#ChallengeKamy #2

 

Nowy felieton będzie osobistą relacją z półfinałów Pucharu Polski w siatkówce mężczyzn. Miłej lektury! 


Półfinały Pucharu Polski w siatkówce mężczyzn, które odbyły się we wrocławskiej Hali Stulecia, były dla mnie pierwszą w tym roku okazją, by obejrzeć mecze na żywo z perspektywy kibica. Nie spodziewałam się, że zabawa będzie aż tak udana. 

We Wrocławiu zameldowałam się tuż po trzynastej, gdy pierwsi widzowie zostali wpuszczeni do obiektu. W środku było barwnie i wesoło – głównie za sprawą sympatyków uczestniczących w turnieju zespołów. Przed pierwszym meczem po jednej stronie swoje flagi i transparenty rozwiesili kibice ZAKSY, po drugiej rozlokowali się fani dopingujący gdańskie lwy. Pierwsze siatkarskie pamiątki w postaci zdjęć udało mi się zdobyć jeszcze przed rozpoczęciem wydarzenia. Muszę tu zdradzić Wam ciekawostkę, że mój tata wykazał się niebywałą odwagą i sam podchodził do zawodników prosząc o zrobienie sobie z nami zdjęć 😉

Wyjazd do stolicy Dolnego Śląska był również okazją do spotkania moich przyjaciół poznanych dzięki wspaniałej grupie kibiców siatkówki stworzonej na Facebooku. Anita, Olga i Paweł sprawili, iż ten dzień był naprawdę wyjątkowy. To za ich sprawą podczas sportowego święta było wiele uśmiechu i spontanicznego działania. Wracając jednak do aspektu sportowego dosłownie zdarłam gardło podczas kibicowania i okrzyków. Kędzierzynianie, mimo żywiołowego wsparcia na trybunach, nie zdołali odeprzeć ataku świetnie dysponowanych gdańszczan. Podopieczni trenera Andrei Gardiniego zaczęli dobrze półfinałowe spotkanie, wygrywając pewnie pierwszego seta, jednak nie utrzymali poziomu do którego przyzwyczaili w Pluslidze. Natomiast gra Trefla mogła się podobać wszystkim, niezależnie od tego, komu kibicują na co dzień. Chociaż wynik tego nie odzwierciela, bo drużyna z opolszczyzny przegrała pozostałe trzy partie 23:25, to jednak od drugiego seta mecz toczył się wyraźnie pod dyktando zawodników Trefla Gdańsk. Porażkę ZAKSY zrekompensowały mi jednak późniejsze wydarzenia. Tak naprawdę większość naszych ulubieńców spotkaliśmy w trakcie meczów, ci bowiem swobodnie przemieszczali się po hali i nie stanowiło problemu zagadnienięcie ich, czy zrobienie sobie zdjęcia. Każde z nas ma swój udział w zbieraniu pamiątek i na pewno jeszcze długo będziemy o tamtym weekendzie rozmawiać. To właśnie takie momenty, niezaplanowane przez nikogo wcześniej tworzą niesamowite wspomnienia i pokazują zawodników jako pełnych pozytywnej energii ludzi i sprawiają, iż kibice również czują się docenieni.

O ile w trakcie pierwszej siatkarskiej wojny największe wrażenie zrobili na mnie kibice z Opolszczyzny, o tyle w trakcie kolejnej byłam naprawdę neutralna. W grze PGE Skry Bełchatów z ONICO Warszawa również nie brakowało emocji. Drużyna z Bełchatowa grała na świetnym poziomie pokazując siatkarski kunszt i zasłużenie pokonała rywali bez straty seta. Niestety nie zostałam do końca wieczoru, ponieważ mój kręgosłup odmówił mi posłuszeństwa i przypomniał o sobie bólem. Mimo to było naprawdę niesamowicie i jestem przekonana, że wrócę do Hali Stulecia za rok, by patrząc na najlepsze polskie kluby znów odczuwać tak wiele radości, co w miniony weekend. 

W takich chwilach człowiek naprawdę zaczyna dostrzegać, iż siatkówka to sport który łączy różne osoby. Przykładem mogłaby być nasza czteroosobowa grupa. Ja, kibic ZAKSY, ceniący jednak wszystkich graczy, Olga wspierająca Trefl Gdańsk, Anita największa kibicka PGE Skry Bełchatów, jaką znam oraz Paweł rozdarty między ONICO Warszawą a PGE Skrą Bełchatów. Każde z nas potrafi uszanować sympatie innej osoby, dobrze się bawić i spełniać wspólne marzenia, spotykając na swojej drodze wielu wybitnych sportowców – wszystko to sprawia, że już planujemy kolejne podobne spotkanie.

Na koniec chciałam wspomnieć tylko o zasłużonym triumfie siatkarzy z Pomorza i naprawdę pięknej oprawie całego wydarzenia oraz upodobaniu trenera wymienionej ekipy do robienia selfie 😉 Brawo #Gdańskielwy!

Z całego serca dziękuję swoim przyjaciołom i tacie za to, że mogłam uczestniczyć we wspaniałym sportowym świecie. Nie zapominam też o mamie i siostrze które cały ten wyjazd zorganizowały w ramach niespodzianki. Było wspaniale. Za rok znów #GramyweWrocławiu!

Komentarze
Rating: 5.0. From 1 vote.
Please wait...
Kamila Zając

Kamila Zając

Zakochana w siatkówce od lat 26-letnia dziewczyna z marzeniami. Absolwentka prawa z dziennikarskimi ambicjami. Nałogowy pochłaniacz książek z poczuciem humoru. Fanka muzyki rockowej i czekolady. Miłośniczka podróży i przygód. :) Kibicuję głośno i wiernie. Oprócz miłości do naszej kadry moje serce wypełnia sympatia do reprezentacji Francji oraz Giby :)