do tematu limitu obcokrajowców, chciałabym zaznaczyć, że podoba mi się system rosyjskiej Superligi. Zdaję sobie sprawę, że wielu kibiców nie lubi Rosji, bo nie i tyle. Jednak tam idealnie można zaobserwować, że na swoich warto stawiać. Owszem, w poprzednim sezonie zdarzyła się sytuacja, kiedy Lukas Divis został naturalizowanym Rosjaninem. Warto zaznaczyć, że w Nowosybirsku grał już kilka lat, zanim podjęto taką decyzję. Jak na razie nic nie zapowiada się na to, aby miał grać w Sbornej. Dlaczego? Bo szkoleniowiec Mistrzów Olimpijskich ma do wyboru szeroką gamę zawodników do wyboru. Idąc tym tropem, warto sobie zadać jeszcze jedno pytanie: z jakiego powodu? Chociażby z takiego, że rosyjskie drużyny trzymają się zasad narzuconych przez federację. Mogą mieć w swoim składzie tylu obcokrajowców, ilu tylko zechcą, a właściwie bardzo niewielką liczbę. Od zawsze wydawało się, że za rosyjskimi klubami stoją wielkie pieniądze. Poniekąd tak jest. Jednak drużyny starają się za wszelką cenę przede wszystkim wyszkolić swoich rodzimych siatkarzy, nie zagranicznych, nie Francuzów, Włochów, Niemców czy jeszcze innych. Dla nich priorytetem są Ci, którzy za kilka lat mogą stanowić o trzonie tego najważniejszego zespołu. Przykład? Igrzyska Olimpijskie w Pekinie, 2008 rok. Część zawodników powołanych na turniej przez Raula Lozano była już doświadczonymi graczami, mającymi po 30 kilka lat (oczywiście byli także młodsi). Z kolei na odważny krok zdecydował się Władimir Alekno, który zabrał ze sobą znanego Maksima Michajłowa. Ile lat miał wtedy atakujący? 20 lat. Wydawałoby się, że to niewiele. Ale w wieku 20 lat, większość siatkarzy powinna być już gotowym na powołanie czy do szerokiej kadry czy po prostu pojechać na ważny turniej.

Pozostaje wierzyć, że jeszcze wszystko się odwróci, a władze klubów pójdą po rozum do głowy. W końcu nie chodzi tutaj nie tylko o pieniądze, ale PRZEDE WSZYSTKIM o dobro biało-czerwonych i przyszłość naszej siatkówki. Na szczęście coraz więcej kibiców ma otwarte oczy i dostrzega to, co dzieje się wokół nas. Jest to niewątpliwie pocieszające. Jednak teraz nadszedł czas, aby to Ci, którzy zarządzają zespołami w końcu obudzili się. Lepiej to zrobić teraz niż później obudzić się z ręką w nocniku.

Komentarze
No votes yet.
Please wait...
Agnieszka Kaźmierska

Agnieszka Kaźmierska

Agnieszka - korespondentka z Trójmiasta, a wcześniej z ziemi lubuskiej. Zakochana w siatkówce od przeszło ośmiu lat, a od pięciu w szczęśliwym "związku" z fotografią. Gdy nie piszę newsów, spędzam czas na uczelni, poszerzając swoją wiedzę na temat języków niemieckiego i rosyjskiego. Spotkać mnie można również podczas imprez biegowych i sportowych.

Dodaj komentarz